Kontrola dostępu
Nazywam się Ewelina. Mam trzydzieści trzy lata i jestem dyrektorką operacyjną w międzynarodowej korporacji. Ludzie myślą, że moja praca polega na zarządzaniu budżetami, optymalizacji procesów i nadzorowaniu zespołów. I częściowo mają rację. Ale jest jeszcze jedna rzecz, którą zarządzam — i o której nikt nie ma pojęcia.
Mam w firmie swojego prywatnego, dobrze wyszkolonego asystenta. Nie takiego, który przynosi kawę i umawia spotkania. Takiego, który wykonuje każde moje polecenie. Dosłownie każde.
Nazywa się Sebastian. Ma dwadzieścia dziewięć lat, jest analitykiem danych. Nikt by nie podejrzewał, patrząc na niego — cichy, sumienny, zawsze w garniturze, zawsze z laptopem pod pachą. Ale ja wiem, co kryje się pod tą elegancką fasadą. Wiem, jakie ma pragnienia. I wiem, jak je zaspokajać.
To zaczęło się przypadkiem. Pół roku temu, podczas firmowej imprezy integracyjnej, zobaczyłam, jak patrzy na mnie, gdy rozmawiam z prezesem. Nie było w tym spojrzeniu pożądania — było w nim coś innego. Pokora. Uległość. Pragnienie, by być zauważonym. Być może nawet ukaranym.
Zaprosiłam go do swojego gabinetu następnego dnia. Zamknęłam drzwi. I powiedziałam mu dokładnie, kim dla mnie będzie.
— Od tej pory — powiedziałam — jesteś moją własnością. W pracy i poza nią. Będziesz wykonywał moje polecenia bez dyskusji. A jeśli odmówisz... — uśmiechnęłam się — ...będziesz żałował.
On patrzył na mnie przez chwilę. A potem uklęknął.
— Tak, Pani.
Od tamtej pory mamy swój system. W biurze nikt niczego nie podejrzewa. Sebastian jest moim asystentem, przynosi mi raporty, otwiera drzwi, podaje kawę. Ale pod stołem w moim gabinecie, podczas długich spotkań, jego dłonie robią rzeczy, o których nikt nie ma pojęcia.
Dziś jest szczególny dzień. Mamy audyt zewnętrzny. Cały zarząd będzie w moim gabinecie przez cztery godziny. I właśnie wtedy zamierzam wykorzystać Sebastiana w sposób, którego się nie spodziewa.
Jest 9:00 rano. Siedzę przy biurku, ubrana w elegancką, szarą garsonkę, białe szpilki, włosy upięte w ciasny kok. Wyglądam profesjonalnie. Ale pod spódnicą nie mam bielizny. To mój mały sekret na dziś.
Sebastian wchodzi do gabinetu z raportami. Widzę, jak jego wzrok zatrzymuje się na moich nogach, na moich szpilkach. Przełyka ślinę.
— Dzień dobry, Pani — mówi.
— Dzień dobry, Sebastianie. — Uśmiecham się. — Proszę zamknąć drzwi.
Zamyka. Staje przede mną, czekając na polecenia.
— Dziś mamy audyt — mówię. — Będzie tu cały zarząd. Chcę, żebyś był obecny przez cały czas. Będziesz podawał dokumenty, nalewał kawę, odpowiadał na pytania. Rozumiesz?
— Tak, Pani.
— Ale jest jeden warunek. — Patrzę mu prosto w oczy. — Podczas spotkania nie będziesz miał na sobie bielizny. Zdejmiesz ją teraz, w moim gabinecie, i oddasz mi.
Widzę, jak jego oczy rozszerzają się. Ale nie protestuje. Rozpina spodnie, opuszcza je, ściąga bokserki i podaje mi je. Chowam je do szuflady biurka.
— A teraz — mówię — załóż spodnie z powrotem. I pamiętaj: przez cały czas trwania spotkania masz myśleć o tym, że jesteś beze mnie nagi. Że każdy, kto na ciebie spojrzy, widzi tylko eleganckiego mężczyznę w garniturze. Ale ty i ja będziemy wiedzieć, co jest pod spodem.
— Tak, Pani.
— I jeszcze jedno. — Wstaję i podchodzę do niego. — Podczas spotkania, gdy będziesz podawał mi dokumenty, masz dotykać mojej dłoni w specyficzny sposób. Trzy krótkie uściski. To będzie twój sygnał, że wszystko jest w porządku. A jeśli dotkniesz cztery razy... — pochylam się i szepczę mu do ucha — ...będziesz ukarany po spotkaniu.
— Rozumiem, Pani.
— Doskonale. — Uśmiecham się. — A teraz przygotuj salę konferencyjną. Spotkanie zaczyna się za trzydzieści minut.
Spotkanie trwa już dwie godziny. Wokół stołu siedzi ośmiu członków zarządu. Ja prowadzę prezentację, mówię o wynikach kwartalnych, o strategii na przyszły rok. Wszyscy słuchają, notują, zadają pytania.
Sebastian stoi w rogu, gotowy do pomocy. Widzę, jak jego dłoń lekko drży, gdy nalewa kawę do filiżanek. Nikt nie zwraca na niego uwagi. Ale ja wiem, co czuje. Wiem, że pod tym eleganckim garniturem jest nagi, podporządkowany, mój.
Podchodzi do mnie, podając dokumenty. Jego palce dotykają mojej dłoni. Trzy krótkie uściski. Uśmiecham się do niego lekko.
— Dziękuję, Sebastianie — mówię głośno. — Proszę przygotować kolejny raport.
— Oczywiście, Pani.
Odchodzi. Patrzę na niego, jak porusza się po sali, elegancki, opanowany. Nikt nie wie, że jego członek jest twardy, napierający na materiał spodni. Nikt nie wie, że myśli tylko o jednym — o tym, co wydarzy się po spotkaniu.
Kolejna godzina mija. Pytania, odpowiedzi, dyskusje. Sebastian podchodzi do mnie kilka razy, zawsze dotykając mojej dłoni. Trzy uściski. Trzy uściski. Trzy uściski.
A potem, podczas przerwy na kawę, podchodzi do mnie z filiżanką. Jego palce dotykają mojej dłoni.
Cztery uściski.
Patrzę na niego. Jego oczy są szeroko otwarte, pełne mieszaniny strachu i podniecenia. Wie, co zrobił. Wie, co go czeka.
— Dziękuję, Sebastianie — mówię spokojnie. — Proszę zostać po spotkaniu. Musimy omówić kilka spraw.
— Tak, Pani.
Spotkanie kończy się o 13:00. Zarząd wychodzi, gratulując mi świetnej prezentacji. Zamykam drzwi gabinetu. Sebastian stoi przede mną, blady, drżący.
— Wiesz, co zrobiłeś? — pytam.
— Tak, Pani — szepcze. — Cztery uściski.
— Wiesz, co to oznacza?
— Tak, Pani. Będę ukarany.
— Dobrze. — Uśmiecham się. — Rozbierz się.
Zdejmuje marynarkę, koszulę, spodnie. Stoi przede mną nagi, drżący. Jego członek jest twardy, nabrzmiały, gotowy.
— Klęknij — mówię.
Klęka. Patrzy na mnie z dołu, z mieszaniną strachu i pożądania.
— Dziś — mówię — nie będziesz miał przyjemności. Dziś będziesz tylko służył. Rozumiesz?
— Tak, Pani.
— Otwórz usta.
Otwiera. Biorę jego członek do ust i ssę go powoli, dokładnie. Czuję, jak drży, jak jego ciało napina się. Ale nie pozwalam mu skończyć. Zatrzymuję się, gdy czuję, że jest blisko.
— Nie — mówię. — Nie dziś.
Jęczy z frustracji. Ale nie protestuje.
— Połóż się na podłodze — mówię.
Kładzie się na plecach. Staję nad nim, unosząc nogę. Prowadzę jego członek do mojego wejścia i powoli opuszczam się na niego.
— Och... — jęczy.
Zaczynam poruszać się w rytmie, który kontroluję w pełni. Powoli, potem szybciej, potem znowu wolniej. Sebastian jęczy pode mną, a ja czuję, jak jego dłonie zaciskają się na podłodze.
— Nie dotykaj mnie — mówię stanowczo.
— Tak, Pani — wysapuje.
Poruszam się na nim, czerpiąc przyjemność z jego ciała. Czuję, jak narasta we mnie orgazm. Ale nie pozwalam mu skończyć.
— Skończę... — ostrzega.
— Nie — mówię. — Nie bez mojej zgody.
Zwalniam. Doprowadzam go do krawędzi, po czym zatrzymuję się. Robię to kilka razy, aż jest cały mokry od potu, błagający wzrokiem.
— Proszę, Pani — jęczy. — Pozwól mi skończyć.
— Jeszcze nie — odpowiadam. — Najpierw chcę zobaczyć, jak bardzo mnie pragniesz.
Zsiadam z niego. Klękam przed nim, biorąc jego członek do ust. Ssać go powoli, przesuwając językiem po całej długości. Czuję, jak drży, jak jego ciało napina się.
— Skończ w moich ustach — mówię, odrywając się na chwilę.
— Tak, Pani — wysapuje.
Biorę go z powrotem do ust. Ssać go szybciej, głębiej, a on jęczy coraz głośniej. W końcu czuję, jak jego ciało napina się, a on wytryskuje w moich ustach. Przełykam wszystko, patrząc mu w oczy.
— Dziękuję, Pani — szepcze.
— Nie dziękuj — odpowiadam. — To dopiero początek.
Wstaję. Patrzę na niego, leżącego na podłodze, wyczerpanego, zadowolonego.
— Ubierz się — mówię. — Jutro czeka cię praca.
— Tak, Pani.
Wstaje i zaczyna się ubierać. Patrzę na niego z satysfakcją. Ten przystojny, młody mężczyzna, który drżał przede mną, jest teraz całkowicie mój. I zamierzam to wykorzystać.
— Sebastianie — mówię, gdy już jest ubrany.
— Tak, Pani?
— Jutro o 20:00. Znowu.
— Tak, Pani.
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?