Biała suknia, czarne myśli

Nazywała się Julia. Miała dwadzieścia dziewięć lat, jasne blond włosy sięgające do łopatek, delikatną cerę i oczy koloru błękitnego nieba. Za tydzień miała wyjść za mąż za Marcina – swojego chłopaka od pięciu lat, mężczyznę stabilnego, przewidywalnego, kochanego. Ale w jej sercu od jakiegoś czasu narastał niepokój. Nie dlatego, że nie kochała Marcina. Kochała go – ale brakowało jej czegoś, czego nie potrafiła nazwać. Może to była namiętność, może szaleństwo, może po prostu głód emocji, które w ich związku dawno wygasły.

Sesja ślubna zaplanowana była na sobotę – dzień przed ceremonią. Fotografem był Artur, trzydziestoparoletni mężczyzna o ciemnych, lekko falowanych włosach, opalonej skórze i wyrazistych, zielonych oczach. Miał w sobie coś magnetycznego – pewność siebie, która nie wymagała słów, i sposób patrzenia, który sprawiał, że kobieta czuła się, jakby była jedyną osobą na świecie.

Julia poznała go trzy miesiące wcześniej, gdy wybierała fotografa na swój ślub. Od pierwszego spotkania czuła, że coś jest nie tak. Jego dłoń, gdy się przywitał, była ciepła i pewna. Jego spojrzenie – zbyt długie, zbyt głębokie. Ale wybrała go, bo jego portfolio było oszałamiające. I bo podświadomie chciała znów poczuć to drżenie, które towarzyszyło jej tylko wtedy, gdy patrzyła na jego zdjęcia.

Sesja miała odbyć się w plenerze – w starym, opuszczonym dworku na obrzeżach miasta, który Artur uwielbiał wykorzystywać w swoich realizacjach. Julia przyjechała tam sama, bo Marcin miał próbny obiad z rodziną. Miała na sobie suknię ślubną – białą, koronkową, z głębokim dekoltem i długim trenem, który ciągnął się po podłodze jak welon mgły. Jej włosy były upięte w elegancki kok, a na szyi wisiał delikatny naszyjnik z pereł – prezent od przyszłej teściowej.

Artur czekał na nią przed dworkiem, oparty o swojego vana z profesjonalnym sprzętem. Gdy ją zobaczył, uśmiechnął się – powoli, jakby delektował się widokiem.

– Wyglądasz oszałamiająco – powiedział, podchodząc bliżej. – Ta suknia... idealnie podkreśla twoją sylwetkę.

Julia poczuła, jak rumieniec wypełza jej na policzki.

– Dziękuję. Mam nadzieję, że zdjęcia będą ładne.

– Będą. Ale najpierw musimy znaleźć odpowiednie światło. Chodź, pokażę ci to miejsce.

Dworek był piękny – zniszczony, ale pełen uroku. Światło wpadające przez witrażowe okna tworzyło kolorowe plamy na podłodze. Kurz tańczył w promieniach słońca, a powietrze pachniało starym drewnem i wilgocią.

Artur ustawił statyw, sprawdził aparat i spojrzał na nią.

– Zaczynamy. Pozycja pierwsza – stań przy oknie, twarzą do światła. Podnieś lekko brodę. Tak... idealnie.

Julia wykonywała jego polecenia, czując, jak każda sekunda spędzona pod jego spojrzeniem działa na nią jak narkotyk. Jego głos był miękki, ale pewny. Jego dłonie – gdy poprawiał jej welon lub układ fałdy sukni – dotykały jej zbyt długo, zbyt intymnie.

– Masz w sobie coś wyjątkowego – powiedział nagle, opuszczając aparat. – Coś, czego nie da się uchwycić na zdjęciu. To się czuje.

Julia przełknęła ślinę.

– Co masz na myśli?

Artur podszedł bliżej. Stanął tuż przed nią, tak że czuła ciepło jego ciała.

– Masz w sobie smutek. I pragnienie. Jakbyś czegoś szukała. Czegoś, czego nie masz.

Julia poczuła, jak serce bije jej szybciej. To było zbyt trafne. Zbyt prawdziwe.

– Nie wiem, o czym mówisz – szepnęła.

Artur uniósł dłoń i delikatnie przesunął palcem po jej policzku.

– Myślę, że wiesz. Ale może nie masz odwagi się do tego przyznać.

Jego spojrzenie było intensywne. Julia czuła, jak nogi jej miękną. Wiedziała, że powinna się cofnąć, powiedzieć coś, przerwać tę chwilę. Ale nie zrobiła tego.

– Powinieneś robić zdjęcia – powiedziała cicho, bez przekonania.

– Zrobię. Ale najpierw chcę cię zobaczyć. Naprawdę zobaczyć.

Jego dłoń przesunęła się z jej policzka na szyję, a potem niżej, na obojczyk. Julia wstrzymała oddech. Czuła, jak jego palce delikatnie muskają dekolt sukni.

– Ta suknia jest piękna – szepnął. – Ale ty jesteś piękniejsza. Chcę zobaczyć, co jest pod spodem.

Julia powinna była powiedzieć nie. Powinna była odejść. Ale zamiast tego stała nieruchomo, gdy jego dłonie zaczęły rozpinać guziki na plecach sukni. Jeden po drugim, powoli, jakby celebrował każdy centymetr odsłanianej skóry.

– To szaleństwo – wyszeptała.

– Wiem – odpowiedział. – Ale czasem szaleństwo jest jedyną rzeczą, która sprawia, że czujemy się żywi.

Suknia opadła na podłogę. Julia stała przed nim w samej bieliźnie – koronkowym staniku i majtkach, które wybrała specjalnie na tę okazję. Artur cofnął się o krok, patrząc na nią z uznaniem.

– Jesteś idealna – powiedział. – Chcę cię sfotografować taką, jaka jesteś naprawdę. Bez maski.

Podniósł aparat i zaczął robić zdjęcia. Ale to nie były zwykłe zdjęcia. On nie fotografował jej twarzy – on fotografował jej ciało, jej skórę, jej napięte mięśnie. Jego obiektyw przesuwał się po jej piersiach, biodrach, udach.

– Połóż się na tej kanapie – polecił, wskazując na starą, aksamitną kanapę w rogu sali.

Julia posłuchała. Położyła się na plecach, a Artur stanął nad nią, robiąc zdjęcia z góry.

– Unieś ręce nad głowę – powiedział. – Tak. Idealnie.

Jego głos był hipnotyzujący. Julia czuła, jak jej ciało reaguje na każdy jego rozkaz. Gdy podszedł bliżej i położył dłoń na jej brzuchu, nie cofnęła się.

– Chcę cię poczuć – szepnął. – Chcę wiedzieć, jak smakujesz.

I wtedy pochylił się i pocałował ją. Jego usta były gorące, a język pewny. Julia jęknęła, czując, jak całe jej ciało topnieje. To był pocałunek, jakiego nie zaznała od lat – pełen pożądania, bez zahamowań.

Artur zsunął jej stanik, odsłaniając piersi. Jego usta przesunęły się z jej ust na szyję, a potem niżej, na piersi. Julia wygięła się w łuk, gdy jego język zataczał kręgi wokół jej sutka.

– Nie... nie powinniśmy... – wyszeptała, ale jej ręce wplątały się w jego włosy.

– Powinniśmy – odpowiedział, nie przerywając. – Jesteś tego warta. Zasługujesz na to.

Jego dłoń wsunęła się pod jej majtki. Julia poczuła, jak jego palce delikatnie rozchylają jej wargi. Była już mokra – mokra od samego jego dotyku, od zakazanego podniecenia.

– Jesteś gotowa – powiedział z uśmiechem. – Chcę cię zobaczyć, gdy będziesz szczytować.

Zszedł niżej, rozsuwając jej nogi. Jego język dotknął jej łechtaczki, a Julia krzyknęła, zaskoczona intensywnością doznań. Artur był mistrzem – wiedział, jak poruszać językiem, kiedy przyspieszyć, kiedy zwolnić. Julia czuła, jak narasta w niej fala, jak całe jej ciało drży.

– Patrz na mnie – rozkazał, unosząc głowę.

Julia spojrzała w jego zielone oczy i poczuła, jak orgazm wstrząsa całym jej ciałem. Krzyknęła, wyginając się w łuk, a on nie przestawał, dopóki nie opadła bez sił.

– To był dopiero początek – powiedział, wstając i rozpinając spodnie.

Julia patrzyła na niego, gdy wyciągał swój twardy, nabrzmiały członek. Był duży, imponujący. Poczuła, jak ślina napływa jej do ust.

– Chcę, żebyś wzięła go do ust – powiedział.

Julia uklękła przed nim. Jej biała suknia leżała na podłodze, a ona sama była naga, spocona, wciąż drżąca po orgazmie. Wzięła go do ust, a on jęknął, chwytając ją za włosy.

– Tak... właśnie tak. Jesteś w tym dobra.

Prowadził jej rytm, przyciskając jej głowę mocniej, gdy czuł, że jest blisko. Julia czuła, jak jego mięśnie napinają się, jak jego oddech przyspiesza.

– Chcę być w tobie – wysapał, odsuwając ją.

Położył ją na kanapie, rozsunął jej nogi i wszedł w nią jednym płynnym ruchem. Julia krzyknęła – z bólu i przyjemności. Był duży, wypełniał ją całkowicie. Jego ruchy były szybkie, mocne, pozbawione delikatności. To nie było kochanie – to było pieprzenie, czyste i surowe.

– Jesteś moja – wysapał. – Chociaż na tę chwilę. Moja.

Julia nie odpowiedziała. Nie mogła. Czuła tylko, jak każdy jego ruch przybliża ją do kolejnego orgazmu. Jego dłoń zacisnęła się na jej piersi, a druga na biodrze, przytrzymując ją w miejscu.

– Patrz na mnie – rozkazał. – Chcę widzieć twoje oczy, gdy będziesz szczytować.

Julia posłuchała. Ich spojrzenia spotkały się, gdy oboje osiągnęli szczyt jednocześnie. Julia czuła, jak jego gorące nasienie wypełnia ją, a jej ciało drży w konwulsjach.

Przez długą chwilę leżeli nieruchomo, dysząc. Potem Artur wstał, poprawił spodnie i uśmiechnął się.

– To było niesamowite – powiedział. – Ale musisz się ubrać. Ktoś może tu przyjść.

Julia powoli wstała, podniosła suknię i włożyła ją drżącymi rękami. Czuła, jak jego nasienie spływa po jej udzie. Czuła się brudna, winna – ale też bardziej żywa niż kiedykolwiek.

– Zdjęcia... – wyszeptała.

Artur zaśmiał się.

– Zdjęcia będą piękne. Zaufaj mi. Ale te, które zrobiłem teraz... te zostaną tylko dla mnie.

Julia spojrzała na niego z przerażeniem.

– Nie możesz ich nikomu pokazać.

– Nie pokażę. Ale będą mi przypominać o tobie. I o tym, co się tu wydarzyło.

Gdy wychodziła z dworku, słońce już zachodziło. Wsiadła do samochodu i oparła głowę o kierownicę. Wiedziała, że za dzień stanie przed ołtarzem i powie "tak" Marcinowi. Ale w jej głowie wciąż był Artur, jego dotyk, jego spojrzenie.

Następnego dnia, podczas ceremonii, gdy Marcin pocałował ją po przysiędze, Julia uśmiechnęła się. Ale gdy zamknęła oczy, zobaczyła zielone oczy fotografa.

I wiedziała, że to nie był koniec.

Oceń tę historię:

Bądź pierwszą osobą, która oceni.

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?

Dodaj komentarz

Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora.

Więcej z kategorii: Inne

Zobacz wszystkie →

Inne · 3 min

Magda w uberze

– Mogę ci jakoś inaczej podziękować za kurs. Nie mam pieniędzy, ale… mogę ci to wynagrodzić w inny sposób.