Patrzeć i milczeć - część 2
Kiedy Ewa wróciła, Marek kazał mi uklęknąć przed nią. Rozsunąłem jej nogi i pochyliłem się, czując jej zapach – znajomy, ale teraz taki inny.
Minęły trzy tygodnie od tamtej nocy. Trzy tygodnie, podczas których Ewa była szczęśliwsza niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich dwóch lat. Śmiała się częściej, jej oczy błyszczały, a wieczorami przychodziła do mnie i przytulała się, szepcząc:
– Kocham cię, Robercie. Dziękuję, że to rozumiesz.
A ja? Ja udawałem, że wszystko jest w porządku. Udawałem, że to, co się stało, było jednorazowym eksperymentem, który miał nas uratować. Ale w głębi duszy wiedziałem, że to dopiero początek.
Marek zaczął przychodzić regularnie. Najpierw co dwa tygodnie, potem co tydzień. Zawsze o tej samej porze – w sobotę o dwudziestej. Zawsze w tym samym rytuale: kolacja, rozmowa, a potem sypialnia. I zawsze ja siedziałem w fotelu, patrząc, jak bierze moją żonę.
Z czasem zacząłem zauważać rzeczy, których wcześniej nie dostrzegałem. Sposób, w jaki Ewa patrzyła na Marka, gdy myślała, że nie patrzę. Sposób, w jaki jej ciało reagowało na jego dotyk – natychmiast, instynktownie, bez wahania. Sposób, w jaki mówiła jego imię – z taką czułością, jakiej nie słyszałem w jej głosie od lat.
I coś we mnie pękło. Ale nie w sposób, w jaki się spodziewałem. Zamiast gniewu i zazdrości, poczułem... podniecenie. Chore, niezdrowe, ale prawdziwe. Myśl o tym, że moja żona pragnie innego mężczyzny, że on potrafi dać jej coś, czego ja nie mogę, działała na mnie jak afrodyzjak. W nocy, po ich spotkaniach, gdy Ewa spała, ja leżałem obok niej, twardy jak kamień, dotykając się w ukryciu, wyobrażając sobie ich wspólne chwile.
Wstydziłem się tego. Ale nie mogłem przestać.
Czwarte spotkanie. Marek przyszedł z butelką drogiego wina. Usiedliśmy w salonie, rozmawiając o banalnych rzeczach – o pracy, o pogodzie, o nowych restauracjach w mieście. Ale atmosfera była gęsta od napięcia. Ewa siedziała obok Marka, jej dłoń spoczywała na jego udzie, a jej palce bawiły się materiałem jego spodni.
– Może przejdziemy do sypialni? – zaproponowała, wstając.
Marek skinął głową, ale tym razem spojrzał na mnie w szczególny sposób.
– Dziś chcę czegoś innego, Robercie. Chcę, żebyś wziął udział.
Poczułem, jak serce staje mi na chwilę.
– Co masz na myśli?
– Chcę, żebyś dotykał Ewy, podczas gdy ja będę w niej. Chcę, żebyś czuł jej ciało, gdy ja będę ją zaspokajał. Chcę, żebyś wiedział, że jesteś częścią tego.
Ewa spojrzała na mnie z nadzieją w oczach.
– Zrobisz to dla mnie, Robercie? – zapytała cicho.
Przełknąłem ślinę. Wiedziałem, że jeśli się zgodzę, przekroczę kolejną granicę, z której nie ma powrotu. Ale wiedziałem też, że nie potrafię odmówić.
– Tak – wyszeptałem.
W sypialni Marek rozebrał Ewę powoli, podczas gdy ja stałem obok, obserwując. Jej ciało było piękne – jędrne piersi, wąska talia, krągłe biodra. Marek położył ją na łóżku i rozsunął jej nogi.
– Chodź tu, Robercie – powiedział. – Uklęknij obok niej. Dotykaj jej piersi. Całuj jej szyję. Daj jej przyjemność, podczas gdy ja będę ją wypełniał.
Uklęknąłem obok łóżka. Moje dłonie drżały, gdy dotykałem jej skóry – tak miękkiej, tak ciepłej. Ewa jęknęła, gdy moje usta znalazły się na jej szyi, a moje palce na jej piersi.
– Tak... Robercie... – wyszeptała.
Marek wszedł w nią z tyłu, a ona krzyknęła, wyginając się w łuk. Czułem jej ciało pod moimi dłońmi, czułem, jak drży pod jego pchnięciami. To było surrealistyczne – dotykać żony, podczas gdy inny mężczyzna ją pieprzy.
– Widzisz, Robercie? – wysapał Marek. – Widzisz, jak dobrze jej robię? Jak jej ciało reaguje na mnie?
– Tak – odpowiedziałem, czując, jak łza spływa mi po policzku. – Widzę.
Ewa otworzyła oczy i spojrzała na mnie. W jej wzroku było coś, czego nie potrafiłem nazwać – może wdzięczność, może współczucie, może triumf.
– Dziękuję, Robercie – wysapała. – Dziękuję, że to rozumiesz.
I wtedy coś we mnie pękło. Nie z bólu, ale z... ulgi? Zrozumiałem, że to, co robię, jest dla niej dobre. Że daję jej coś, czego sama nie potrafiła sobie dać. Że moja rola – rola męża, który patrzy i milczy – jest ważna. Potrzebna.
Marek osiągnął szczyt, wypełniając ją nasieniem, a Ewa krzyczała, osiągając orgazm. Leżała nieruchomo, dysząc, a ja wciąż dotykałem jej ciała, czując, jak jej skóra lśni od potu.
– Zostań z nią – powiedział Marek, wstając. – Zaopiekuj się nią.
I wyszedł.
Zostałem sam z Ewą, która leżała na łóżku, uśmiechnięta, zadowolona. Spojrzała na mnie i wyciągnęła rękę.
– Chodź do mnie – szepnęła.
Położyłem się obok niej, a ona wtuliła się we mnie, kładąc głowę na mojej piersi.
– Kocham cię, Robercie – powiedziała. – To, co robisz dla mnie... to znaczy więcej, niż możesz sobie wyobrazić.
Nie odpowiedziałem. Ale przytuliłem ją mocniej, czując, jak jej ciało rozluźnia się w moich ramionach.
Wiedziałem, że to nie koniec. Wiedziałem, że Marek wróci. I wiedziałem, że będę na to czekać – z mieszanką strachu i podniecenia, która stawała się moim nałogiem.
Część trzecia: Granica
Minęły dwa miesiące. Marek przychodził co tydzień, a ja nauczyłem się żyć z tym, co się działo. Nauczyłem się patrzeć, jak bierze moją żonę. Nauczyłem się dotykać jej, podczas gdy on ją wypełniał. Nauczyłem się nawet czerpać z tego przyjemność – w sposób, który mnie przerażał.
Ale pewnego wieczoru Marek przekroczył granicę, o której istnieniu nawet nie wiedziałem.
– Dziś chcę czegoś więcej, Robercie – powiedział, gdy Ewa poszła do łazienki. – Chcę, żebyś mi pomógł.
– Pomógł? W czym?
– Chcę, żebyś przygotował Ewę. Chcę, żebyś ją lizał, aż będzie mokra. Chcę, żebyś doprowadził ją do krawędzi, a potem pozwolił mi dokończyć.
Poczułem, jak żołądek mi się ściska. To było upokorzenie w czystej postaci – nie tylko patrzeć, ale i służyć. Ale wiedziałem, że nie mogę odmówić. Dla dobra małżeństwa. Dla Ewy.
– Dobrze – wyszeptałem.
Kiedy Ewa wróciła, Marek kazał mi uklęknąć przed nią. Rozsunąłem jej nogi i pochyliłem się, czując jej zapach – znajomy, ale teraz taki inny. Moje usta dotknęły jej łechtaczki, a ona jęknęła, opierając się o ścianę.
– Tak... Robercie... właśnie tak...
Lizałem ją długo, czując, jak jej ciało drży pod moim językiem. To było dziwne – upokarzające, ale jednocześnie podniecające. Czułem, jak jej wilgoć spływa po moim podbródku, jak jej palce zaciskają się w moich włosach.
– Wystarczy – powiedział Marek, odsuwając mnie. – Teraz moja kolej.
Wszedł w nią, a ona krzyknęła, osiągając szczyt niemal natychmiast. Patrzyłem na to, klęcząc u ich stóp, czując na ustach jej smak.
I wiedziałem, że to już nie jest dla dobra małżeństwa. To jest dla mnie. Dla tej chorej, niezdrowej przyjemności, którą czerpię z patrzenia, jak moja żona należy do innego mężczyzny.
Ale nie mogłem przestać. I nie chciałem.
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?