Zemsta

Była to noc, która miała zmienić wszystko. Wielka, willowa rezydencja na obrzeżach miasta, wypełniona po brzegi tłumem ludzi, muzyką i alkoholem. Światła kolorowych reflektorów przemykały po ścianach, a głośny bas wibrował w podłodze, przenikając przez podeszwy butów. Stałem przy barze, trzymając w dłoni szklankę whisky z lodem, obserwując wirującą w tańcu masę ciał. Właśnie wtedy ją zobaczyłem.

Marta. Moja była. Stała po drugiej stronie pokoju, otoczona grupą znajomych, z kieliszkiem wina w dłoni. Miała na sobie obcisłą, czarną sukienkę z głębokim dekoltem, która podkreślała każdą krągłość jej ciała. Jej długie, ciemne włosy opadały falami na ramiona, a na ustach malował się ten sam, ironiczny uśmiech, który kiedyś mnie urzekał, a potem doprowadzał do szału. Spotkaliśmy się wzrokiem. Przez ułamek sekundy w jej oczach błysnęło coś, co mogło być zaskoczeniem, ale szybko zastąpił go chłodny, wyrachowany błysk.

Odwróciłem się do barmana, zamawiając kolejną whisky. Czułem, jak napięcie ściska mój żołądek. Wiedziałem, że Marta nie należy do osób, które wybaczają i zapominają. Nasz związek zakończył się trzy miesiące temu, po tym, jak przyłapałem ją na zdradzie z moim ówczesnym współpracownikiem. Rozstanie było głośne, pełne wzajemnych oskarżeń i obelg. A teraz, widząc ją tutaj, wiedziałem, że nie odpuści.

Niedługo potem podszedł do mnie Marek, mój przyjaciel z czasów studiów. Wysoki, przystojny, o lekko nieogolonej twarzy i pewnym siebie uśmiechu. Zawsze miał powodzenie u kobiet. Klepnął mnie w ramię i zaśmiał się.

— Stary, widziałem, że Marta tu jest. Trzymaj się, co? — powiedział, a ja tylko wzruszyłem ramionami, udając obojętność.

Nie wiedziałem wtedy, że Marek już chwilę wcześniej rozmawiał z Martą przy bufecie. Nie widziałem, jak nachyliła się do niego, jak jej dłoń musnęła jego przedramię, jak szepnęła mu coś do ucha, co sprawiło, że jego oczy zabłysły. Nie widziałem, jak wymienili spojrzenia pełne porozumienia.

Godzinę później muzyka zwolniła, a tłum przerzedził się w salonie. Większość gości przeniosła się na taras lub do ogrodu, gdzie stały grille i stoły z przekąskami. Ja zostałem w środku, rozmawiając z przypadkowym znajomym o pracy. W pewnym momencie mój wzrok powędrował w stronę schodów prowadzących na piętro. I wtedy ją zobaczyłem.

Marta szła po schodach, trzymając za rękę Marka. Jej sukienka podjeżdżała w górę przy każdym kroku, odsłaniając długie, opalone uda. Marek szedł za nią, z dłonią na jej plecach, tuż nad pośladkami. Ich kroki były ciche, ale ja widziałem wszystko. Moje serce zaczęło bić szybciej, a w piersi wezbrała fala gniewu i niedowierzania.

Poszedłem za nimi, starając się pozostać niewidocznym. Na górze korytarz był ciemny, oświetlony tylko pojedynczymi kinkietami. Zobaczyłem, jak Marta i Marek znikają w jednym z pokoi gościnnych. Drzwi zamknęły się za nimi z cichym kliknięciem. Stanąłem pod ścianą, po drugiej stronie korytarza, i patrzyłem na zamknięte drzwi. Wiedziałem, że nie powinienem tego robić, ale nie mogłem się powstrzymać.

Po kilku minutach usłyszałem stłumione jęki. Ciche, ale wyraźne. Podeszłem bliżej, ostrożnie, i przyłożyłem ucho do drewnianych drzwi. Przez szparę w zamku widziałem fragment pokoju: róg łóżka, lampkę nocną, a na niej jej czarną sukienkę, zwiniętą w kłębek.

Marta klęczała na podłodze przed Markiem, który siedział na brzegu łóżka. Jego spodnie były opuszczone do kolan, a ona trzymała w dłoni jego twardego, nabrzmiałego członka. Pochyliła się nad nim powoli, z wyrachowaną gracją, i wzięła go do ust. Jęknął głośno, odchylając głowę do tyłu, a jego dłonie wpiły się w jej włosy.

Obserwowałem przez szparę, jak jej głowa porusza się w rytmie, który wyznaczała. Jej język krążył wokół żołędzi, a potem zsuwał się w dół, po całej długości. Marek jęczał, szepcząc coś, czego nie mogłem dosłyszeć, ale widziałem, jak jego uda napinają się, a palce zaciskają na jej włosach. Marta nie spieszyła się. Ssała go powoli, głęboko, z wyraźną znajomością rzeczy. Wiedziała, co robi. Robiła to celowo, dla mnie.

Po kilkunastu minutach Marek odsunął ją delikatnie, ale stanowczo. Podniósł ją z kolan i postawił przed sobą. Jego dłonie powędrowały do zamka jej sukienki, ale sukienki już nie było. Była tylko w czarnych, koronkowych majtkach i staniku, który ledwo zakrywał jej piersi. Rozpiął stanik, a jej pełne, ciężkie piersi uwolniły się, opadając lekko. Pochylił się i wziął jeden sutek do ust, a ona jęknęła, odchylając głowę do tyłu.

Widziałem, jak jej palce wczepiają się w jego ramiona, jak jej ciało wygina się w łuk, jak oddaje mu się całkowicie. Marek zsunął jej majtki, a potem położył ją na łóżku, na plecach. Rozchylił jej uda i pochylił się nad nią. Jego język dotknął jej łechtaczki, a ona krzyknęła cicho, unosząc biodra. Lizał ją długo, dokładnie, aż jej ciało zaczęło drżeć, a z jej ust wydobywały się urywane jęki.

Potem uniósł się nad nią, wziął jej nogi i zarzucił je sobie na ramiona. Wsunął się w nią jednym, płynnym ruchem. Ona krzyknęła, a on jęknął, zatrzymując się na chwilę, żeby przyzwyczaić się do jej ciasnoty. Potem zaczął się poruszać. Powoli, głęboko, a potem coraz szybciej. Jego biodra uderzały o jej uda, a ona wiła się pod nim, jęcząc, szepcząc jego imię.

Patrzyłem na to wszystko przez szparę w drzwiach. Czułem, jak moje serce wali w piersi, jak krew uderza mi do głowy. Gniew mieszał się z podnieceniem, a ja nie mogłem oderwać wzroku. Widziałem, jak Marek bierze ją od tyłu, jak jej pośladki uderzają o jego uda, jak jej piersi kołyszą się w rytmie pchnięć. Widziałem, jak jej twarz wykrzywia się w grymasie rozkoszy, jak jej oczy są zamknięte, a usta otwarte.

Po długiej chwili Marek wyjął z niej członek i obrócił ją na brzuch. Podniósł jej biodra i wszedł w nią od tyłu, jeszcze głębiej. Ona krzyczała, wbijając palce w pościel, a on jęczał, pochylając się nad nią, gryząc ją w ramię. Czułem, jak narasta we mnie wściekłość, ale jednocześnie nie mogłem przestać patrzeć.

Ich ciała zlały się w jedno, a pokój wypełniły odgłosy mokrych, głośnych pchnięć. Marta jęczała coraz głośniej, a Marek przyspieszał, aż w końcu krzyknął, wypełniając ją. Ona zadrżała, a jej ciało wygięło się w łuk, gdy osiągnęła orgazm.

Leżeli przez chwilę nieruchomo, dysząc ciężko. Potem Marek wysunął się z niej i opadł na plecy obok niej. Marta odwróciła się do niego, uśmiechnęła się i położyła głowę na jego piersi. Ja wciąż stałem pod drzwiami, z zaciśniętymi pięściami, czując, jak coś we mnie pęka.

Ale to nie był koniec. Pół godziny później, gdy wróciłem na dół, zobaczyłem Martę w salonie, rozmawiającą z Tomkiem, moim drugim przyjacielem. Tomek był niższy, szczuplejszy, o łagodnej twarzy i nieśmiałym uśmiechu. Marta pochyliła się do niego, szepcząc mu coś do ucha, a on spłonił się, ale pokiwał głową.

Widziałem, jak biorą się za ręce i wychodzą na taras, a potem znikają w ciemności ogrodu. Poszedłem za nimi, trzymając się w cieniu. Zobaczyłem, jak Marta prowadzi Tomka do altany, z dala od świateł i ludzi. W altanie stała wygodna, drewniana ławka.

Marta usiadła na ławce i przyciągnęła Tomka do siebie. Zaczęła go całować, a on odpowiedział nieśmiało, ale z rosnącym entuzjazmem. Jej dłonie powędrowały do paska jego spodni, a on jęknął, gdy poczuł jej palce na swoim członku. Marta uklękła przed nim na miękkiej trawie i wzięła go do ust. Tomek jęczał, opierając się o ścianę altany, a jego dłonie drżały, gdy głaskał jej włosy.

Marta ssała go długo, z wyraźną przyjemnością, a potem wstała i odwróciła się do niego tyłem. Podciągnęła sukienkę do pasa, odsłaniając nagie pośladki, bo majtki już dawno zdjęła. Pochyliła się, opierając dłonie o ławkę, i zaprosiła go gestem dłoni.

Tomek podszedł do niej, a jego dłonie spoczęły na jej biodrach. Wsunął się w nią powoli, niepewnie, a ona jęknęła, zachęcając go do głębszych ruchów. Zaczął poruszać się niezdarnie, ale Marta prowadziła go, pokazując mu rytm. Jej biodra kołysały się w tył, a on wchodził w nią coraz głębiej.

Patrzyłem z ukrycia, jak Tomek bierze ją od tyłu, jak jego ręce przesuwają się po jej plecach, jak jej piersi kołyszą się pod sukienką. Marta jęczała, a on dyszał, coraz bardziej pewny siebie. W końcu krzyknął, wypełniając ją, a ona zadrżała, osiągając kolejny orgazm.

Kiedy skończyli, Marta wyprostowała się, poprawiła sukienkę i pocałowała Tomka w policzek. On stał tam, zdyszany, z mieszaniną zaskoczenia i zadowolenia na twarzy. Ja wciąż patrzyłem, czując, jak cała moja duma rozpada się na kawałki.

Marta odwróciła się w moją stronę, jakby wiedziała, że tam jestem. Na jej ustach pojawił się ten sam, ironiczny uśmiech. Skinęła mi głową, a potem zniknęła w tłumie gości, zostawiając mnie samego z widokiem, który miał mnie prześladować jeszcze długo.

Oceń tę historię:

Bądź pierwszą osobą, która oceni.

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?

Dodaj komentarz

Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora.

Więcej z kategorii: Inne

Zobacz wszystkie →