Żona i jej bliźniaczka

Siedem lat temu zdradziłem żonę z jej siostrą bliźniaczką. Do dziś pamiętam każdy szczegół — zapach jej perfum, które były identyczne jak u żony, dotyk jej skóry, który był taki sam, a jednak inny, i to, co zrobiła, czego moja żona nigdy by nie zrobiła.

To zaczęło się niewinnie. Rodzinny weekend w górach, wynajęty domek, ognisko, wino. Moja żona, Marta, poszła spać wcześniej, skarżąc się na migrenę. Zostałem przy ognisku z jej siostrą, Magdą. Wyglądały identycznie — te same włosy, te same oczy, ten sam uśmiech. Ale Magda miała w sobie coś, czego Marta nie miała — tę iskrę, tę śmiałość, która sprawiała, że czułem się przy niej nieswojo.

— Marto, chodź spać — powiedziałem, gdy wstała, żeby dorzucić drewna do ogniska.

— Jestem Magda — odpowiedziała, uśmiechając się. — Ale miło, że mnie mylisz z żoną.

Zamknąłem się. Przeprosiłem, próbowałem tłumaczyć, ale ona tylko machnęła ręką.

— Nie przejmuj się — powiedziała. — Często was mylą. Nawet rodzice czasem nie wiedzą, która jest która.

Usiadłem z powrotem, a ona usiadła obok mnie, bliżej, niż powinna. Czułem ciepło jej ciała, zapach jej perfum, które były identyczne jak u Marty. Ale coś było inaczej. Coś w sposobie, w jaki na mnie patrzyła, w tym, jak jej dłoń spoczywała na jej udzie, w tym, jak jej język oblizywał wargi, gdy mówiła.

— Wiesz — powiedziała, patrząc na ogień — Marta zawsze mówiła, że jesteś świetny w łóżku.

— Co? — zapytałem, a mój głos był zduszony.

— Że jesteś świetny w łóżku — powtórzyła, a jej uśmiech był kpiący. — Że masz duże dłonie, że wiesz, czego chcesz, że jesteś... stanowczy.

— Magdo... — zacząłem, ale ona przerwała mi.

— Nie mów nic — powiedziała, a jej głos był cichy, ale stanowczy. — Po prostu posłuchaj.

Spojrzała na mnie, a w jej oczach zobaczyłem coś, czego nie widziałem u Marty od lat — pożądanie. Czyste, surowe, nieokiełznane.

— Marta mówiła mi wszystko — ciągnęła. — O waszych nocach, o tym, co robisz, o tym, co ona robi. Ale jest jedna rzecz, o której zawsze mówiła, że nie chce.

— Co takiego? — zapytałem, a mój głos był ledwo słyszalny.

— Anal — powiedziała, a jej słowa zawisły w powietrzu jak wyrok. — Mówiła, że nigdy się na to nie zgodzi. Że to boli, że to obrzydliwe, że nie rozumie, dlaczego mężczyźni tego chcą.

— I co z tego? — zapytałem, próbując zachować spokój.

— To, że ja się zgadzam — odpowiedziała, a jej oczy błyszczały w świetle ognia. — Zawsze chciałam spróbować. Ale mój mąż nigdy nie był zainteresowany. A ty... ty wyglądasz, jakbyś wiedział, co robić.

— Magdo, nie możemy — powiedziałem, ale mój głos brzmiał nawet w moich uszach jak słaby opór. — Marta śpi w środku. To twoja siostra.

— Moja siostra, która śpi — powtórzyła, wstając. — Która nie obudzi się do rana. Która nie dowie się niczego, jeśli jej nie powiesz.

Wyciągnęła do mnie rękę. Patrzyłem na nią — na jej dłoń, która była identyczna jak dłoń mojej żony, na jej twarz, która była identyczna jak twarz mojej żony, na jej ciało, które było identyczne jak ciało mojej żony. Ale w jej oczach było coś, czego u Marty nigdy nie widziałem.

— Chodź — powiedziała. — Tylko na chwilę. Zobaczysz, że nie pożałujesz.

Poszedłem za nią. Poszedłem, bo byłem słaby, bo byłem ciekawy, bo od lat marzyłem o tym, czego Marta nie chciała mi dać. Weszliśmy do sauny, która była przy domku, małej, drewnianej, z ławami i przyćmionym światłem. Zamknęła drzwi, a ja słyszałem, jak zamek przekręca się z cichym kliknięciem.

— Nikt nas tu nie znajdzie — powiedziała, odwracając się do mnie. — Marta myśli, że poszłam spać.

Stała przede mną, w tym samym dresie, który miała na sobie przy ognisku. Ale teraz, w przyćmionym świetle sauny, widziałem ją inaczej. Widziałem krągłości jej ciała, widziałem, jak materiał układa się na jej biodrach, widziałem, jak jej dłonie sięgają do zamka bluzy.

— Pomóż mi — powiedziała, a ja podszedłem do niej, czując, jak moje serce bije w gardle.

Rozpiąłem zamek, a bluza opadła na podłogę. Została w czarnym staniku, który podkreślał jej piersi, i w czarnych majtkach, które ledwo zakrywały to, co oboje chcieliśmy zobaczyć. Była identyczna jak Marta. A jednak inna. Miała w sobie coś, czego moja żona nie miała — tę pewność siebie, tę śmiałość, tę gotowość, by dać mi wszystko.

— Podoba ci się? — zapytała, a ja skinąłem głową, nie mogąc wydusić słowa.

— To dobrze — powiedziała, podchodząc do mnie. — Bo chcę, żebyś mnie zapamiętał.

Przycisnęła usta do moich, a ja poczułem, jak jej język wsuwa się do moich ust, jak jej dłonie błądzą po moim ciele, jak jej biodra ocierają się o moje. Była gorąca, wilgotna, gotowa, a ja czułem, jak moje ciało reaguje, jak krew zaczyna krążyć szybciej, jak wszystko inne znika.

— Chcę tego — wyszeptała, odrywając się ode mnie. — Chcę, żebyś wszedł we mnie tam, gdzie Marta ci nie pozwala.

— Magdo... — zacząłem, ale ona położyła palec na moich ustach.

— Nie mów nic — powiedziała. — Po prostu to zrób.

Odwróciła się, opierając dłonie na ławie, pochylając się, unosząc biodra w moją stronę. Jej majtki były czarne, cienkie, a ja widziałem przez nie wszystko, co chciałem zobaczyć. Zsunąłem je, a ona pomogła mi, unosząc biodra. Potem stanęła przede mną, naga, gotowa, z oczami, które błagały o więcej.

— Masz coś? — zapytała, a ja sięgnąłem do kieszeni, wyciągając prezerwatywę, którą nosiłem przy sobie od tygodni, mając nadzieję, że kiedyś się przyda.

— Tak — odpowiedziałem, a ona uśmiechnęła się.

— To dobrze — powiedziała. — Bo chcę, żebyś wszedł we mnie bez obaw.

Założyłem prezerwatywę, a ona odwróciła się, opierając dłonie na ławie, pochylając się, unosząc biodra. Przesunąłem dłonią po jej pośladkach, czując gładkość jej skóry, a potem niżej, między nimi, czując wilgoć, która zbierała się wokół jej wejścia.

— Jesteś gotowa? — zapytałem, a ona skinęła głową.

— Tak — wyszeptała. — Tylko powoli.

Przyłożyłem czubek do jej wejścia, a ona wstrzymała oddech. Wszedłem w nią powoli, bardzo powoli, czując, jak jej ciało otwiera się na mnie, jak jej mięśnie walczą z moją obecnością, a potem ulegają. Jęknęła, wbijając paznokcie w drewno ławy, a ja czułem, jak jej oddech staje się płytki, urywany.

— Kurwa... — wysapała. — Jesteś taki... wielki...

— Nie ruszaj się — powiedziałem, zatrzymując się w połowie. — Daj sobie czas.

Czułem, jak jej ciało pulsuje wokół mnie, jak jej wnętrze zaciska się i rozluźnia, przyzwyczajając się do mojej obecności. Po chwili ruszyłem, powoli, wysuwając się prawie do końca i wchodząc z powrotem, głębiej, mocniej. Jęknęła, a ja poczułem, jak jej ciało zaczyna poddawać się rytmowi.

— Tak... — wyszeptała. — Tak... kurwa... tak...

Przyspieszyłem, a ona zaczęła poruszać biodrami w rytmie, który znała doskonale. Jej pośladki uderzały o moje biodra z każdym pchnięciem, a ja czułem, jak jej ciało otwiera się na mnie, jak przyjmuje mnie głębiej, jak jej jęki stają się coraz głośniejsze, coraz bardziej desperackie.

— Jesteś taka ciasna — wysapałem, ściskając jej biodra. — Tak ciasna...

— To wszystko dla ciebie — jęknęła. — Cała dla ciebie...

Przyspieszyłem, wbijając się w nią mocniej, głębiej, a ona krzyczała, nie próbując się powstrzymać. Czułem, jak jej ciało napina się, jak jej mięśnie zaciskają się wokół mnie, jak jej orgazm narasta, zbliża się, eksploduje.

— Kurwa... kończę... — jęknęła, a ja czułem, jak jej ciało drży, jak jej wnętrze zaciska się wokół mnie w rytmicznych skurczach.

Nie przestawałem. Wbijałem się w nią, czując, jak jej orgazm przechodzi przez całe jej ciało, jak jej jęki stają się coraz głośniejsze, jak jej dłonie zaciskają się na ławie, jak jej plecy wyginają się w łuku. Czułem, jak jej ciało oddaje mi wszystko, jak jej granice znikają, jak staje się moja — całkowicie, bez reszty.

— Gdzie... — wysapałem, czując, jak narasta we mnie napięcie. — Gdzie mam...

— W środku — przerwała mi, a jej głos był chrapliwy, zduszony. — Chcę czuć, jak wypełniasz mnie od środka.

Nie czekałem. Wszedłem w nią ostatni raz, głęboko, i eksplodowałem, czując, jak moje nasienie wypełnia prezerwatywę, jak moje ciało drży, jak wszystko we mnie uwalnia się w jednym, długim, pulsującym orgazmie. Jęczałem, drżałem, a ona poruszała biodrami, przedłużając mój orgazm, czując, jak każda kropla wypełnia ją od środka.

Gdy w końcu opadłem, wysunąłem się z niej powoli, a ona opadła na ławę, ciężko oddychając. Zdjąłem prezerwatywę, zawiązałem ją i schowałem do kieszeni. Położyłem się obok niej, a ona wtuliła się we mnie, czując, jak jej serce bije w rytmie, który dopiero co zwalniał.

— To było... — wyszeptała, nie kończąc zdania.

— Wiem — odpowiedziałem, całując jej czoło. — Wiem.

Siedem lat później wciąż jestem żonaty z Martą. Siedem lat później Magda wciąż jest moją szwagierką. Siedem lat później nikt nie wie o tej nocy. To nasza tajemnica — moja i Magdy. Tajemnica, która łączy nas w sposób, którego żadne z nas nie potrafi wyjaśnić.

Czasem, gdy spotykamy się na rodzinnych imprezach, wymieniamy spojrzenia, które tylko my rozumiemy. Czasem, gdy Marta wychodzi z pokoju, Magda uśmiecha się do mnie w sposób, który przypomina mi o tamtej nocy. I wiem, że gdyby nie to, że jesteśmy rodziną, zrobiłbym to jeszcze raz.

Ale to zostanie między nami. Na zawsze.

Oceń tę historię:

Bądź pierwszą osobą, która oceni.

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?

Dodaj komentarz

Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora.

Więcej z kategorii: Inne

Zobacz wszystkie →