Pani Dominika i jej uległy asystent
Nazywam się Dominika. Mam trzydzieści pięć lat, jestem właścicielką jednej z największych firm prawniczych w mieście. Wysokie obcasy, eleganckie garsonki, władczy głos. Mężczyźni boją się ze mną negocjować, a kobiety zazdroszczą mi pozycji. Ale to, co robię w zaciszu mojego apartamentu, to moja najlepiej strzeżona tajemnica.
I moja największa przyjemność.
Dziś wieczorem mam gościa. Nazywa się Kuba. Ma dwadzieścia sześć lat, jest moim asystentem w firmie. Przystojny, wysoki, ciemnowłosy, o niebieskich oczach, które patrzą na mnie z podziwem i nieśmiałością. Od roku pracuje u mnie, a ja od roku obserwuję, jak czerwieni się, gdy do niego mówię, jak drży, gdy staję blisko, jak połyka ślinę, gdy dotykam jego ramienia.
Dziś postanowiłam, że nadszedł czas.
Wysłałam mu wiadomość: „Przyjdź do mnie dziś o 20:00. Ubierz się elegancko. Nie spóźnij się.”
Odpowiedział po minucie: „Tak, Pani.”
Uwielbiam, gdy mówi do mnie „Pani”.
Stoję teraz w mojej sypialni, ubrana w czarną, koronkową bieliznę, pończochy z paskiem i szpilki, które dodają mi jeszcze więcej pewności siebie. Na wierzchu mam jedwabny szlafrok, który podkreśla moją sylwetkę. Włosy spięte w elegancki kok, czerwona szminka na ustach. Wyglądam jak bogini. I zamierzam się tak zachowywać.
Dzwonek do drzwi.
Otwieram. Kuba stoi w drzwiach, ubrany w ciemny garnitur, białą koszulę i krawat. Wygląda przystojnie, ale widzę, jak jego dłonie drżą, a na czole pojawiają się krople potu.
— Dobry wieczór, Pani — mówi cicho.
— Wejdź — odpowiadam, odsuwając się.
Wchodzi do środka. Rozgląda się po moim apartamencie, po eleganckich meblach, po wielkich oknach z widokiem na miasto. Stoi przede mną, niepewny, co robić.
— Rozbierz się — mówię spokojnie.
— Pani...? — patrzy na mnie z zaskoczeniem.
— Rozbierz się. Do naga. I połóż ubranie na krześle.
Jego ręce drżą, gdy rozpina guziki koszuli. Widzę, jak połyka ślinę, jak jego klatka piersiowa unosi się i opada. Zdejmuje marynarkę, koszulę, spodnie. Zostaje w bokserkach, które ledwo powstrzymują jego erekcję.
— Zdejmij też bokserki — mówię.
Ściąga je. Jego członek jest twardy, nabrzmiały, gotowy. Stoi przede mną nagi, drżący, zawstydzony.
— Klęknij — mówię.
Klęka. Patrzy na mnie z dołu, z mieszaniną strachu i pożądania w oczach.
— Wiesz, dlaczego tu jesteś? — pytam.
— Nie... nie jestem pewien, Pani.
— Jesteś tu, bo od roku obserwuję, jak na mnie patrzysz. Jak drżysz, gdy do ciebie mówię. Jak pragniesz mnie w każdej sekundzie swojej pracy. — Robię krok w jego stronę. — Czy to prawda?
— Tak, Pani — szepcze.
— Dobrze. — Uśmiecham się. — A teraz pokaż mi, jak bardzo mnie pragniesz.
Kładę dłoń na jego głowie, delikatnie, ale stanowczo. Prowadzę go w stronę moich nóg.
— Pocałuj moje stopy — mówię.
Pochyla się. Jego usta dotykają mojej stopy, najpierw nieśmiało, potem pewniej. Całuje moje palce, moją kostkę, przesuwa językiem po mojej skórze. Czuję, jak drży.
— Wyżej — mówię.
Przesuwa się wyżej. Całuje moje łydki, moje kolana, moje uda. Jego język dotyka skóry przez pończochy, a ja czuję, jak narasta we mnie podniecenie.
— Zatrzymaj się — mówię.
Zatrzymuje się. Patrzy na mnie z dołu, z pytaniem w oczach.
— Chcesz mnie posmakować? — pytam.
— Tak, Pani. Bardzo.
— Więc poproś.
— Proszę, Pani. Pozwól mi posmakować.
Uśmiecham się. Rozchylam szlafrok, odsłaniając moje nagie ciało. Czarny biustonosz, czarne stringi, pończochy. Kuba patrzy na mnie z zachwytem.
— Zdejmij mi stringi — mówię.
Jego dłonie drżą, gdy ściąga je powoli. Kiedy są już na podłodze, klęczy przede mną, patrząc na moje wilgotne łono.
— Całuj — mówię.
Pochyla się. Jego usta dotykają mojej łechtaczki, a ja jęczę cicho. Liże mnie powoli, nieśmiało, a ja czuję, jak narasta we mnie przyjemność.
— Szybciej — mówię.
Przyspiesza. Jego język porusza się w rytmie, który doprowadza mnie do szaleństwa. Czuję, jak jego dłonie obejmują moje pośladki, przyciągając mnie bliżej.
— Tak... — jęczę. — Właśnie tak...
Czuję, jak narasta we mnie orgazm. Kuba liże mnie coraz szybciej, a ja wyginam plecy, czując, jak fala przyjemności przebiega przez całe moje ciało.
— Skończę... — wysapuję.
— Proszę, Pani. Skończ.
Krzyczę, osiągając orgazm. Moje ciało drży, a ja opieram się o ścianę, czując, jak skurcze przebiegają przez moje łono. Kuba nie przestaje, dopóki nie opadnę, dysząc.
— Wstań — mówię.
Wstaje. Jego członek jest twardy, nabrzmiały, gotowy. Patrzę na niego z góry na dół.
— Chcesz wejść we mnie? — pytam.
— Tak, Pani. Bardzo.
— Więc poproś ładnie.
— Proszę, Pani. Pozwól mi wejść w siebie. Pragnę cię.
— Klęknij — mówię.
Klęka. Staję nad nim, rozkładając nogi. Prowadzę jego głowę w stronę mojego łona.
— Ssij — mówię.
Jego język dotyka mojej łechtaczki, a ja jęczę. Ssie mnie powoli, dokładnie, a ja czuję, jak narasta we mnie kolejna fala przyjemności.
— Dość — mówię po chwili.
Odrywa się. Patrzy na mnie z pożądaniem w oczach.
— Połóż się na podłodze — mówię.
Kładzie się na plecach. Staję nad nim, unosząc nogę. Prowadzę jego członek do mojego wejścia i powoli opuszczam się na niego.
— Och... — jęczy.
Czuję, jak wypełnia mnie całkowicie. Zaczynam poruszać się w rytmie, który kontroluję w pełni. Powoli, potem szybciej, potem znowu wolniej. Kuba jęczy pode mną, a ja czuję, jak jego dłonie obejmują moje biodra.
— Nie dotykaj — mówię stanowczo.
Zabiera dłonie. Leży pode mną, całkowicie uległy, podczas gdy ja poruszam się na nim, czerpiąc przyjemność z jego ciała.
— Jesteś mój — mówię. — Całkowicie mój.
— Tak, Pani — wysapuje.
Czuję, jak narasta we mnie kolejny orgazm. Poruszam się szybciej, mocniej, a Kuba jęczy coraz głośniej.
— Skończę... — ostrzega.
— Nie — mówię. — Nie bez mojej zgody.
Zwalniam. Doprowadzam go do krawędzi, po czym zatrzymuję się. Robię to kilka razy, aż jest cały mokry od potu, błagający wzrokiem.
— Proszę, Pani — jęczy. — Pozwól mi skończyć.
— Jeszcze nie — odpowiadam. — Najpierw chcę zobaczyć, jak bardzo mnie pragniesz.
Zsiadam z niego. Klękam przed nim, biorąc jego członek do ust. Ssać go powoli, przesuwając językiem po całej długości. Czuję, jak drży, jak jego ciało napina się.
— Skończ w moich ustach — mówię, odrywając się na chwilę.
— Tak, Pani — wysapuje.
Biorę go z powrotem do ust. Ssać go szybciej, głębiej, a on jęczy coraz głośniej. W końcu czuję, jak jego ciało napina się, a on wytryskuje w moich ustach. Przełykam wszystko, patrząc mu w oczy.
— Dziękuję, Pani — szepcze.
— Nie dziękuj — odpowiadam. — To dopiero początek.
Wstaję. Patrzę na niego, leżącego na podłodze, wyczerpanego, zadowolonego.
— Ubierz się — mówię. — Jutro czeka cię praca.
— Tak, Pani.
Wstaje i zaczyna się ubierać. Patrzę na niego z satysfakcją. Ten przystojny, młody mężczyzna, który drżał przede mną, jest teraz całkowicie mój. I zamierzam to wykorzystać.
— Kubo — mówię, gdy już jest ubrany.
— Tak, Pani?
— Jutro o 20:00. Znowu.
— Tak, Pani.
Uśmiecha się. I wychodzi.
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?