Dojrzali

Był późny, deszczowy wieczór. W powietrzu unosił się zapach mokrej ziemi i wilgotnych liści, a krople deszczu bębniły o szyby wielkiego, przeszklonego salonu. Ona miała czterdzieści siedem lat, on pięćdziesiąt dwa. Poznali się przypadkiem, na wernisażu, dwa miesiące temu. Od tamtej pory spotykali się w ukryciu, w wynajętym apartamencie na ostatnim piętrze, z dala od ich poukładanych, nudnych małżeństw.

Stała przy oknie, w długiej, jedwabnej sukni w kolorze burgunda, która opinała jej wciąż jędrne biodra i podkreślała krągłość piersi. Włosy, w kolorze ciemnego miodu, z delikatnymi pasemkami siwizny, miała upięte w luźny kok, z którego wymykały się pojedyncze kosmyki. On podszedł do niej od tyłu, cicho, niemal bezszelestnie. Poczuła jego dłonie na swoich ramionach, a potem gorący oddech na karku.

— Nie mogłem się doczekać, aż cię zobaczę — wyszeptał, a jego głos był chrapliwy, jakby od tygodni nie wypowiedział ani jednego słowa.

Drgnęła, ale nie odwróciła się. Zamknęła oczy, wsłuchując się w szum deszczu i bicie własnego serca. Jego dłonie powoli zsunęły się z ramion, wzdłuż jej rąk, aż do nadgarstków. Splótł ich palce, a potem przyciągnął ją do siebie, tak że jej plecy oparły się o jego twardą, umięśnioną klatkę piersiową. Poczuła jego twardość przez cienki materiał sukienki i spodni, i przeszedł ją dreszcz.

— Chcę cię dotykać powoli — powiedział, a jego usta musnęły jej ucho. — Chcę poznać każdy centymetr twojego ciała, tak jakbym czytał książkę, którą kocham.

Jego dłonie zaczęły wędrować. Jedna z nich spoczęła na jej brzuchu, przez jedwab, a druga powędrowała wyżej, ku piersiom. Delikatnie, okrężnymi ruchami, masował jej lewą pierś, czując przez materiał twardniejący sutek. Westchnęła cicho, odchylając głowę do tyłu, na jego ramię. Jego usta znalazły się na jej szyi, a potem na obojczyku, gdzie złożył serię mokrych, gorących pocałunków.

— Jesteś taka piękna — mruknął, a jego palce wpiły się w jej biodro. — Twoja skóra pachnie jak wanilia i cynamon.

Ona w końcu odwróciła się w jego ramionach. Ich spojrzenia się spotkały. W jego oczach widziała dziką, nieposkromioną żądzę, ale i czułość. Położyła dłonie na jego policzkach, czując pod palcami szorstki zarost. Przyciągnęła go do siebie i pocałowała. To nie był delikatny pocałunek. To był pocałunek głodnych, spragnionych siebie ludzi. Ich języki splotły się w tańcu, który trwał długo, bez tchu, bez pośpiechu.

Jego dłonie powędrowały do zamka jej sukienki. Rozpiął go powoli, centymetr po centymetrze, słysząc cichy szelest materii. Suknia zsunęła się z jej ramion i opadła na podłogę, tworząc wokół jej stóp kałużę burgundowego jedwabiu. Stała przed nim w samych czarnych, koronkowych majtkach i biustonoszu, który ledwo zakrywał jej piersi.

Odsunął się o krok, żeby na nią popatrzeć. Jego wzrok przesuwał się po jej ciele z uwielbieniem. Po krągłych biodrach, po talii, po pełnych, ciężkich piersiach, które wciąż były jędrne, mimo upływu lat. Po długich, smukłych nogach.

— Chodź tutaj — powiedział, wyciągając do niej rękę.

Podeszła, a on poprowadził ją do ogromnego, pluszowego dywanu przed kominkiem, na którym trzaskał ogień. Ukląkł, a potem pociągnął ją za sobą, tak że usiadła na jego kolanach, twarzą do niego. Poczuła na udach jego twarde uda, a na brzuchu jego nabrzmiały członek, który napierał na materiał spodni.

Zaczął całować jej szyję, schodząc niżej, ku obojczykom, a potem w dół, między piersiami. Jego język rysował mokre ślady na jej skórze, a dłonie w tym czasie rozpinały jej biustonosz. Gdy uwolnił jej piersi, westchnął z podziwu. Ich sutki były ciemne, nabrzmiałe, a on wziął jeden z nich do ust.

Ona jęknęła, odchylając głowę do tyłu, wczepiając palce w jego włosy. Ssał ją delikatnie, potem mocniej, a jego język krążył wokół brodawki, doprowadzając ją do szaleństwa. Drugą dłonią masował jej drugą pierś, ugniatając ją, drażniąc. Czuła, jak wilgoć zbiera się między jej udami, jak jej majtki stają się mokre.

— Chcę cię poczuć w ustach — wyszeptał, a jego głos był niski i chrapliwy.

Zsunął się niżej, całując jej brzuch, a potem zatrzymał się na linii koronkowych majtek. Wsunął palce pod materiał i zsunął je z niej. Była już całkowicie naga. Rozchylił jej uda i pochylił się nad nią. Jego język, gorący i wilgotny, dotknął jej łechtaczki. Drgnęła gwałtownie, a on westchnął, smakując jej.

Zaczął ją lizać powoli, dokładnie, jakby chciał zapamiętać każdy jej smak. Jego język krążył wokół łechtaczki, a potem zsuwał się niżej, w głąb jej wilgotnej, pulsującej cipki. Wsunął w nią dwa palce, a ona krzyknęła cicho, unosząc biodra. Poruszał palcami w rytmie, który znał doskonale, a jego język nie ustawał w pracy. Czuła, jak narasta w niej fala, jak jej ciało napina się, jak każdy mięsień drży.

— Nie przestawaj — jęknęła, wczepiając palce w jego włosy.

Jęknął, a wibracja jego głosu przeszła przez jej łechtaczkę, doprowadzając ją do orgazmu. Jej ciało wygięło się w łuk, a ona krzyknęła, czując, jak fala rozkoszy zalewa ją od stóp do głów. Trwało to długo, a on nie przestawał jej lizać, aż do ostatniego dreszczu.

Gdy opadła z powrotem na dywan, dysząc, on uniósł się nad nią. Jego oczy błyszczały, a na ustach miała jej wilgoć. Rozpiął spodnie i zsunął je, wraz z bokserkami. Jego członek, twardy i nabrzmiały, stanął przed nią. Wzięła go w dłoń, czując jego gorąco i twardość. Poprowadziła go do ust, a on jęknął, gdy jej język dotknął żołędzi.

Ssała go powoli, głęboko, czując, jak rośnie w jej ustach. Jego dłonie wpiły się w jej włosy, a on zaczął poruszać biodrami, w rytmie, który sam wyznaczał. Czuła, jak jego napięcie rośnie, jak jego mięśnie drżą.

— Chcę być w tobie — wyszeptał, odsuwając ją delikatnie.

Położył ją na plecach, a potem uniósł jej biodra. Wsunął się w nią powoli, centymetr po centymetrze, aż był w niej cały. Westchnęła, czując, jak wypełnia ją w całości. Przez chwilę pozostali nieruchomo, patrząc sobie w oczy, oddychając ciężko.

Potem zaczął się poruszać. Powoli, głęboko, w rytmie, który doprowadzał ją do szaleństwa. Jego biodra uderzały o jej uda, a ona czuła, jak każdy pchnięcie wypełnia ją po brzegi. Jego dłonie spoczywały na jej biodrach, przytrzymując ją, prowadząc ją.

— Patrz na mnie — powiedział, a jego głos był ledwo słyszalny.

Otworzyła oczy i spojrzała na niego. Widziała w nich dziką, pierwotną żądzę, ale i coś więcej. Coś, co przypominało miłość. Przyciągnęła go do siebie i pocałowała, a ich języki splotły się w rytmie, który wyznaczały ich biodra.

Zaczął przyspieszać, a ona czuła, jak narasta w niej kolejna fala. Jej ciało napinało się, a ona wczepiła palce w jego plecy, zostawiając ślady na skórze. Jęczała, krzyczała, a on odpowiadał jej stęknięciami, które brzmiały jak modlitwa.

— Tak, tak, nie przestawaj — błagała, a jej głos był zduszony.

Czuła, jak jego członek twardnieje jeszcze bardziej, jak jego ruchy stają się bardziej desperackie. Wiedziała, że jest blisko. A potem, w jednej chwili, ich orgazmy eksplodowały jednocześnie. On krzyknął, wypełniając ją, a ona wygięła się w łuk, czując, jak jej ciało rozrywa fala rozkoszy.

Trwało to długo, a potem opadli oboje na dywan, dysząc, spoceni, zadowoleni. Leżeli w ciszy, przerywanej tylko szumem deszczu i trzaskiem ognia. On przytulił ją do siebie, a ona wtuliła twarz w jego szyję, czując, jak jego serce bije w tym samym rytmie co jej.

— Zostań ze mną do rana — wyszeptał.

— Zostanę — odpowiedziała.

I wiedziała, że to nie będzie tylko ta jedna noc. To był początek czegoś, co miało trwać.

Oceń tę historię:

Bądź pierwszą osobą, która oceni.

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?

Dodaj komentarz

Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora.