Cena Innowacji - część 1

Marek był człowiekiem, który żył w świecie wielkich wizji i jeszcze większych długów. Jego najnowszy projekt – system inteligentnego zarządzania energią – był w jego mniemaniu przełomem, ale w rzeczywistości był tylko kolejną kosztowną zabawką, która doprowadziła go na skraj bankructwa. Bal karnawałowy był jego ostatnią szansą. Wśród przepychu, masek i szampana, Marek desperacko szukał Thomasa – magnata technologii, człowieka, którego fortuna była tak ogromna, że mógłby kupić całe miasto bez mrugnięcia okiem.

Thomas nie był jednak zwykłym inwestorem. Był drapieżnikiem, który czerpał taką samą przyjemność z łamania ludzi, jak z pomnażania kapitału.

Kiedy Marek w końcu dopadł go w VIP-owskiej strefie, Thomas wcale nie słuchał prezentacji o algorytmach. Jego wzrok był utkwiony w parkiecie, gdzie w blasku reflektorów wiła się Amanda – żona Marka. Amanda była olśniewająca. Miała na sobie ultra-krótką, czerwoną sukienkę z jedwabiu, która z każdym ruchem podjeżdżała niebezpiecznie wysoko, odsłaniając nieskazitelnie gładkie nogi i krągłości, które przyciągały wzrok każdego mężczyzny w sali. Tańczyła z pasją, nieświadoma, że w tej chwili staje się walutą w transakcji.

Thomas powoli odwrócił się do Marka, a w jego oczach błysnęło coś mrocznego i pożądliwego.

— Pomysł jest... poprawny, Marku. Ale brakuje mu pasji. Brakuje mu ryzyka — powiedział Thomas niskim, chłodnym głosem. — Dam ci dofinansowanie. Całość, której potrzebujesz, by wystartować. Ale nie chcę odsetek w gotówce.

Marek poczuł dreszcz nadziei.
— Co masz na myśli?

Thomas spojrzał ponownie na Amandę, która właśnie zakręciła biodrami, eksponując swoją idealną dupę w czerwonym materiale.
— Twoja żona jest absolutnie perfekcyjna. Moim warunkiem jest to, że będę mógł pukać Amandę raz w tygodniu. Każdy tydzień spłaty Twojego zobowiązania to jedna noc z nią. Jeśli choć raz odmówisz lub ona się sprzeciwi, wycofuję fundusze i żądam natychmiastowego zwrotu każdego centa, którego nie masz.

Marek zamarł na sekundę. Przez jego głowę przemknęło obraz żony w ramionach innego mężczyzny, ale potem zobaczył przed oczami wizję sukcesu, luksusu i końca wiecznych długów. Chciwość zwyciężyła nad honorami.

— Zgadzam się — szepnął Marek, niemal z ekscytacją.

— Świetnie. A ponieważ jestem niecierpliwy, pierwszą "ratę" pobiorę już teraz. Za pół godziny. W moim aucie na parkingu — rzucił Thomas i odszedł, zostawiając Marka w euforii.

Kiedy Marek podszedł do Amandy i szeptem wyjaśnił jej warunki umowy, kobieta niemal zemdlała z szoku. Jej twarz zbladła, a oczy wypełniły się łzami niedowierzania.

— Co tyś zrobił?! Marku, ty śmieciu! Ty mnie sprzedałeś?! — syknęła, próbując odsunąć się od niego. — Jak możesz być taką potworną świnią? Sprzedałeś własną żonę za pieniądze na swój kolejny nieudany biznes?!

Marek chwycił ją za ramiona, patrząc na nią z fanatycznym błyskiem w oku.
— Amanda, kochanie, zrozum! To jest okazja życia! Tym razem się uda, ten projekt zmieni wszystko! Będziemy bogaci! To tylko raz w tygodniu, to żadna wielka cena za nasze przyszłe życie w luksusie! Proszę, zrób to dla nas!

Amanda trzęsła się z wściekłości i przerażenia. Czuła się jak przedmiot, jak kawałek mięsa przekazany w prezencie. Jednak patrząc w oczy męża, widziała, że on już nie jest tym samym człowiekiem – stał się niewolnikiem swojej ambicji. Wiedziała też, że jeśli on upadnie teraz, stracą wszystko. Złamana i upokorzona, powoli skinęła głową, choć w jej sercu zakwitła nienawiść.

Marek był wniebowzięty. Z szerokim uśmiechem na twarzy, niemal z dumą, poprowadził swoją żonę przez parking w stronę ciemnej sylwetki luksusowego samochodu. Był to najnowszy Mercedes klasy S, czarny jak noc, z charakterystycznymi niemieckimi tablicami rejestracyjnymi, który lśnił w świetle latarni.

Przy aucie stał już Thomas. Nie uśmiechał się. Patrzył na Amandę tak, jakby właśnie kupił najdroższą rzecz w swoim życiu i zamierzał z niej w pełni skorzystać. Otworzył tylne drzwi, zapraszając ją do środka z gestem, który nie pozostawiał miejsca na dyskusję.

— Wsiadaj, Amando — powiedział Thomas. — Czas spłacić pierwszy dług swojego męża.

Marek pomógł jej wejść do środka, a kiedy drzwi z głuchym stukotem zamknęły się, odcinając ich od świata zewnętrznego, mężczyzna po raz pierwszy poczuł dreszcz ekscytacji na myśl o tym, co za chwilę wydarzy się w tych skórzanych wnętrzach.

Wnętrze Mercedesa klasy S było jak luksusowy kokon – zapach drogiej skóry, przyciemniane szyby i absolutna cisza, która odcinała ich od świata zewnętrznego. Amanda siedziała na tylnej kanapie, czując się jak w pułapce. Każdy centymetr czerwonej sukienki wydawał się teraz zbyt odważny, a chłód klimatyzacji sprawiał, że dreszcz przebiegał po jej plecach.

Thomas, wbrew oczekiwaniom, początkowo był uosobieniem klasy. Sięgnął do lodówki w konsoli środkowej i podał jej kryształową lampkę szampana. Jego głos był łagodny, niemal troskliwy.

— Pij, Amando. Uspokój nerwy. Nie chcę, żebyś myślała, że jestem potworem — powiedział, a w jego oczach czaił się jednak dziwny, łapczywy błysk.

Bacznie ją obserwował, jakby przeprowadzał dokładną inwentaryzację zakupionego towaru. Jego wzrok spoczywał na jej głębokim dekolcie, z którego piersi niemal wyskakiwały przy każdym głębszym oddechu. Podziwiał jej perfekcyjny, krwistoczerwony manicure, gdy trzymała kieliszek, oraz równie intensywny pedicure na jej smukłych stopach. Najbardziej jednak hipnotyzowały go jej usta – pomalowane intensywną, czerwoną szminką, która nadawała jej wygląd femme fatale, oraz gęste, proste, ciemne włosy, które kaskadą opadały aż do samego pasa, lśniąc w przygaszonym świetle wnętrza auta.

Kiedy Amanda odstawiła szampana, Thomas spróbował ją pocałować. Przysunął się do niej, chcąc zawładnąć jej ustami, ale kobieta gwałtownie odsunęła głowę, unikając kontaktu.

— Nie chcę... proszę, nie tutaj — szepnęła z drżeniem w głosie.

Thomas zmarszczył brwi. Jego szarmanctwo zaczęło znikać, ustępując miejsca irytacji. Chwycił ją za ramię i z dużą siłą przyciągnął do siebie, próbując zmusić ją do pocałunku. Amanda zaparła się dłońmi o jego klatkę piersiową, wciąż odmawiając i kręcąc głową.

Wtedy pękła maska. Thomas nie znosił słowa "nie", zwłaszcza gdy już zapłacił za dostęp do kobiety.

— Dość tych gier! — warknął, a jego głos stał się zimny i brutalny.

Szybkim, zdecydowanym ruchem rozpiął rozporek swoich spodni. Jego człon, nabrzmiały i twardy jak stal, wyskoczył z bielizny, pulsując żądzą. Zanim Amanda zdążyła zareagować, Thomas chwycił ją za potylicę, zaplątując palce w jej długie, gęste włosy, i z bezlitosną siłą zniżył jej głowę w stronę swojego pasa.

— Słuchaj mnie uważnie, Amando! — krzyknął jej prosto do ucha, a jego oddech był gorący i agresywny. — Twoje sentymenty i "nie chcę" nie mają tutaj żadnego znaczenia. Twój mąż właśnie sprzedał cię za kilka milionów dolarów. Jeśli teraz się wycofasz, jeśli choć raz spróbujesz być trudna, jednym telefonem sprawię, że Marek straci wszystko. Spuścę was na samo dno finansowe. Będziesz mogła sprzedać swój dom i samochód, żeby spłacić długi, które on stworzył swoją nieudolnością. Chcesz wrócić do nędzy? Chcesz widzieć, jak twój mąż ląduje na bruku?

Amanda zamarła. Obraz utraty wszystkiego i całkowitej klęski Marka uderzył w nią z ogromną siłą. Czuła, jak łzy napływają jej do oczu, ale jednocześnie poczuła obezwładiający ucisk strachu i bezsilności. Wiedziała, że Thomas nie żartuje. On nie chciał jej miłości ani zgody – on chciał jej całkowitego poddania.

Zrezygnowana, z zamkniętymi oczami i sercem bijącym jak oszalałe, powoli otworzyła usta. Czerwona szminka kontrastowała z jasną skórą jej twarzy, gdy powoli, centymetr po centymetrze, zaczęła brać w usta jego ogromnego, nabrzmiałego członka.

Thomas wydał z siebie niski, satysfakcjonujący pomruk. Czuł, jak ciepło jej ust otula go w idealny sposób. To nie był już akt miłości czy namiętności – to była pierwsza rata długu, spłacana w najbrudniejszy możliwy sposób. Podczas gdy on opierał głowę o zagłówek i delektował się jej uległością, Amanda czuła, jak z każdym ruchem znika z niej resztka dumy, a zastępuje ją mroczna świadomość, że właśnie stała się własnością innego mężczyzny.

Amanda, z poczuciem całkowitego upokorzenia, zaczęła pracować ustami. Każdy ruch był powolny, wymuszony, ale starannie precyzyjny. Thomas nie pozwalał jej na żadną swobodę – jego dłoń wciąż spoczywała na jej potylicy, a on sterował jej głową, wpychając swojego członka głęboko w jej gardło, zmuszając ją do wydawania zduszonych dźwięków.

Kobieta desperacko szukała sposobu, by jak najszybciej zakończyć ten koszmar. Jedną ręką podpierała się o skórzany fotel, by nie opaść całkowicie, a drugą zaczęła delikatnie, rytmicznie bawić się jajkami Thomasa. Robiła to z nadzieją, że dodatkowa stymulacja przyspieszy jego orgazm i pozwoli jej w końcu wypluć go z ust i odzyskać odrobinę przestrzeni.

Thomas był w niebie. Kontrast między jej oporem a tym, jak sprawnie obsługiwała go ustami, doprowadzał go do szaleństwa. Ale on nie chciał tylko szybkiego rozładowania – on chciał całkowitego przejęcia jej zmysłów.

Podczas gdy Amanda skupiała się na jego członku, Thomas wolną ręką powoli, ale zdecydowanie podsunął materiał jej czerwonej sukienki wysoko w górę, aż do samych bioder. Jednym, szybkim ruchem odsunął cienki pasek jej koronkowych stringów na bok i, bez żadnego ostrzeżenia, wbił dwa palce głęboko w jej sromkę.

Amanda gwałtownie wzdrygnęła się, niemal dławiąc się jego członkiem. W tym samym momencie poczuła, jak palce Thomasa uderzają w jej najbardziej wrażliwy punkt. Co było najgorsze – była całkowicie, obrzydliwie mokra. Jej ciało, napędzone strachem, adrenaliną i zakazaną sytuacją, zareagowało w sposób, którego ona sama nie mogła kontrolować.

Thomas wybuchnął niskim, ironicznym śmiechem, który odbił się echem w ciszy Mercedesa.

— No proszę... spójrz na siebie, Amando — zakpił, nie przestając brutalnie palcować jej wnętrza. — Tyle tych protestów, tyle tych łez i "nie chcę", a twoja cipka wita mnie jak najwierniejsza suka. Jesteś przemoczona na wylot! Po co wybrzydzałaś, skoro najwyraźniej tak bardzo ci się to podoba?

Te słowa uderzyły ją mocniej niż jakiekolwiek zniewaga. Czuła się obnażona nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Fakt, że jej ciało zdradziło ją w tak bezwstydny sposób, sprawił, że poczuła dziwną, mroczną falę podniecenia, która zmieszała się z jej wściekłością.

Thomas, widząc jej reakcję i czując, jak zaciska się wokół jego palców, postanowił podkręcić tempo. Zaczął palcować ją z furią, wbijając palce coraz głębiej i szybciej, jednocześnie zwiększając nacisk na jej głowę.

— Szybciej! — rozkazał, niemal warcząc. — Chcę czuć, jak pracujesz językiem, podczas gdy ja wypruwam z ciebie resztki godności!

Amanda, całkowicie zdominowana i rozdarta między nienawiścią a narastającą rozkoszą, zaczęła przyspieszać. Jej ruchy stały się bardziej żarliwe, a dźwięki mlaskania i sapania wypełniły luksusowe wnętrze auta. Była teraz tylko narzędziem w jego rękach – z jednej strony ssała go z desperacją, z drugiej drżała pod wpływem bezlitosnych palców, która wbiły się w jej mokrą czeluść. Thomas wiedział już, że ma ją w swojej pełnej mocy.

Wnętrze Mercedesa stało się sceną zwierzęcego, rytmicznego szału. Thomas ruchał ją palcami z brutalną precyzją, wbijając je głęboko w jej mokre wnętrze, podczas gdy jego człon wciąż pulsował w jej ustach. Tempo stawało się obłędne; dźwięki mlaskania, ciężkiego oddechu i ocierania się ciał o luksusową skórę foteli wypełniły przestrzeń, tworząc gęstą atmosferę pożądania i upokorzenia.

Amanda czuła, że Thomas jest już na samym skraju. Czuła, jak jego mięśnie napinają się, a oddech staje się urywany. W panice, chcąc uniknąć najbardziej intymnego i degradującego momentu, spróbowała gwałtownie odsunąć głowę. Chciała tylko chwycić go dłonią, dokończyć to w sposób mniej inwazyjny i jak najszybciej wyrwać się z tej sytuacji.

Thomas jednak nie pozwolił jej na ten luksus. Wybuchnął krótkim, pogardliwym śmiechem, który brzmiał jak wyrok.

— Myślisz, że masz tu coś do powiedzenia? — warknął, a jego dłoń zacisnęła się na jej potylicy z siłą imadła. — Nie jesteś partnerką w tej transakcji, Amando. Jesteś ratą kredytu.

Z brutalną siłą docisnął jej głowę z powrotem w dół, wpychając swojego członka tak głęboko w jej gardło, że kobieta poczuła palenie w przełyku. Jednocześnie jego palce w jej cipce zaczęły poruszać się z nieludzką prędkością, doprowadzając ją do krawędzi orgazmu, którego nie chciała poczuć. W tym samym momencie Thomas osiągnął swój szczyt. Z głośnym, gardłowym rykiem wystrzelił potężne, gorące fale nasienia głęboko w jej gardło.

Amanda zaczęła się krztusić. Gwałtownie uderzała dłońmi w jego uda, próbując odzyskać oddech, jej oczy zaszły łzami, a twarz poczerwieniała od braku tlenu. Thomas jednak nie puścił jej od razu. Trzymał ją w tym uścisku jeszcze przez kilka sekund, delektując się jej bezsilnością i tym, jak każda kropla jego sperm zostaje uwięziona w jej ustach. Dopiero gdy całkowicie się rozładował i upewnił, że wszystko trafiło do celu, powoli poluzował uścisk i pozwolił jej odsunąć głowę.

Amanda osunęła się na siedzenie, dysząc ciężko. Jej czerwona szminka była teraz rozmazana, włosy w nieładzie, a w kącikach ust lśniła biała, gęsta ciecz. Z trudem łapiąc oddech, spojrzała na niego z obrzydzeniem i drżącym głosem poprosiła:

— Proszę... daj mi chusteczkę... chcę to wypluć...

Thomas spojrzał na nią z lodowatym spokojem, a potem ponownie wybuchnął śmiechem. Nie sięgnął po żadną chusteczkę. Zamiast tego pochylił się nad nią, patrząc jej prosto w oczy z drapieżnym błyskiem.

— Chusteczka? — zakpił. — Zapomniałaś, kto tutaj ustala zasady. Nic z tego, co włożyłem w ciebie, nie zostanie zmarnowane. Połknij to wszystko. Do ostatniej kropli.

Amanda potrząsnęła głową, odmawiając. Czuła w ustach słony smak i gęstą konsystencję, która budziła w niej odrazę. Ale Thomas nie znosił sprzeciwu. Jego twarz w jednej sekundzie zmieniła się w maskę wściekłości.

— Jeśli teraz tego nie zrobisz — syknął, a jego głos stał się groźny i cichy — zadzwonię do Marka i powiem mu, że pierwsza rata została niedopłacona. A wiesz, co to oznacza? Że jutro zaczniecie pakować swoje rzeczy z domu. Chcesz być odpowiedzialna za to, że wasz świat legnie w gruzach przez kilka mililitrów płynu?

Amanda spojrzała na niego z rozpaczą. Wiedziała, że on naprawdę to zrobi. Była całkowicie złamana. Z łzami spływającymi po policzkach, przymknęła oczy i powoli, z najwyższym wysiłkiem woli, przełknęła wszystko, co znajdowało się w jej ustach. Poczuła, jak gęsty płyn spływa po jej gardle, piecząc i przypominając jej o całkowitej utracie godności.

Thomas uśmiechnął się triumfalnie. Dopiero wtedy odsunął się i zapiął rozporek.

— Grzeczna dziewczynka — rzucił lekceważąco. — Teraz możesz wyjść do męża. Powiedz mu, że inwestycja została uruchomiona. Do zobaczenia za tydzień, Amando.

Kiedy drzwi Mercedesa klasy S w końcu się zamknęły, Amanda poczuła, jakby świat wokół niej nagle stał się zbyt głośny i zbyt jasny. Wysiadła z auta z drżeniem w kolanach, a chłodne nocne powietrze uderzyło w jej rozgrzaną skórę. Czuła się obrzydliwie – na kroczu wciąż czuła lepkość nasienia Thomasa i resztki jego brutalnych palców, a w gardle wciąż zalegał słony, mdły smak, którego nie potrafiła zapomnieć. Czerwona sukienka, która wcześniej wydawała się szczytem elegancji, teraz była tylko pomiętym kawałkiem materiału, który przypominał jej o tym, jak łatwo została odsłonięta.

Zobaczyła Marka. Stał kilka metrów dalej, oparty o ścianę budynku, w całkowitym odcięciu od tego, co działo się wewnątrz samochodu. Palił papierosa, wypuszczając kłęby dymu w nocne powietrze. Wyglądał na człowieka, który właśnie zdjął z barków cały ciężar świata. Na jego twarzy malował się wyraz niemal dziecięcej ekscytacji; w jego oczach nie było troski, była tylko wizja sukcesu.

Amanda szła w jego stronę, a każdy krok był jak uderzenie młotem w jej serce. Nienawiść, która gotowała się w niej przez ostatnie pół godziny, nagle wybuchła.

Gdy tylko znalazła się w zasięgu ręki, nie powiedziała ani słowa. Nie było miejsca na pytania czy wyjaśnienia. Z całej swojej siły, z całą furią i bólem, jaki w sobie nosiła, uderzyła go z liścia prosto w policzek.

Cios był tak silny, że głowa Marka gwałtownie odskoczyła w bok, a papieros wypadł mu z ust, lądując na betonie. Marek zamarł, oszołomiony. Przez kilka sekund w jego głowie nie układało się to, co się stało. Spojrzał na żonę, a jego wzrok zaczął powoli zjeżdżać z góry na dół, analizując obraz, który zobaczył.

Widział jej twarz – raz tak promienną, a teraz zmasakrowaną przez łzy. Czerwona szminka, która miała być symbolem zmysłowości, była rozmazana wokół ust i policzków, tworząc brzydką, chaotyczną smugę. Jej gęste, ciemne włosy, zazwyczaj idealnie wygładzone, były teraz potargane, splątane, jakby ktoś szarpał je z brutalną siłą. Widział jej drżące ramiona i to, jak kurczy się w sobie, próbując zasłonić rozpiętą sukienkę.

Marek nie poczuł w pierwszej chwili wyrzutów sumienia. Poczuł jedynie zdziwienie, że ona tak zareagowała. W jego głowie wciąż brzmiały słowa Thomasa o milionach dolarów i nowym życiu. Patrzył na nią nie jak na cierpiącą kobietę, ale jak na cenę, którą trzeba było zapłacić za bilet do raju.

— Amando... no co ty... — zaczął bełkotać, dotykając palcami piekącego policzka. — Przecież to była tylko jedna usługa. Przecież to dla nas! Teraz już wszystko będzie dobrze!

To zdanie było jak kolejna seria ciosów. Amanda spojrzała na niego z odrazą, jakby patrzyła na coś obrzydliwego, czego nie da się już domyć z podłogi. Zrozumiała w tej sekundzie, że mąż nie tylko ją sprzedał – on przestał widzieć w niej człowieka, a zaczął widzieć instrument finansowy.

Odwróciła się od niego bez słowa i szybkim krokiem ruszyła w stronę parkingu, zostawiając Marka w ciemnościach, z czerwonym śladem po uderzeniu na twarzy i naiwnym uśmiechem sukcesu, który powoli zaczynał mieszać się z niepokojem.

Oceń tę historię:

Bądź pierwszą osobą, która oceni.

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?

Dodaj komentarz

Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora.

Więcej z kategorii: Żona

Zobacz wszystkie →