dwie kobiety
Była to ich pierwsza wspólna podróż. Ona miała trzydzieści pięć lat, ona czterdzieści jeden. Ona była niska, o krągłych kształtach i ciemnych, kręconych włosach, które zawsze wymykały się spod gumki. Ona była wysoka, szczupła, o prostych, jasnych włosach sięgających do ramion i delikatnych rysach twarzy. Poznały się trzy miesiące temu na wystawie sztuki nowoczesnej, gdzie obie zatrzymały się przed tym samym obrazem, a potem długo rozmawiały w kawiarni. Od tamtej pory spotykały się niemal codziennie, a teraz wynajęły mały, drewniany domek nad jeziorem, z dala od miasta, od ludzi, od wszystkiego.
Wieczór zapadał powoli. Słońce chowało się za horyzontem, malując niebo na pomarańczowo i różowo, a jego ostatnie promienie wpadały przez okno do sypialni na piętrze. Ona, ta niższa, o kręconych włosach, siedziała na skraju łóżka, boso, w samym białym, bawełnianym podkoszulku, który sięgał jej do połowy ud. Ona, ta wyższa, stała przy oknie, odwrócona do niej plecami, w luźnej, lnianej koszuli, którą wiatr delikatnie unosił.
— Chodź tutaj — powiedziała ta niższa, a jej głos był cichy, ale pewny.
Ta wyższa odwróciła się powoli. W jej oczach odbijało się światło zachodzącego słońca, a na ustach błąkał się delikatny uśmiech. Podeszła do łóżka i stanęła przed nią, patrząc z góry na jej twarz. Ta niższa wyciągnęła rękę i chwyciła brzeg lnianej koszuli, delikatnie ciągnąc ją w dół. Koszula zsunęła się z ramion, odsłaniając gładką, bladą skórę, obojczyki, a potem piersi, które były średniej wielkości, o jasnych, różowych sutkach.
Ta wyższa westchnęła, gdy chłodne powietrze dotknęło jej skóry. Ta niższa wstała i podeszła do niej, kładąc dłonie na jej biodrach. Ich ciała zetknęły się, a ona poczuła przez cienki bawełniany materiał jej ciepło. Ta wyższa pochyliła głowę i pocałowała ją w szyję, delikatnie, musująco. Ta niższa jęknęła cicho, odchylając głowę do tyłu, odsłaniając gardło.
Ich usta spotkały się w długim, głębokim pocałunku. Ta wyższa wsunęła dłonie pod bawełniany podkoszulek, przesuwając je w górę, po bokach, aż do piersi. Jej palce odnalazły sutki, które już stwardniały, i zaczęły je delikatnie masować. Ta niższa jęknęła wprost w jej usta, a jej dłonie powędrowały do paska spodni tej wyższej.
Rozpięła guzik, a potem zamek. Spodnie zsunęły się po długich, smukłych nogach, zostawiając ją w samych czarnych, koronkowych majtkach. Ta niższa uklękła przed nią, a jej dłonie powędrowały po wewnętrznej stronie ud, coraz wyżej. Ta wyższa westchnęła, wczepiając palce w jej kręcone włosy, gdy poczuła jej usta na swoim brzuchu, tuż nad linią majtek.
Ta niższa zsunęła jej majtki, powoli, centymetr po centymetrze. Ta wyższa uniosła biodra, pomagając jej. A potem ta niższa pochyliła się i dotknęła językiem jej łechtaczki. Ta wyższa krzyknęła cicho, odchylając głowę do tyłu, a jej palce zacisnęły się na kręconych włosach.
Ta niższa lizała ją powoli, dokładnie, jakby smakowała coś wyjątkowego. Jej język krążył wokół łechtaczki, a potem zsuwał się niżej, w głąb wilgotnej cipki. Ta wyższa jęczała, unosząc biodra w rytmie jej języka, a jej nogi zaczęły drżeć.
— Nie przestawaj — wyszeptała, a jej głos był zduszony.
Ta niższa nie przestawała. Wsunęła w nią dwa palce, poruszając nimi w rytmie, który znała z własnego ciała. Ta wyższa krzyczała, wbijając palce w jej ramiona, a jej ciało wygięło się w łuk. Orgazm przyszedł szybko, fala za falą, a ona drżała przez długą chwilę, zanim opadła na łóżko.
Ta niższa wstała i położyła się obok niej. Ta wyższa odwróciła się do niej i zaczęła rozpinać guziki jej podkoszulka, powoli, jeden po drugim. Gdy odsłoniła jej piersi, westchnęła. Były pełne, ciężkie, o ciemnych, dużych sutkach. Pochyliła się i wzięła jeden z nich do ust, ssąc delikatnie.
Ta niższa jęknęła, odchylając głowę do tyłu, a jej dłonie powędrowały do włosów tej wyższej. Ta wyższa przesuwała ustami z jednej piersi na drugą, a jej dłonie wędrowały po brzuchu, niżej, ku wilgotnemu środkowi.
Gdy jej palce dotknęły łechtaczki, ta niższa westchnęła, rozchylając uda. Ta wyższa wsunęła w nią palce, powoli, a ona jęknęła, unosząc biodra. Ich ciała splotły się, a ich jęki wypełniły pokój, gdy każda z nich poznawała ciało drugiej, odkrywała nowe smaki, nowe dotyki, nowe sposoby dawania przyjemności.
Ta wyższa zsunęła się niżej, całując jej brzuch, a potem uda. Rozchyliła je szeroko i pochyliła się nad jej wilgotnym środkiem. Jej język dotknął łechtaczki, a ta niższa krzyknęła, wczepiając palce w pościel. Ta wyższa lizała ją długo, dokładnie, doprowadzając ją do szaleństwa, aż ta niższa osiągnęła orgazm, krzycząc jej imię.
Potem odwróciły się do siebie, twarzą w twarz, dysząc, spocone. Ta wyższa przyciągnęła ją do siebie i pocałowała, a ta niższa poczuła na ustach własny smak. Leżały tak przez długą chwilę, splatając nogi, głaszcząc się po plecach, po włosach, po twarzach.
— Chcę cię jeszcze raz — wyszeptała ta niższa, a jej głos był chrapliwy.
Ta wyższa uśmiechnęła się i pochyliła nad nią, a jej usta znalazły się przy jej uchu.
— To dopiero początek — odpowiedziała, a jej dłoń powędrowała między jej uda.
I zaczęły od nowa, powoli, dokładnie, ucząc się siebie nawzajem, odkrywając, że ta noc jest tylko pierwszym rozdziałem czegoś, co miało trwać znacznie dłużej.
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?