Ratownik
Maja miała dwadzieścia trzy lata i ciało, które było zaproszeniem do grzechu. Wiedziała, jak działać na mężczyzn – lubiła ich spojrzenia, lubiła czuć się pożądaną, a basen miejski był idealnym miejscem na małe polowanie. Tego dnia założyła białe, niezwykle skąpe bikini. Materiał był tak cienki, że pod wpływem wody stawał się niemal całkowicie przezroczysty, a Maja celowo zrezygnowała z noszenia wkładki w kostiumie.
Kiedy weszła do hali, zapach chloru zmieszał się z jej słodkimi perfumami. Jej wzrok natychmiast odnalazł go na wysokim krześle ratownika. Maciek. Potężny, z szerokimi barami, których nie była w stanie ukryć nawet luźna czerwona koszulka. Miał twarde, męskie rysy twarzy i spojrzenie, które nie oceniało, lecz pożądło.
Maja nie zaczęła pływać. Weszła do wody powoli, celowo przeciągając dłonią po swoich udach i biodrach. Gdy zanurzyła się w płytkiej części, odchyliła głowę do tyłu i pozwoliła, by woda obmywała jej szyję, wystawiając pierś na widok. Pod mokrym materiałem jej sutki natychmiast stwardniały, stając się ciemnymi, wyraźnymi punktami, które Maciek mógł dostrzec nawet z oddali.
Widziała, jak on sztywnieje na swoim krześle. Jak jego wzrok przykleja się do jej piersi, a potem zjeżdża niżej, tam gdzie mokry materiał bikini opinał jej wilgotne już wnętrze. Maja wyszła z wody powoli, pozwalając, by krople spływały po jej skórze, i pewnym krokiem podeszła do jego stanowiska.
– Cześć – szepnęła, stając tuż pod nim. Spojrzała na niego z dołu, mrużąc oczy. – Chyba trochę przesadziłam z treningiem. Czuję się taka... rozpalona. Myślisz, że mógłbyś sprawdzić moje tętno?
Maciek nie odpowiedział słowami. Zeskoczył z krzesła z gracją drapieżnika, lądując tuż przed nią. Był znacznie wyższy, a jego obecność niemal ją przytłoczyła. Poczuła zapach jego skóry – mieszankę chloru, słońca i czystej męskości.
– Jesteś bardzo niegrzeczna, Maja – wychrypiał, a jego głos był tak niski, że poczuła go w samym brzuchu. – Wiesz, że ratownicy mają specjalne procedury dla takich dziewczyn jak ty?
Zanim zdążyła odpowiedzieć, Maciek chwycił ją za nadgarstek i jednym zdecydowanym ruchem popchnął w stronę pomieszczeń gospodarczych za zapleczem basenu. Wszedł z nią do ciasnego, dusznego pokoju z prysznicami dla personelu i zatrzasnął drzwi na klucz.
W tej samej sekundzie przycisnął ją plecami do zimnych kafelków. Maja jęknęła z rozkoszy, gdy poczuła twardość jego ciała. Maciek nie bawił się w subtelności. Jego dłoń natychmiast wsunęła się pod biały materiał bikini, znajdując jej mokrą, pulsującą cipkę.
– Boże, jesteś przemoczona – syknął w jej ucho, a jego palce zaczęły brutalnie i rytmicznie pracować wewnątrz niej. – Chciałaś kontroli? To teraz ja przejmuję nad tobą pełną kontrolę.
Maja wygięła się w łuk, oplatając nogami jego potężne biodra. Maciek zerwał z niej bikini jednym szarpnięciem, zostawiając ją całkowicie nagą w świetle jarzeniówek. Wyciągnął swojego członka – był ogromny, twardy jak stal i pulsował z pożądania.
– Na kolana – rozkazał krótko.
Maja nie wahała się ani sekundy. Upadła na kolana na mokrej podłodze i z nienasyconym głodem wzięła go w usta. Maciek nie pozwolił jej na powolne rozkosze. Chwycił ją mocno za włosy i zaczął wbijać się w jej gardło, zmuszając ją do głębokiego gardła. Maja dławiła się, łzy napłynęły jej do oczu, ale każdy centymetr jego pały w jej przełyku sprawiał, że drżała z ekscytacji. Słyszała tylko głośne mlaśnięcie i swój własny, stłumiony jęk.
Kiedy Maciek poczuł, że jest blisko, wyrwał się z jej ust i jednym gwałtownym ruchem podniósł ją, opierając o ścianę i wbijając się w nią od tyłu. Maja krzyczała w poduszkę, którą zdążył podłożyć pod jej twarz, by nie zbudzić nikogo na basenie. Każde pchnięcie Maćka było jak uderzenie młotem – głębokie, brutalne i całkowicie wypełniające.
– Jesteś moją małą kurewką z basenu – sapał Maciek, uderzając swoim ciałem o jej pośladki z głośnym, mokrym dźwiękiem. – Twoje ciało stworzone jest do tego, żeby taki facet jak ja je rozrywał.
W kulminacyjnym momencie Maciek wyciągnął się z niej i z głośnym rykiem wystrzelił potężne strumienie nasienia prosto na jej brzuch i piersi, zalewając białą skórą gęstym, gorącym płynem. Maja opadła na podłogę, ciężko dysząc, czując się całkowicie spełniona i znieważona w najlepszy możliwy sposób.
Maciek spojrzał na nią z góry, poprawiając swoją czerwoną koszulkę.
– Jutro o tej samej godzinie. I pamiętaj... bez wkładki w bikini.
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?