Cena Ręcznika
Słońce nad kurortem paliło bezlitośnie, a biały piasek oślepiał. Adam i Ela, młoda, piękna para, spędzili cały dzień w błogostanie, zapominając o całym świecie. W pośpiechu, pakując swoje rzeczy przed odjazdem, zapomnieli o jednej rzeczy – dużym, hotelowym ręczniku, który wypożyczyli na początku dnia.
Gdy już niemal dotarli do parkingu, poczuli na ramionach ciężkie dłonie. Odwrócili się i zobaczyli go – ochroniarza, którego wszyscy w okolicy nazywali "Kapturem". Był to stary, zgarbiony mężczyzna o pomarszczonej, niemal szarej skórze, z żółtymi zębami i spojrzeniem, które nie patrzyło na ludzi, lecz pożerało ich ciała. Bił od niego zapach taniego tytoniu i starego potu.
— Zapomnieliście o mieniu hotelowym, młodzi — wycharczał, a jego głos brzmiał jak tarcie papieru ściernego o metal. — Kradzież to poważna sprawa. Policja tutaj nie lubi turystów, zwłaszcza takich... świeżych.
Adam natychmiast zaczął tłumaczyć, że to pomyłka, że zapłacą za ręcznik każdą kwotę. Ale stary dziad tylko uśmiechnął się obrzydliwie, a jego wzrok powoli przesunął się po ciele Eli. Dziewczyna miała na sobie tylko miniaturowe bikini, które ledwo zakrywało jej dopracowane kształty.
— Możemy to załatwić po ludzku... albo po mojemu — mruknął ochroniarz, prowadząc ich w stronę zaplecza plażowego, gdzie znajdował się stary, drewniany stół do segregacji sprzętu, otoczony wysokim płotem z trzciny.
Kiedy znaleźli się w odosobnieniu, "Kapturn" postawił sprawę jasno. Nie chciał pieniędzy. Chciał Eli.
— Twoja dziewczyna odda mi ten ręcznik w naturze. Ja ją wezmę tutaj, na tym stole, a wy wyjdziecie stąd wolni i bez raportu dla policji.
Adam poczuł, jak krew uderza mu do głowy.
— Co ty do siebie siedzisz, ty stary perwersyzie?! Nie dotkniesz jej! Wynoś się! — krzyczał, próbując wepchnąć dziada, ale ten, mimo wieku, miał chwyt jak imadło i brutalnie odepchnął chłopaka na piasek.
Ela stała sparaliżowana. Patrzyła na tego obleśnego człowieka, na jego brudne paznokcie i żółte zęby. Czuła obrzydzenie, ale w jej głowie pulsował strach. Nie chciała problemów z prawem, nie chciała skandalu, bała się agresji tego człowieka.
— Adam... on nas zamknie... może to jedyny sposób — wyszeptała, a łzy zaczęły spływać po jej policzkach.
— Ela! Nie możesz być poważna! To jest jakiś koszmar! — Adam błagał, próbując złapać ją za rękę, ale ochroniarz już go odsunął, szarpiąc dziewczynę za ramię.
Bezlitośnie rozdarł jej bikini, zostawiając ją całkowicie nagą na szorstkim, wyschniętym drewnie stołu. Adam osunął się na kolana. Patrzył z niedowierzaniem i rozpaczą, jak ten stary, pomarszczony człowiek zdejmuje spodnie, ukazując swój nieestetyczny, pomarszczony człon.
Ochroniarz nie bawił się w pieszczoty. Chwycił Elią za uda i jednym, brutalnym ruchem wbił się w nią. Dziewczyna wydała z siebie stłumiony krzyk, a jej ciało drgnęło z wstrząsu i bólu. Adam patrzył na to z łzami w oczach, czując, jak serce rozrywa mu się z bezsilności. Widział każdą zmarszczkę na plecach tego dziada, słyszał jego ciężki, świszczący oddech i mokre mlaśnięcia przy każdym uderzeniu.
Dla Adama czas przestał istnieć. Sekundy zamieniły się w godziny. Patrzył, jak jego ukochana, najpiękniejsza dziewczyna świata, jest bezlitośnie ruchać przez kogoś, kto budził w nim czyste obrzydzenie. Ela odwróciła twarz w jego stronę, jej oczy błagały o pomoc, ale jednocześnie były puste z powodu szoku.
— Patrz na nią, młody! Patrz, jak dobrze przyjmuje starego psa! — ryczał ochroniarz, napędzając się z furią, uderzając swoim brzuchiem o jej pośladki.
Kiedy Adam myślał, że to już koniec, że ta tortura zaraz się skończy, ochroniarz nagle zatrzymał się i spojrzał na niego z ironicznym błyskiem w oku.
— Wiesz co... pomyślałem, że ta umowa była zbyt łagodna. Chcę czegoś więcej.
Zsunął się ze stołu i stanął przed Elią, która wciąż leżała rozszczłupana i drżąca.
— Teraz weźmiesz to do ust. Całe. Aż do gardła. Wtedy puścimy was wolno.
Adam zerwał się z piasku, krzycząc:
— Dość! To już wystarczy! Zgódź się na to i idźmy stąd! Nie będziesz robił nic więcej!
Ale Ela, widząc determinację i obłęd w oczach starca, wiedziała, że on nie odpuści. Zrezygnowana, z poczuciem całkowitej klęski, powoli usiadła na stole i otworzyła usta.
Ochroniarza nie interesowała jej zgoda – on chciał jej upodlenia. Brutalnie chwycił ją za włosy i z całej siły wcisnął swojego członka w jej gardło, dławiąc ją i zmuszając do głośnych odruchów wymiotnych. Adam zakrył twarz dłońmi, nie mogąc znieść widoku swojej dziewczyny, która teraz, w najbardziej intymny i brudny sposób, musiała zaspokajać potrzeby starego obleśnego dziada.
Kiedy ochroniarz w końcu wyrzucił z siebie strumień nasienia prosto do jej gardła, zmuszając ją do przełknięcia wszystkiego, odsunął się z satysfakcją.
— Teraz możecie iść. Ręcznik jest spłacony — rzucił z pogardą.
Adam pomógł Eli wstać. Oboje byli zdruzgotani. Kiedy odchodzili z plaży, w ciszy, nie patrząc na siebie, czuli na skórze zapach starego potu i tytoniu, który już na zawsze przypominał im o tym popołudniu.
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?