Sauna, która rozpaliła wszystko
Nazywam się Iga. Mam dwadzieścia dziewięć lat, długie brązowe włosy, figurę, która przyciąga spojrzenia, i przyjaciółkę, która potrafi namówić mnie na wszystko. Tą przyjaciółką jest Karina — blondynka o niebieskich oczach i ciele, które mogłoby zawstydzić niejedną modelkę. Razem stanowimy duet, który nie raz wprawiał mężczyzn w osłupienie.
To był sobotni wieczór. Po tygodniu ciężkiej pracy Karina zaproponowała saunę. „Tylko relaks, obiecuję” — powiedziała. Ale ja znałam Karinę. Z nią nigdy nie było „tylko relaks”.
Weszłyśmy do ekskluzywnego klubu SPA na obrzeżach miasta. Biały ręcznik, drewniane wnętrze, zapach eukaliptusa. Przebrałyśmy się w szatni, zostawiając tylko ręczniki owinięte wokół ciał. Karina rzuciła mi spojrzenie.
— Widziałaś tych dwóch przy recepcji? — szepnęła.
— Widziałam. Wysocy, ciemnowłosi. Jeden z brodą, drugi ogolony.
— Ten z brodą to Marek. Ten drugi to Marcel. Podobno są tu co tydzień. I podobno... — uśmiechnęła się tajemniczo. — Lubią się bawić.
— Skąd wiesz?
— Mam swoje źródła.
Weszłyśmy do sauny. Gorące powietrze uderzyło w nasze twarze. W środku było już kilka osób, ale moją uwagę natychmiast przyciągnęło dwóch mężczyzn siedzących w rogu. Marek i Marcel. Patrzyli na nas z wyraźnym zainteresowaniem.
Usiadłyśmy naprzeciwko nich. Karina rozłożyła się wygodnie, odchylając głowę do tyłu, wystawiając swoje długie nogi. Ja starałam się zachować pozory, ale czułam na sobie ich spojrzenia. Marek uśmiechnął się do mnie. Marcel nie spuszczał wzroku z Kariny.
— Gorąco, prawda? — zapytał Marek, przerywając ciszę.
— Bardzo — odpowiedziałam. — Ale chyba o to chodzi w saunie.
— Chodzi o to, żeby się rozpalić — wtrącił Marcel, patrząc na Karinę. — A potem... ochłodzić.
Karina zaśmiała się cicho. Wiedziałam, co to znaczy. Ona już podjęła decyzję.
— Może przejdziemy do chłodni? — zaproponowała, wstając. — Tam jest basen. I prysznice.
— Świetny pomysł — powiedział Marek, wstając.
Poszliśmy we czwórkę do strefy relaksu. Basen był duży, z ciepłą wodą i delikatnym oświetleniem. Weszliśmy do wody, zostawiając ręczniki na leżakach. Pod wodą nikt nie widział, co się dzieje.
Karina podeszła do Marcela, stając tuż przed nim. Ich ciała prawie się dotykały. On położył dłonie na jej biodrach, a ona objęła go za szyję.
— Lubisz się bawić? — zapytała.
— Uwielbiam — odpowiedział.
Pocałował ją. To nie był delikatny pocałunek. To był pocałunek, który mówił wszystko. Ja patrzyłam na nich, czując, jak moje ciało reaguje. A potem poczułam dłonie Marka na moich ramionach.
— Zazdroszczę im? — zapytał cicho.
— Może — odpowiedziałam, odwracając się do niego.
— Nie musisz. Możemy dołączyć.
Pocałował mnie. Jego usta były ciepłe, jego język pewny. Czułam, jak jego dłonie przesuwają się po moich plecach, po pośladkach, przyciągając mnie bliżej. Pod wodą jego członek był twardy, napierający na moje udo.
— Chodźmy do sauny — wyszeptał. — Tam będzie wygodniej.
Wyszliśmy z basenu. Karina i Marcel już szli w stronę sauny, trzymając się za ręce. Weszliśmy do środka. Tym razem byliśmy sami. Drzwi zamknęły się z cichym kliknięciem.
— Gorąco — powiedziała Karina, ściągając ręcznik.
Stanęła naga przed nami. Jej piersi były pełne, o różowych sutkach, które natychmiast stwardniały w gorącym powietrzu. Marcel patrzył na nią z zachwytem.
— Piękna — wyszeptał.
— Wiem — odpowiedziała.
Zdjęła mu ręcznik. Jego członek był twardy, długi, nabrzmiały. Karina uklękła przed nim i wzięła go do ust. Marcel jęknął, odchylając głowę do tyłu.
Tymczasem Marek zdjął mój ręcznik. Jego dłonie przesunęły się po moich piersiach, po brzuchu, po udach. Pocałował mnie w szyję, a potem w usta.
— Chcę cię posmakować — wyszeptał.
Uklęknął przede mną. Jego język dotknął mojej łechtaczki, a ja jęknęłam, opierając się o drewnianą ławkę. Lizał mnie powoli, dokładnie, a ja czułam, jak narasta we mnie napięcie.
Spojrzałam w bok. Karina wciąż ssąca Marcela, ale teraz on trzymał jej głowę, prowadząc ją w rytmie. Jego biodra poruszały się, a ona przyjmowała go głęboko.
— Skończę — wysapał Marcel.
— Skończ w jej ustach — powiedziałam.
Karina spojrzała na mnie, uśmiechając się, i przyspieszyła. Marcel jęknął, a po chwili wytrysnął w jej gardło. Karina przełknęła wszystko, oblizując wargi.
— Twoja kolej — powiedziała, patrząc na mnie.
Marek wciąż lizał mnie, ale teraz wsunął we mnie dwa palce, poruszając nimi w rytmie, który doprowadzał mnie do szaleństwa.
— Skończę... — wysapałam.
— Skończ — wyszeptał.
Orgazm uderzył we mnie jak fala. Krzyknęłam, wyginając plecy, czując, jak skurcze przebiegają przez całe moje ciało. Marek nie przestawał, dopóki nie opadłam, dysząc.
— To było... — zaczęłam.
— To dopiero początek — przerwał mi.
Wstał. Jego członek był twardy, gotowy. Poprowadził mnie do ławki, na której leżała Karina. Położyłam się obok niej, a ona uśmiechnęła się do mnie.
— Zamieniamy się? — zapytała.
— Zawsze.
Marek wszedł we mnie, a ja jęknęłam, czując, jak wypełnia mnie całkowicie. Tymczasem Marcel położył się na Karinie, wchodząc w nią z głębokim pchnięciem. Jęknęła, obejmując go nogami.
Poruszaliśmy się w rytmie, który stawał się coraz bardziej dziki. Marek był we mnie głęboko, a ja czułam, jak jego członek drażni każdy czuły punkt. Karina jęczała pod Marcelem, a ja widziałam, jak jej ciało drży.
— Zamieniamy się — powiedział Marek.
Wycofał się ze mnie, a ja poczułam, jak Marcel wchodzi we mnie. Był inny — krótszy, ale grubszy. Jęknęłam, czując, jak wypełnia mnie w nowy sposób. Tymczasem Marek wszedł w Karinę, a ona krzyknęła z rozkoszy.
— Tak... — jęczała. — Właśnie tak...
Ssałam Marcela, czując, jak jego członek twardnieje w moich ustach. On trzymał moją głowę, prowadząc mnie w rytmie, a ja czułam, jak narasta w nim napięcie.
— Skończę... — wysapał.
— Skończ w moich ustach — wyszeptałam.
Wytrysnął, a ja przełknęłam wszystko, czując, jak jego ciało drży. Tymczasem Marek poruszał się w Karinie, a ona krzyczała, osiągając orgazm.
— Jeszcze raz — powiedziała, gdy się uspokoiła. — Chcę jeszcze raz.
Marek uśmiechnął się. Odwrócił Karinę na brzuch, a ona uniosła biodra. Wszedł w nią od tyłu, głęboko, a ona jęknęła, wbijając palce w ławkę.
Ja uklękłam przed Marcelem, biorąc go do ust. Ssałam go, czując, jak jego członek twardnieje. On trzymał moją głowę, a ja czułam, jak jego biodra poruszają się w rytmie.
— Skończę — wysapał.
— Skończ we mnie — powiedziałam, wstając.
Położyłam się na ławce, a on wszedł we mnie. Jego ruchy były szybkie, mocne, a ja czułam, jak narasta we mnie kolejna fala przyjemności.
— Skończ we mnie — wyszeptałam. — Chcę to poczuć.
Jego ciało naprężyło się, a po chwili wytrysnął we mnie, głęboko. W tym samym momencie ja osiągnęłam orgazm, krzycząc z rozkoszy.
Opadliśmy na ławki, dysząc, spleceni. Karina leżała obok mnie, uśmiechnięta.
— To było... — zaczęła.
— Niesamowite — dokończyłam.
Marek i Marcel spojrzeli na nas.
— Do zobaczenia za tydzień? — zapytał Marek.
— Może — odpowiedziała Karina. — Jeśli będziecie grzeczni.
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?