Zakład sąsiadek

Wszystko zaczęło się od zwykłej obserwacji przez okno.

Mieszkam w bloku na trzecim piętrze, a moja sąsiadka z naprzeciwka – Karolina – na drugim. Znamy się od trzech lat, od kiedy wprowadziłam się do tego mieszkania. Początkowo były to tylko grzecznościowe „dzień dobry” na klatce, ale z czasem – przez wspólne wieczory z winem, plotki o mieszkańcach i wymianę przepisów – stałyśmy się bliskimi przyjaciółkami. Mimo że dzieliło nas piętro, łączyło nas więcej, niż mogłoby się wydawać. Obie po trzydziestce, obie singielki, obie z apetytem na życie, który nie został zaspokojony od dłuższego czasu.

A potem pojawił się ON.

Kurier. Wysoki, ciemnowłosy, z taką szczęką, że można było o nią kroić chleb. Miał około trzydziestu lat, zawsze uśmiechnięty, zawsze w tych obcisłych jeansach, które podkreślały każdy mięsień jego ud. Nazywał się – jak się później dowiedziałam – Tomek. I obsługiwał naszą okolicę od jakiegoś miesiąca.

– Widziałaś go? – Karolina wparowała do mojego mieszkania bez pukania, jak zwykle zresztą. – Tego nowego kuriera? Jezu, Maryjo, ale z niego ciacho.

– Widziałam – odpowiedziałam, uśmiechając się pod nosem. – Dziś rano przyniósł mi paczkę. Stał w drzwiach przez pięć minut, bo „sprawdzał, czy wszystko się zgadza”.

– I co? Nic nie zrobiłaś? – zapytała z niedowierzaniem.

– A co miałam zrobić? Poprosić go o autograf?

– No nie wiem… Może o coś więcej niż autograf?

Zaśmiałyśmy się obie, ale w tym śmiechu było coś więcej. Jakaś iskra, jakieś wyzwanie, które wisiało w powietrzu.

– Dobra, słuchaj – Karolina usiadła na mojej kanapie, podkładając nogi pod siebie. – Mam propozycję.

– Jaką?

– Zakład.

– Jaki zakład?

– Która z nas pierwsza go przeleci.

Spojrzałam na nią z uniesioną brwią. Karolina była zawsze odważna, zawsze pewna siebie, ale to… to było nawet jak na nią śmiałe.

– Chyba żartujesz.

– Wcale nie żartuję. – Jej oczy błyszczały. – Od miesięcy nie miałyśmy żadnej dobrej zabawy. Żadnego faceta, żadnego podniecenia, żadnej przygody. A on… on jest idealny. Młody, przystojny, pewnie głodny wrażeń. I przyjeżdża tu codziennie.

– I co? Mamy go sobie podrywać na zmianę?

– Dokładnie. – Uśmiechnęła się szeroko. – Tylko że nie na zmianę. Na wyścigi. Która z nas pierwsza zaprosi go do środka, pierwsza go rozbierze, pierwsza poczuje go w sobie. Ta wygrywa.

– A co wygrywa?

– Kolację w tej nowej restauracji, o której mówiłyśmy. I wieczną chwałę.

Zaśmiałam się, kręcąc głową.

– Jesteś niemożliwa.

– Wiem. Ale się zgadzasz?

Przez chwilę myślałam. Z jednej strony to było szalone. Z drugiej… od miesięcy nie czułam takiego podniecenia. Sam pomysł, ta rywalizacja, ta myśl o nim – o jego dłoniach, o jego ustach, o jego ciele – sprawiała, że robiło mi się gorąco.

– Dobra – powiedziałam w końcu. – Zgadzam się.

– To jest mowa! – Karolina klasnęła w dłonie. – Zaczynamy jutro.

Część 2

Następnego dnia rano obudziłam się wcześniej niż zwykle. Wzięłam długi prysznic, ogoliłam nogi, nałożyłam perfumy, które kupiłam specjalnie na specjalne okazje. Ubrałam się w zwiewną sukienkę, która podkreślała moje atuty, i usiadłam przy oknie, czekając.

Karolina zrobiła to samo – widziałam ją przez okno, jak kręci się po swoim mieszkaniu, też wyraźnie szykując się na spotkanie.

Około dziesiątej na podwórko wjechał znajomy biały van. Moje serce zabiło szybciej. Tomek wysiadł, przeciągnął się, a ja patrzyłam, jak jego koszulka unosi się, odsłaniając kawałek umięśnionego brzucha. Poczułam, jak coś ściska mnie w dole brzucha.

– Dobra, Martyna – powiedziałam do siebie. – Działaj.

Wyszłam na klatkę schodową akurat w momencie, kiedy wchodził do budynku. Uśmiechnął się, widząc mnie.

– Dzień dobry! – przywitał się, a jego głos był głęboki, ciepły. – Pani Martyna, prawda? Mam dla pani paczkę.

– Och, świetnie – odpowiedziałam, starając się brzmieć naturalnie. – Właśnie wychodziłam, ale skoro pan już jest…

– Tomek – dodał, uśmiechając się. – Proszę mi mówić Tomek.

– Tomek. – Powtórzyłam jego imię, czując, jak smakuje na moim języku. – To może wejdziesz na górę? Napijesz się czegoś? Taka ładna pogoda, a pan… to znaczy ty… musisz tyle pracować.

– Chętnie – odpowiedział, a w jego oczach coś błysnęło. – Ale mam jeszcze kilka paczek.

– To może później? – zapytałam, starając się brzmieć obojętnie, choć serce waliło mi jak młotem. – Wpadnij po południu. Będę w domu.

– Jasne – uśmiechnął się. – Wpadnę.

I poszedł. A ja stałam na klatce, czując, jak moje policzki płoną.

Wieczorem zadzwoniłam do Karoliny.

– I jak? – zapytała od razu.

– Zaprosiłam go na kawę.

– Na kawę? – parsknęła śmiechem. – To dopiero początek. Ja zamierzam zaprosić go na coś więcej.

– Zobaczymy – odpowiedziałam, uśmiechając się pod nosem.

Część 3

Tomek przyszedł po południu, dokładnie tak, jak obiecał. Stał w drzwiach z uśmiechem, który sprawiał, że kolana mi mięknąły.

– Przyszedłem – powiedział, wzruszając ramionami. – Na tę kawę.

– Wejdź – odpowiedziałam, cofając się, żeby zrobić mu miejsce.

Wszedł do środka, rozglądając się po moim mieszkaniu. Był wysoki – naprawdę wysoki. Musiał mieć ponad metr osiemdziesiąt, a jego ramiona wypełniały koszulkę w sposób, który sprawiał, że nie mogłam oderwać od niego wzroku.

– Ładnie tu – powiedział.

– Dziękuję. – Zamknęłam drzwi, a serce zabiło mi szybciej. – Kawy?

– Poproszę.

Poszłam do kuchni, a on usiadł na kanapie. Czułam jego wzrok na sobie – na moich biodrach, na moich nogach, na mojej sukience, która układała się wokół mojego ciała. Kiedy wróciłam z filiżankami, uśmiechnął się.

– Wiesz co? – powiedział, biorąc ode mnie filiżankę. – Rzadko się zdarza, żeby ktoś zapraszał kuriera na kawę.

– Może po prostu lubię towarzystwo – odpowiedziałam, siadając obok niego. – Zwłaszcza takie… miłe.

– Miłe? – zaśmiał się. – To chyba najmilszy komplement, jaki dziś usłyszałem.

– To może zasługujesz na coś więcej niż komplement?

Spojrzał na mnie z zaciekawieniem. Jego oczy były ciemnobrązowe, niemal czarne, a w ich głębi czaiło się coś, co sprawiało, że robiło mi się gorąco.

– Na przykład? – zapytał cicho.

– Na przykład… – Przesunęłam się bliżej, kładąc dłoń na jego udzie. Czułam przez materiał jego mięśnie, jego ciepło. – Na przykład na to, żebyś został na dłużej.

Jego uśmiech poszerzył się, a on położył filiżankę na stoliku.

– A jeśli powiem, że właśnie na to liczyłem?

– To powiem, że jesteśmy na tej samej stronie.

I wtedy mnie pocałował.

Jego usta były ciepłe, pewne siebie, a ja poczułam, jak całe moje ciało reaguje na ten dotyk. Jego dłonie wsunęły się w moje włosy, a on przyciągnął mnie do siebie, pogłębiając pocałunek. Czułam jego język na moich ustach, jego zapach – męski, świeży, lekko słodki. I wiedziałam, że chcę więcej.

– Masz ochotę przenieść się do sypialni? – wyszeptałam między pocałunkami.

– Myślałem, że nigdy nie zaprosisz – odpowiedział, a jego głos był chrapliwy, pełen pożądania.

Wzięłam go za rękę i poprowadziłam do sypialni. Kiedy zamknęłam drzwi, odwróciłam się i spojrzałam na niego. Stał tam, wysoki, pewny siebie, z tym swoim uśmiechem, który obiecywał wszystko.

– Rozbierz mnie – powiedziałam.

Podszedł do mnie powoli, a jego dłonie przesunęły się po moich ramionach, zsuwając ramiączka sukienki. Materiał opadł na podłogę, a ja stałam przed nim w samym staniku i majtkach. Jego wzrok przesunął się po moim ciele – po piersiach, po brzuchu, po udach – a ja poczułam, jak robię się wilgotna pod tym spojrzeniem.

– Piękna – wyszeptał, a jego dłonie objęły moje piersi. – Naprawdę piękna.

Jego kciuki przesunęły się po moich sutkach, które stwardniały pod cienkim materiałem stanika. Jęknęłam cicho, a on uśmiechnął się, widząc moją reakcję.

– Podoba ci się? – zapytał.

– Tak – wyszeptałam. – Bardzo.

Rozpiął stanik i zsunął go z moich ramion. Jego usta dotknęły mojej szyi, przesuwając się niżej, aż do piersi. Czułam jego język na moim sutku, jego zęby delikatnie gryzące, a ja odchyliłam głowę do tyłu, jęcząc głośno.

– Masz takie wrażliwe ciało – mruknął, przesuwając dłońmi po moim brzuchu. – Kocham to.

Jego palce wsunęły się pod moje majtki, a ja poczułam, jak dotyka mnie przez materiał. Byłam już mokra, gotowa, a on to wiedział.

– Chcę cię poczuć – wyszeptał. – Wszędzie.

Zszedł na kolana przede mną, zsuwając moje majtki w dół. Jego twarz znalazła się między moimi udami, a ja poczułam jego oddech na mojej skórze. A potem jego język – pierwszy dotyk, który sprawił, że jęknęłam głośno.

– Boże… – wyszeptałam, opierając się o ścianę.

Jego język przesuwał się po mojej łechtaczce, powoli, dokładnie, a ja czułam, jak moje kolana zaczynają drżeć. Jego dłonie trzymały moje pośladki, przyciągając mnie bliżej, a on nie przestawał – lizał, ssał, drażnił, doprowadzając mnie do szaleństwa.

– Tomek… proszę… – jęczałam.

– O co prosisz? – zapytał, podnosząc na mnie wzrok. Jego usta były wilgotne, a oczy błyszczały.

– O ciebie. Chcę cię w sobie.

Uśmiechnął się, wstając. Jego dłonie przesunęły się po moim ciele, a on pocałował mnie namiętnie, pozwalając mi poczuć mój własny smak na jego ustach. Potem odsunął się i zdjął koszulkę.

Moje oczy rozszerzyły się na widok jego ciała. Mięśnie brzucha, szerokie ramiona, tatuaż na przedramieniu – wszystko to sprawiało, że czułam, jak rośnie we mnie pożądanie. Rozpiął spodnie i zsunął je, a ja zobaczyłam, że jest już twardy, gotowy.

– Chodź tu – wyszeptał, wyciągając do mnie rękę.

Podeszłam, a on przyciągnął mnie do siebie, całując namiętnie. Jego dłonie przesunęły się po moich plecach, po pośladkach, a potem uniósł mnie i położył na łóżku. Przez chwilę patrzył na mnie z góry, a ja czułam się jak ofiara, która ma zostać złożona w ofierze.

– Jesteś pewna? – zapytał.

– Bardziej niż kiedykolwiek – odpowiedziałam.

I wtedy wszedł we mnie.

Czułam, jak wypełnia mnie powoli, centymetr po centymetrze. Jego rozmiar sprawił, że jęknęłam, a on zatrzymał się, patrząc na mnie.

– Wszystko w porządku? – zapytał.

– Tak – wysapałam. – Po prostu… jesteś większy, niż się spodziewałam.

Uśmiechnął się dumnie i zaczął się poruszać. Najpierw wolno, delikatnie, pozwalając mi przyzwyczaić się do jego rozmiaru. Ale potem przyspieszył, a ja poczułam, jak tracę kontrolę nad swoim ciałem.

– Tak… właśnie tak… – jęczałam, wbijając paznokcie w jego plecy.

Jego ruchy były głębokie, pewne, a on pochylał się nade mną, całując moją szyję, moje piersi, moje usta. Czułam, jak jego dłonie przesuwają się po moim ciele, jak jego palce znajdują moją łechtaczkę i masują ją w rytmie, który doprowadzał mnie do szaleństwa.

– Jesteś blisko? – zapytał, a jego głos był chrapliwy.

– Tak… – wysapałam. – Nie przestawaj…

– Nie przestanę – obiecał. – Doprowadzę cię do końca.

I dotrzymał słowa. Jego ruchy stały się szybsze, głębsze, a ja czułam, jak moje ciało napina się, jak fala rozkoszy rośnie we mnie, aż w końcu eksplodowała.

– Tomek! – krzyknęłam, gdy orgazm mną wstrząsnął.

Moje ciało drżało, a on nie przestawał, przedłużając moją rozkosz, aż w końcu jęknął głęboko i doszedł we mnie.

Opadł na mnie, dysząc ciężko, a ja głaskałam go po plecach, czując, jak nasze ciała wciąż drżą od wspólnego wysiłku.

– To było… – wyszeptałam.

– Niesamowite – dokończył za mnie.

Uśmiechnęłam się, wtulając twarz w jego szyję. I wtedy usłyszałam dźwięk – ciche pukanie do drzwi.

Spojrzałam na Tomka, a on uniósł brew.

– Spodziewasz się kogoś? – zapytał.

– Nie… – odpowiedziałam, ale w mojej głowie pojawiła się myśl. Karolina.

Westchnęłam, wstając z łóżka i narzucając szlafrok. Poszłam do drzwi i otworzyłam je.

Karolina stała w progu, z uśmiechem na twarzy, który mówił wszystko.

– Wygrywasz – powiedziała cicho. – Ale ja dopiero zaczynam.

Spojrzałam na nią, a potem na Tomka, który siedział na moim łóżku, patrząc na nas obie z zaciekawieniem.

– Co ty mówisz? – zapytałam.

– Mówię, że zakład się nie skończył – odpowiedziała, wchodząc do środka. – Dopiero się zaczyna

Oceń tę historię:

Bądź pierwszą osobą, która oceni.

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?

Dodaj komentarz

Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora.

Więcej z kategorii: Inne

Zobacz wszystkie →