Smak wspomnień
Nazywam się Nina. A ona – to Ewa. Moja najlepsza przyjaciółka z liceum. Moja pierwsza miłość. Moja pierwsza wszystko.
Nie widziałyśmy się dziesięć lat. Ona wyszła za mąż, urodziła dziecko, przeprowadziła się do innego miasta. Ja – zostałam sama, z karierą, z mieszkaniem i z pustką, której nie umiałam nazwać. Aż do teraz.
Spotkanie po latach – przypadkowe, na ulicy, w deszczowy wieczór. Ona stała pod sklepem, szukając czegoś w torebce, a ja zamarłam, bo poznałabym ją wszędzie. Te same oczy, ten sam uśmiech, który kiedyś znałam na pamięć.
– Nina? – zapytała, a jej głos był taki sam. Trochę niższy, trochę bardziej zmęczony, ale wciąż ten sam.
– Ewa – odpowiedziałam, a moje serce waliło jak oszalałe.
Stałyśmy tak przez chwilę, mierząc się wzrokiem. Deszcz padał, a ludzie przepływali obok nas jak w zwolnionym tempie.
– Napijemy się czegoś? – zaproponowała, a ja skinęłam głową, bo nie umiałam odmówić.
Poszłyśmy do małej kawiarni, takiej z przytulnymi kanapami i przygaszonym światłem. Zamówiłyśmy wino, potem drugie, potem trzecie. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym – o pracy, o życiu, o ludziach, których znałyśmy kiedyś. Ale między słowami wisiało coś jeszcze. Coś, czego żadna z nas nie odważyła się powiedzieć na głos.
– Pamiętasz tamten wieczór? – zapytała nagle Ewa, bawiąc się kieliszkiem. – Na studniówce?
Pamiętałam. Jak mogłam zapomnieć? Tańczyłyśmy razem, a potem ukradkiem, w ciemnym korytarzu, pocałowała mnie pierwszy raz. Miałyśmy po osiemnaście lat, a ja myślałam, że serce mi pęknie.
– Pamiętam – odpowiedziałam cicho. – Pamiętam wszystko.
Ewa uśmiechnęła się, a w jej oczach błysnęło coś, co znałam aż za dobrze. – Ja też.
Wyszłyśmy z kawiarni po północy. Deszcz ustał, ale powietrze wciąż było wilgotne i ciężkie. Stałyśmy przed moim blokiem, bo zaproponowałam, że odprowadzę ją do taksówki. Ale żadna z nas nie zamawiała taksówki.
– Wejdziesz na górę? – zapytałam, a mój głos drżał.
Ewa spojrzała na mnie przez chwilę. A potem skinęła głową.
W moim mieszkaniu było cicho. Tylko my i światło lampy w salonie. Zdjęłyśmy buty, płaszcze, a ja nalałam nam po lampce wina, chociaż żadna z nas nie chciała pić. Chciałyśmy czegoś innego.
– Ładnie tu masz – powiedziała Ewa, rozglądając się. – Bardzo… dorosłe.
– Tak – zaśmiałam się nerwowo. – Dorosłe. To chyba jedno z tych słów, których używamy, gdy nie wiemy, co powiedzieć.
Ewa podeszła do okna, patrząc na miasto. A ja patrzyłam na nią – na jej ramiona, na jej szyję, na to, jak jej włosy opadają na kark. Czułam, jak coś we mnie pęka, jak tama, która trzymała się zbyt długo.
– Ewa – zaczęłam, a ona odwróciła się do mnie.
– Tak?
– Dlaczego tu jesteś? – zapytałam cicho. – Naprawdę myślisz, że to przypadek?
Przez chwilę patrzyła na mnie w milczeniu. A potem zrobiła krok w moją stronę. Potem drugi. Aż stanęła tak blisko, że czułam jej zapach – ten sam, który pamiętałam z liceum, tylko bardziej dojrzały, bardziej kobiecy.
– Bo chciałam cię zobaczyć – powiedziała. – Bo myślę o tobie częściej, niż powinnam. Bo… – zawahała się, a potem dokończyła: – Bo nigdy cię nie zapomniałam.
Nie wytrzymałam. Zrobiłam krok do przodu i pocałowałam ją.
To nie był delikatny pocałunek. To był głód – dziesięć lat tęsknoty, dziesięć lat pytań bez odpowiedzi, dziesięć lat snów, w których wracała do mnie nocą. Jej usta były miękkie, ciepłe, a ja czułam, jak jej dłonie wplatają się w moje włosy.
– Nina – wyszeptała, odrywając się na sekundę. – Ja… mam męża. Mam dziecko.
– Wiem – odpowiedziałam, dotykając jej policzka. – Ale jesteś tu. Ze mną.
Zamknęła oczy. A potem pocałowała mnie znowu, mocniej, jakby chciała zatrzeć wszystkie te lata, które nas dzieliły.
– Chcę cię – wyszeptała między pocałunkami. – Chcę cię tak bardzo, że to boli.
– To weź mnie – odpowiedziałam, a moje ręce wędrowały po jej plecach, po jej biodrach, po wszystkim, co pamiętałam i czego zdążyłam zapomnieć.
Złapałam ją za rękę i poprowadziłam do sypialni. Światło księżyca wpadało przez okno, rysując srebrne smugi na pościeli. Ewa stanęła przy łóżku, a ja powoli, z namysłem, zaczęłam rozpinać guziki jej bluzki.
– Pamiętasz, jak to robiłyśmy? – zapytała, a jej głos był niski, zachrypnięty.
– Pamiętam – odpowiedziałam, zsuwając materiał z jej ramion. – Ale teraz będzie inaczej. Teraz wiem, czego chcę.
Jej skóra była ciepła, gładka, a ja przesuwałam dłońmi po jej obojczykach, po ramionach, po brzuchu. Rozpięłam stanik, a ona westchnęła, gdy moje usta odnalazły jej piersi. Czułam, jak jej ciało drży pod moim dotykiem, jak jej palce zaciskają się na moich ramionach.
– Nina… – jęknęła, wyginając się w łuk. – Tak… Boże, jak ja za tym tęskniłam.
Zsunełam jej spodnie, a potem majtki – wilgotne, gorące, gotowe. Uklękłam przed nią, przesuwając dłońmi po jej udach, a ona westchnęła, gdy moje usta odnalazły jej wnętrze.
– Tak – wyszeptała, opierając dłonie na moich włosach. – Właśnie tak. Nie przestawaj.
Obudziłam się w środku nocy. Ewa spała obok mnie, z głową na moim ramieniu, z dłonią na moim brzuchu. Jej oddech był spokojny, równy, a ja patrzyłam na nią w świetle księżyca, nie mogąc uwierzyć, że to naprawdę się dzieje.
– Nie śpisz? – wyszeptała, nie otwierając oczu.
– Nie – odpowiedziałam, przesuwając palcami po jej włosach. – Myślę o tobie.
Uśmiechnęła się, wciąż z zamkniętymi oczami. – Myślisz o mnie?
– Zawsze myślę o tobie – przyznałam. – Nawet kiedy nie chcę.
Otworzyła oczy i spojrzała na mnie. W jej wzroku było coś, czego nie umiałam nazwać – czułość, smutek, pożądanie. Wszystko naraz.
– Ja też – powiedziała cicho. – Przez te wszystkie lata. Zawsze gdy coś mi się nie układało, myślałam: „Co by zrobiła Nina?". Gdy byłam w ciąży, gdy rodziłam, gdy płakałam w nocy… zawsze byłaś gdzieś tam.
– A jednak nie zadzwoniłaś – odpowiedziałam, a w moim głosie zabrzmiał żal, którego nie zdążyłam ukryć.
– Bałam się – przyznała. – Bałam się, że jeśli cię usłyszę, to wszystko runie. Że nie będę umiała wrócić do swojego życia.
– A teraz? – zapytałam, dotykając jej policzka. – Teraz też się boisz?
– Teraz boję się czegoś innego – odpowiedziała, przyciągając mnie do siebie. – Boję się, że cię stracę znowu.
Pocałowała mnie, a ja poczułam, jak całe moje ciało reaguje na jej dotyk. Jej dłoń wędrowała po moim brzuchu, niżej, a ja rozchyliłam uda, zapraszając ją.
– Chcę cię dotknąć – wyszeptała. – Chcę cię poczuć. Całą.
– Jestem twoja – odpowiedziałam, a ona uśmiechnęła się, pochylając nade mną.
Jej usta wędrowały po mojej szyi, po piersiach, po brzuchu. A potem jej język odnalazł moje wnętrze, a ja wygięłam się w łuk, łapiąc powietrze.
– Tak – jęknęłam, przyciskając jej twarz do siebie. – O Boże, Ewa… tak.
Była delikatna, ale pewna. Znała moje ciało, pamiętała je – a jednocześnie odkrywała na nowo. Jej język krążył, jej palce wsuwały się we mnie, a ja czułam, jak narasta we mnie fala.
– Nie przestawaj – błagałam, a ona odpowiedziała tylko przyspieszonym rytmem.
Kiedy doszłam, krzyknęłam jej imię, a ona wtuliła się we mnie, czekając, aż moje ciało przestanie drżeć. A potem odwróciła się na plecy, a ja przejęłam inicjatywę.
– Teraz moja kolej – wyszeptałam, rozchylając jej uda.
Całowałam jej wewnętrzne strony ud, czując, jak drży w oczekiwaniu. A potem zanurzyłam się w niej, smakując jej wilgoć, jej ciepło, jej zapach. Jęczała, wyginając się, a jej dłonie zaciskały się na pościeli.
– Nina… – wysapała. – Tak… właśnie tak…
Przyspieszyłam, a ona krzyknęła, dochodząc z mocą, która wstrząsnęła całym jej ciałem. A ja nie przestawałam, dopóki nie opadła bez sił, dysząc, z uśmiechem na ustach.
Leżałyśmy splecione, z policzkami przy policzkach, z dłońmi splecionymi na piersi. Przez długą chwilę żadna z nas nie mówiła.
– Co teraz? – zapytała w końcu Ewa.
– Nie wiem – odpowiedziałam szczerze. – Ale wiem, że nie chcę, żeby to się skończyło.
– Ja też nie – szepnęła, całując mnie w czubek nosa. – Ale muszę wrócić. Do domu. Do niego.
– Wiem.
Spojrzała na mnie, a w jej oczach błysnęły łzy. – Ale wrócę do ciebie. Obiecuję.
– Obiecujesz? – zapytałam, a mój głos drżał.
– Obiecuję – odpowiedziała, przyciskając usta do moich.
I chociaż wiedziałam, że to może być kłamstwo, chociaż wiedziałam, że życie jest skomplikowane i że obietnice bywają kruche – w tamtej chwili uwierzyłam jej w stu procentach.
Bo czasem jedna noc jest warta dziesięciu lat czekania.
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?