Ciężar w powietrzu
Ciemny pokój pachniał skórą i woskiem. Ona klęczała na zimnej, skórzanej macie, z głową pochyloną nisko, a długie, ciemne włosy opadały jej na twarz, zasłaniając widok. Ciało miała obnażone, a na bladej skórze, od ramion aż po pośladki, widniały delikatne, czerwone smugi – ślady po poprzednich uderzeniach. Jej ręce były związane za plecami czarnym, skórzanym sznurem, a w ustach miała kulę z paskiem, który ciasno opinał jej głowę.
Za nią stał On. Wysoki, o szerokich ramionach, ubrany w czarną koszulę z podwiniętymi rękawami, odsłaniającymi umięśnione przedramiona. W dłoni trzymał szklaną, długą szklankę z lodem i bursztynowym płynem. Jego oczy, ciemne i uważne, spoczywały na jej drżących plecach, obserwując każdy, najmniejszy ruch jej ciała. Powoli, z namysłem, postawił szklankę na mahoniowym stole obok, a dźwięk szkła uderzającego o drewno odbił się echem w ciszy.
Podszedł do niej, jego kroki były ciche, ale wyczuwała jego obecność, jak ciężar w powietrzu. Uklęknął za nią, a jego palce, zimne od trzymania szklanki, przejechały po jej kręgosłupie, od szyi aż do kości ogonowej. Poczuła, jak dreszcz przebiega przez jej ciało, a skóra pokrywa się gęsią skórką. Jego dłoń zacisnęła się na jej karku, delikatnie, ale stanowczo, zmuszając ją do jeszcze głębszego pochylenia głowy.
— Jesteś gotowa? — wyszeptał, a jego głos był jak aksamit, ale krył w sobie żelazną wolę.
Skinęła głową, a jęk stłumiony przez kulkę był jedyną odpowiedzią.
Jego dłoń zsunęła się niżej, na jej plecy, a potem na pośladki. Gładził je przez chwilę, czując ciepło jej skóry, po czym z nagłą, precyzyjną siłą uderzył ją otwartą dłonią. Dźwięk klapsa wypełnił pokój, a jej ciało szarpnęło się do przodu. Jęknęła, a jej palce u rąk związanych za plecami zacisnęły się w pięści. Uderzył ponownie, po drugiej stronie, zostawiając różowy ślad. Potem kolejny, i kolejny, rytmicznie, naprzemiennie, aż jej pośladki były rozgrzane i zaczerwienione. Nie płakała, ale jej oddech był ciężki, a ciało pokryte potem.
Zostawił ją tak na chwilę, klęczącą, dyszącą, z pulsującym ogniem na skórze. Wstał, obszedł ją dookoła i stanął przed nią. Jego dłoń sięgnęła do paska jej kuli i odpiął go. Kula wypadła, a ona nabrała głębokiego, łapczywego powietrza. Jej usta były spierzchnięte, a ślina na brodzie.
— Teraz mnie pocałuj — rozkazał.
Uniosła głowę, a jej oczy, błyszczące od łez, które nie spłynęły, spotkały się z jego wzrokiem. Pochylił się i wpił w jej usta. Pocałunek był brutalny, wymagający, jego język wtargnął do jej ust, smakując jej, dominując nad nią. Jego dłonie zacisnęły się na jej włosach, odchylając jej głowę do tyłu, pogłębiając pocałunek. Czuła, jak jego twardy, nabrzmiały członek napiera na jej brzuch przez materiał spodni.
Oderwał się od niej, zostawiając ją bez tchu. Odwrócił ją przodem do dużego, dębowego biurka stojącego pod ścianą. Położył jej dłonie na blacie i kazał jej pochylić się. Jego dłonie zsunęły się po jej plecach, przez talię, na biodra, a potem na jej pośladki, które wciąż piekły od klapsów. Rozsunął jej nogi szerzej, kopnięciem stopy. Czuła jego oddech na swojej skórze, gdy pochylił się, aby przygryźć delikatnie jej pośladek. Jęknęła, wbijając palce w blat biurka.
Jego dłoń wsunęła się między jej uda. Palce przejechały po wilgotnej, rozgrzanej szparze. Była już śliska i gotowa. Jego palce zanurzyły się w niej, a ona jęknęła głośno, wypychając biodra w tył, pragnąc więcej. Poruszał nimi w środku, powoli, głęboko, rozciągając ją, przygotowując. Kciukiem zataczał kółka na jej łechtaczce, doprowadzając ją do krawędzi, po czym cofał się, nie pozwalając jej na spełnienie.
— Nie skończysz, dopóki ci nie pozwolę — wyszeptał.
Zabrzęczała sprzączka jego paska. Usłyszała szelest materiału i odgłos rozporka. Potem poczuła czubek jego członka, twardy i gorący, przesuwający się po jej wilgotnych wargach. Przesunął nim w górę i w dół, drażniąc ją, smarując się jej sokami. Wsunął tylko czubek, a potem się cofnął. Zrobił to kilka razy, doprowadzając ją do szaleństwa.
— Proszę... — wyszeptała, a jej głos był ochrypły z pożądania.
— Proszę o co? — zapytał, a jego głos był spokojny, ale w nim czaił się ogień.
— Proszę, weź mnie.
Nie powiedział nic więcej. W jednym, płynnym ruchu, wbił się w nią cały, na pełną głębokość. Krzyknęła, a jej ciało wygięło się w łuk, gdy poczuła, jak wypełnia ją całkowicie. Jego dłonie zacisnęły się na jej biodrach, przytrzymując ją w miejscu. Zatrzymał się na chwilę, dając jej czas na przyzwyczajenie się, a potem zaczął poruszać się w niej.
Ruchy były powolne, głębokie, miażdżące. Każde pchnięcie wbijało go w nią po sam nasadę, a on wycofywał się prawie całkowicie, by za chwilę wejść z powrotem, jeszcze głębiej. Czuła, jak każdy centymetr jego członka przesuwa się po jej ściankach, jak wypełnia ją i rozciąga. Jej dłonie zsunęły się z blatu, a ona oparła się na przedramionach, czując, jak jej nogi zaczynają drżeć.
On nie zwalniał tempa. Jego dłonie przesunęły się z bioder na jej pośladki, rozchylając je, obserwując, jak jego członek znika w niej i pojawia się z powrotem. Uderzył ją ponownie, w rozgrzany pośladek, gdy był w niej głęboko. Szarpnęła się, a jej wnętrze zacisnęło się wokół niego. Jęknął, a jego ruchy stały się bardziej energiczne.
— Jesteś taka ciasna — wysyczał przez zęby.
Pochylił się nad nią, jego klatka piersiowa przywarła do jej pleców. Jego dłoń owinęła się wokół jej gardła, nie zaciskając, ale dając jej poczucie całkowitej dominacji. Drugą ręką sięgnął do jej brzucha, a potem niżej, do łechtaczki. Zaczął pocierać ją w rytmie swoich pchnięć, szybko, precyzyjnie.
— Teraz — rozkazał.
Jego słowa były iskrą. Jej ciało wygięło się w łuk, a ona krzyknęła, gdy orgazm wstrząsnął nią z dziką siłą. Jej wnętrze zacisnęło się wokół niego, falując, ściskając go. On nie przestał, nadal wbijał się w nią, teraz szybciej, mocniej, bezlitośnie, przedłużając jej rozkosz, aż poczuła, że traci zmysły. Czuła, jak jej własne soki spływają po jej udach, a każdy mięsień jej ciała drży.
Gdy jej fala zaczęła opadać, on nie zwolnił. Jego ruchy były teraz szalone, dzikie, pozbawione kontroli. Czuła, jak jego ciało napina się, a jego oddech staje się cięższy. Jego dłoń na gardle zacisnęła się nieco mocniej, a on wbił się w nią ostatni, głęboki raz, i zamarł. Poczula, jak jego nasienie wypełnia ją, gorącym, pulsującym strumieniem. Jęknął głęboko, a jego ciało drżało przez długą chwilę, zanim opadł na nią ciężko.
Zostali tak przez długi czas, spleceni, dyszący, zlanci potem. Jego członek, wciąż twardy, pozostał w niej. Powoli, z namysłem, wycofał się. Odwrócił ją do siebie, a jego dłonie objęły jej twarz. Jego pocałunek był teraz inny – głęboki, czuły, pełen uznania. Rozwiązał sznur na jej nadgarstkach, a potem wziął ją na ręce i zaniósł na miękką, skórzaną sofę w rogu pokoju. Położył ją, a sam uklęknął obok, gładząc jej włosy, czekając, aż jej oddech się uspokoi.
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?