Rogacz

Deszcz bębnił o szyby wielkiego, panoramicznego okna, za którym rozpościerało się miasto w wieczornej poświacie. Ona stała przy tym oknie, ubrana jedynie w cienki, jedwabny szlafrok w kolorze szampana, który opinał jej sylwetkę, podkreślając każdą krągłość. W dłoni trzymała kieliszek chardonnay, ale wino było tylko pretekstem – jej myśli krążyły gdzie indziej, a serce biło szybciej na samą myśl o tym, co ma się wydarzyć.

Jej mąż był w podróży służbowej. Za trzy godziny miał wylądować na lotnisku, ale ona nie zamierzała czekać. Nie mogła. Od tygodni czuła narastające napięcie, które nie miało ujścia. A teraz, gdy dom był pusty, a deszcz tworzył intymną, zamkniętą atmosferę, postanowiła zaprosić kogoś, kto od dawna rozpalał jej zmysły.

Dźwięk domofonu wyrwał ją z zamyślenia. Odstawiła kieliszek, podeszła do drzwi i nacisnęła przycisk. Głos w głośniku był niski, znajomy, przesycony pożądaniem. Wpuściła go bez słowa.

Wszedł do przedpokoju, otrzepując krople deszczu z ramion czarnego płaszcza. Był wysoki, szczupły, o rysach twarzy, które zawsze wydawały jej się nieco niebezpieczne. Jego oczy, ciemne i głębokie, spoczęły na niej natychmiast, przesuwając się po jej ciele od stóp do głów. Ona stała nieruchomo, czując, jak jego wzrok rozbiera ją z jedwabiu, który miała na sobie.

— Nikt nie wie, że tu jesteś? — zapytała, a jej głos był cichszy, niż zamierzała.

— Nikt — odpowiedział, a jego usta wykrzywiły się w ledwie zauważalnym uśmiechu.

Nie było żadnych dalszych słów. Zrobił krok w jej stronę, a ona cofnęła się o krok, prowadząc go w głąb mieszkania, w stronę sypialni. Jej szlafrok zsunął się z jednego ramienia, odsłaniając obojczyk i górną część piersi. On to zauważył, ale nie przyspieszył. Szedł za nią powoli, jak drapieżnik, który ma czas.

W sypialni panował półmrok, rozświetlony tylko lampką na nocnym stoliku. Łóżko było idealnie zaścielone – białe, jedwabne prześcieradła, które miały za chwilę zostać zgniecione. Ona stanęła przy łóżku, odwrócona do niego plecami, i pozwoliła, by szlafrok zsunął się z jej ramion, opadając na podłogę. Została naga, z twarzą zwróconą ku oknu, za którym deszcz wciąż padał.

Podszedł do niej od tyłu. Jego dłonie spoczęły na jej ramionach, a potem zsunęły się powoli w dół, po jej plecach, przez talię, na biodra. Czuła jego oddech na swojej szyi, gorący i nierówny. Jego usta dotknęły jej karku, a ona przechyliła głowę, odsłaniając mu więcej skóry. Jego język przejechał po jej kręgosłupie, a ona westchnęła, opierając dłonie o ramę łóżka.

Odwrócił ją gwałtownie, twarzą do siebie. Jego dłonie objęły jej piersi, a kciuki zatoczyły kółka na jej twardniejących sutkach. Pochylił się i wziął jeden z nich do ust, ssąc go delikatnie, a potem mocniej, aż jęknęła. Jego druga dłoń zsunęła się między jej uda, a palce rozchyliły wilgotne wargi. Była już gotowa – śliska, gorąca, pulsująca.

— Tak szybko? — mruknął, a w jego głosie brzmiała satysfakcja.

— Nie drażnij mnie — wyszeptała, wbijając palce w jego włosy.

Zaśmiał się cicho, ale posłuchał. Jego palce wsunęły się w nią, dwa naraz, a ona jęknęła, wypychając biodra w jego stronę. Poruszał nimi w środku, powoli, głęboko, a jego kciuk masował jej łechtaczkę. Patrzył na nią, gdy jej oczy zaszkliły się z rozkoszy, gdy jej usta rozchyliły się, a oddech stał się płytki.

— Chcę cię poczuć — powiedziała, a jej głos był błagalny.

Cofnął dłonie, ale nie spieszył się. Rozpiął pasek, rozporek, a potem zsunął spodnie i bokserki w jednym ruchu. Jego członek był twardy, nabrzmiały, z wilgotnym czubkiem. Przyciągnął ją do siebie, a jego dłonie zacisnęły się na jej pośladkach, unosząc ją. Owinęła nogi wokół jego bioder, a on oparł ją o ścianę przy łóżku.

Wszedł w nią jednym, płynnym pchnięciem. Krzyknęła cicho, gdy wypełnił ją całkowicie, a jej plecy zatarły się o zimną ścianę. Jego ruchy były od razu szybkie, głębokie, pozbawione litości. Trzymał ją za pośladki, wbijając się w nią z siłą, a ona czuła, jak każdy mięsień jej ciała napina się w rytmie jego pchnięć.

— Patrz na mnie — rozkazał.

Uniosła powieki, a ich spojrzenia spotkały się. Widziała w jego oczach pożądanie, ale też coś więcej – świadomość, że robią coś zakazanego, że ona należy do kogoś innego, a on właśnie to przekracza. Ta myśl rozpalała ją jeszcze bardziej. Jego dłonie przesunęły się z jej pośladków na uda, rozchylając je szerzej, pozwalając mu wejść jeszcze głębiej.

Jęknęła, odchylając głowę do tyłu. Czuła, jak narasta w niej fala, jak jej wnętrze zaczyna drżeć. On to wyczuł, zwolnił, a potem zatrzymał się całkowicie, pozostając w niej do połowy.

— Nie — jęknęła, próbując poruszyć biodrami. — Proszę...

— Proszę o co? — zapytał, a jego głos był spokojny, ale w nim czaiła się groźba.

— Proszę, nie przestawaj — wyszeptała, a jej paznokcie wbiły się w jego ramiona.

Uśmiechnął się i wszedł w nią z powrotem, głęboko, powoli, aż poczuła, jak wypełnia ją po sam czubek. Potem zaczął poruszać się w niej rytmicznie, jednostajnie, doprowadzając ją do szaleństwa. Każde pchnięcie było precyzyjne, celne, trafiało w miejsce, które sprawiało jej największą przyjemność.

Jej ciało zaczęło drżeć, a ona poczuła, że nie wytrzyma długo. Jego dłoń zsunęła się między ich ciała, a palce znalazły jej łechtaczkę. Potarł ją mocno, w rytmie swoich pchnięć, i wtedy pozwolił jej dojść.

Orgazm wstrząsnął nią jak grom. Krzyknęła, a jej ciało wygięło się w łuk, przyciskając ją do ściany. Jej wnętrze zacisnęło się wokół niego, falując, ściskając go, a on nie przestawał, wbijając się w nią coraz szybciej, coraz mocniej, przedłużając jej rozkosz, aż straciła poczucie czasu i miejsca.

Gdy jej fala wreszcie opadła, on nie zwolnił. Odwrócił ją, opierając jej dłonie o parapet okna, i wszedł w nią od tyłu. Deszcz wciąż padał, a miasto migotało za szybą, ale ona nie widziała niczego poza własnym odbiciem w szkle – nagą, rozpaloną, z rozchylonymi ustami i oczami pełnymi pożądania.

Jego ruchy były teraz dzikie, pozbawione kontroli. Czuła, jak jego ciało napina się, jak jego oddech staje się cięższy, jak jego dłonie zaciskają się na jej biodrach. Wbił się w nią ostatni, głęboki raz, i zamarł, wypełniając ją gorącym nasieniem. Jęknął głęboko, a jego ciało drżało przez długą chwilę.

Zostali tak, spleceni, dyszący, zlanci potem. Deszcz wciąż bębnił o szyby. Ona oparła czoło o zimną szybę, czując, jak jego członek powoli mięknie w jej wnętrzu. Jego dłonie przesunęły się z jej bioder na plecy, gładząc ją delikatnie.

— Muszę iść — powiedział w końcu, a jego głos był cichy.

Skinęła głową, ale nie odwróciła się. Usłyszała, jak zbiera swoje ubrania, jak zapina spodnie, jak wychodzi z sypialni. Drzwi wejściowe zamknęły się z cichym kliknięciem.

Została sama, naga, przy oknie, z deszczem za szybą i myślą, że za dwie godziny jej mąż wróci do domu.

Oceń tę historię:

Bądź pierwszą osobą, która oceni.

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?

Dodaj komentarz

Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora.

Więcej z kategorii: Zdrada

Zobacz wszystkie →