Noc pod namiotem

Pamiętam to tak, jakby było wczoraj. Miałem wtedy dwadzieścia trzy lata, a Weronika dwadzieścia jeden. Znaliśmy się od dziecka — nasze rodziny przyjaźniły się od zawsze, spędzaliśmy razem wakacje, urodziny, święta. Była dla mnie jak siostra. Aż do tamtej nocy.

To było dziesięć lat temu. Koniec sierpnia, ostatni weekend przed rozpoczęciem roku akademickiego. Weronika zaproponowała, żebyśmy pojechali nad jezioro, rozbili namiot, posiedzieli przy ognisku. Mieliśmy to robić w większej grupie, ale w ostatniej chwili wszyscy się wykruszyli. Została tylko ona i ja.

— No co, boisz się zostać ze mną sam na sam? — zaśmiała się, pakując plecak.

— Jasne, że nie — odpowiedziałem, starając się nie myśleć o tym, jak bardzo się myli.

Prawda była taka, że od jakiegoś czasu patrzyłem na Weronikę inaczej. Może to była dorosłość, może to, że wyrosła na naprawdę ładną kobietę. Miała długie, brązowe włosy, które zawsze związane były w niedbały kucyk, zielone oczy, w których błyszczała psota, i figurę, która nie umykała mojej uwadze. Ale była córką przyjaciół moich rodziców. Nie mogłem o niej tak myśleć. Nie mogłem.

A jednak myślałem.

Dojechaliśmy nad jezioro późnym popołudniem. Rozbiliśmy namiot na polanie, niedaleko brzegu. Weronika rozłożyła koc, wyjęła jedzenie, a ja rozpaliłem ognisko. Siedzieliśmy, rozmawiając, śmiejąc się, wspominając stare czasy. Piwo, kiełbaski, śpiewanie przy gitarze. Wszystko było takie niewinne.

A potem zapadła noc.

— Chodźmy popływać — zaproponowała nagle.

— W nocy? — zdziwiłem się.

— A co, boisz się? — zaśmiała się, już ściągając bluzkę.

Została w samym staniku i krótkich szortach. Patrzyłem na nią, próbując nie gapić się zbyt długo. Ale ona nie wydawała się przejmować. Wbiegła do wody, śmiejąc się, a ja poszedłem za nią.

Woda była chłodna, ale orzeźwiająca. Pływaliśmy, pluskaliśmy się, śmialiśmy. A potem Weronika podeszła do mnie blisko. Bardzo blisko.

— Igor — powiedziała cicho, patrząc mi w oczy.

— Tak?

— Nie mów nikomu, co ci teraz powiem.

— Obiecuję.

— Od jakiegoś czasu... myślę o tobie. Inaczej niż o przyjacielu.

Zamarłem. Serce zaczęło mi walić jak szalone.

— Weroniko...

— Nie mów nic — przerwała mi. — Po prostu... bądź ze mną. Tylko na tę jedną noc. Nikt się nie dowie. Jutro wracamy do rzeczywistości.

Patrzyłem na nią. Na jej mokre włosy, na krople wody spływające po jej skórze, na jej oczy, w których widziałem pożądanie. I wiedziałem, że nie potrafię odmówić.

— Dobrze — szepnąłem.

Wyszliśmy z wody. Weronika wzięła mnie za rękę i poprowadziła do namiotu. W środku było ciemno, ale księżyc oświetlał jej sylwetkę przez cienki materiał.

— Rozbierz mnie — powiedziała.

Zrobiłem to. Powoli, drżącymi dłońmi. Zsunąłem jej ramiączka stanika, odpiąłem zapięcie. Jej piersi opadły, pełne i jędrne. Potem ściągnąłem jej szorty i stringi. Stała przede mną naga, a ja patrzyłem na nią z zachwytem.

— Twoja kolej — szepnęła.

Rozebrałem się. Ona uklękła przede mną, biorąc mój członek do ust. Ssała mnie powoli, dokładnie, a ja jęczałem, opierając się o materac. Była w tym dobra. Bardzo dobra.

— Chcę cię poczuć w sobie — powiedziała, odrywając się.

Położyła się na materacu, rozkładając nogi. Wszedłem w nią, a ona jęknęła, obejmując mnie nogami. Poruszaliśmy się w rytmie, który narastał, który stawał się coraz bardziej dziki.

— Szybciej — szeptała. — Mocniej.

Spełniłem jej prośbę. Czułem, jak jej ciało drży, jak jej paznokcie wbijają się w moje plecy. Byliśmy spoceni, dyszący, połączeni w jednym ruchu.

— Skończę... — ostrzegłem.

— Nie jeszcze — wysapała. — Chcę czegoś więcej.

Zatrzymałem się, patrząc na nią z pytaniem w oczach.

— Chcę, żebyś wszedł we mnie od tyłu — powiedziała cicho, rumieniąc się.

— Weroniko...

— Chcę tego. Tylko raz. Tylko dziś.

Odwróciła się, klękając na materacu, opierając się na łokciach. Jej pośladki uniosły się, a ja patrzyłem na nią z pożądaniem. Ścisnąłem jej biodra, prowadząc członek do jej wejścia.

— Powoli — szepnęła.

Wszedłem w nią powoli. Czułem, jak jej ciało napina się, jak zaciska się wokół mnie. Była ciasna, gorąca, wilgotna.

— Och... — jęknęła.

— Boli? — zapytałem, zatrzymując się.

— Nie... — wysapała. — To... niesamowite. Ruszaj się.

Zacząłem poruszać się powoli, potem szybciej. Weronika jęczała, wbijając paznokcie w materac. Czułem, jak jej ciało drży, jak jej oddech przyspiesza.

— Tak... — szeptała. — Właśnie tak...

Poruszałem się w niej, czując, jak narasta we mnie przyjemność. Jej pośladki uderzały o moje biodra, a ja czułem, jak tracę kontrolę.

— Skończę... — ostrzegłem.

— We mnie — wysapała. — Skończ we mnie.

Wytrysknąłem, a ona jęknęła, czując, jak wypełniam ją ciepłem. Jej ciało zadrżało, a ona opadła na materac, dysząc.

Leżeliśmy obok siebie, spoceni, wyczerpani. Weronika wtuliła się we mnie, a ja objąłem ją ramieniem.

— Dziękuję — szepnęła.

— Za co?

— Za to, że byłeś ze mną. Tylko na tę jedną noc.

— Nie ma za co — odpowiedziałem, całując ją w czoło.

Oceń tę historię:

Bądź pierwszą osobą, która oceni.

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?

Dodaj komentarz

Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora.