Władza i oddanie
Nazywam się Aleks. Mam trzydzieści lat i od pięciu lat jestem dominującym w świecie BDSM. Nie robię tego dla pieniędzy – robię to, bo to moja natura. Potrzeba kontroli, władzy, ale także odpowiedzialności za drugą osobę. Moje uległe nie są dla mnie zabawkami – są moim dziełem, moją odpowiedzialnością. Wiem, gdzie leżą ich granice, czego pragną, czego się boją. I właśnie to czyni naszą grę tak doskonałą.
Ona nazywa się Lena. Ma dwadzieścia cztery lata, długie czarne włosy i oczy, w których widać zarówno strach, jak i pragnienie. Poznaliśmy się trzy miesiące temu na jednej z zamkniętych imprez. Stała w kącie, obserwując sceny rozgrywające się wokół, a ja od razu wiedziałem – to ktoś, kto szuka czegoś więcej niż tylko zabawy. Ktoś, kto potrzebuje przewodnika.
Podeszła do mnie sama, pod koniec wieczoru. – Słyszałam, że jesteś wymagający – powiedziała, a w jej głosie brzmiała mieszanka niepewności i wyzwania.
– Jestem dokładnie taki, jak mówią – odpowiedziałem. – I jeśli nie jesteś gotowa na konsekwencje, lepiej nie zaczynaj.
Spojrzała mi prosto w oczy. – Jestem gotowa.
Od tamtej pory spotykaliśmy się regularnie. Uczyłem ją powoli – zasad, granic, bezpieczeństwa. Ale dziś miało być inaczej. Dziś miała przekroczyć kolejną granicę.
Scena
Moja piwnica – bo tak nazywam swoją prywatną przestrzeń – to pomieszczenie urządzone z dbałością o każdy detal. Czarne ściany, skórzana kanapa, krata na jednej ze ścian, a na suficie hak, do którego można przymocować łańcuchy. W szafie – kolekcja zabawek: pejcze, rózgi, kajdanki, klamerki, świece, a także przedmioty, o których większość ludzi nawet nie słyszała.
Lena stoi przede mną w samej bieliźnie – czarnym koronkowym komplecie, który jej kupiłem. Jej ręce są związane z przodu skórzanym paskiem, a na szyi ma obrożę z metalowym kółkiem. To symbol – należy do mnie, na czas naszej gry.
– Wiesz, dlaczego tu jesteś? – pytam, a mój głos jest spokojny, ale stanowczy.
– Tak, Panie – odpowiada, spuszczając wzrok.
– Powiedz mi.
– Jestem tu, żeby służyć. Żeby nauczyć się posłuszeństwa. Żeby oddać Panu kontrolę.
– Dobrze – mówię, przesuwając dłonią po jej policzku. – Ale to dopiero początek. Dziś przekroczysz granicę, której jeszcze nie przekraczałaś. Jesteś gotowa?
– Tak, Panie.
– To się okaże.
Zaczynam od podstaw. Rozpinam jej biustonosz i zsuwam go z ramion, a potem majtki. Stoi przede mną naga, drżąca, ale nie z zimna – z podniecenia i strachu. Jej sutki są twarde, a między nogami widzę wilgoć.
– Klęknij – mówię.
Posłusznie opada na kolana. Stoję nad nią, patrząc z góry. Czuję władzę, ale też odpowiedzialność – to ona zdecydowała się mi zaufać, a ja nie mogę tego zaufania zawieść.
– Otwórz usta – mówię.
Rozchyla wargi, a ja wkładam jej do ust dwa palce. Ssie je posłusznie, patrząc na mnie z dołu. Jej oczy są wilgotne, pełne pragnienia.
– Jesteś głodna – mówię. – Ale nie dostaniesz nic, dopóki nie zasłużysz.
Wycofuję palce i sięgam po pejcz. To skórzany, elastyczny instrument – bolesny, ale nie pozostawiający trwałych śladów, jeśli używa się go umiejętnie. Lena widzi go i wstrzymuje oddech.
– Pochyl się – mówię. – Dłonie na podłodze.
Przyjmuje pozycję na czworakach, a ja staję za nią. Przesuwam końcówką pejcza po jej plecach, po pośladkach, po udach. Czuję, jak drży.
– Znasz zasadę – mówię. – Jedno uderzenie za każde przewinienie. Dziś masz trzy.
– Tak, Panie – szepcze.
– Pierwsze – mówię i uderzam.
Pejcz świszcze w powietrzu i ląduje na jej pośladkach. Lena krzyczy – krótko, głośno – a na skórze pojawia się czerwony ślad.
– Drugie – mówię i uderzam ponownie, nieco niżej.
Tym razem jęczy, wbijając palce w podłogę. Jej ciało napina się, ale nie ucieka.
– Trzecie – mówię i uderzam w to samo miejsce, potęgując ból.
Lena płacze – cicho, bezgłośnie – a ja podchodzę do niej, klękam i obejmuję ją ramionami.
– Dobrze – mówię cicho. – Bardzo dobrze. Jesteś dzielna.
Przytulam ją, głaszcząc po włosach, a ona wtula się we mnie, szlochając. To ważny moment – po bólu przychodzi czułość. To buduje zaufanie.
– Chcesz kontynuować? – pytam.
– Tak, Panie – odpowiada, ocierając łzy. – Chcę.
Prowadzę ją do krata. Unoszę jej ręce i przypinam kajdanki do łańcuchów, które zwisają z sufitu. Jej ciało jest teraz wyciągnięte, bezbronne, całkowicie w mojej mocy.
– Dziś nauczę cię czegoś nowego – mówię, sięgając po klamerki. – To będą twoje sutki. I twoje wargi sromowe.
Lena patrzy na klamerki z przestrachem, ale nie protestuje. Wie, że to część gry. Wie, że może powiedzieć "stop", jeśli będzie za dużo. Ale nie chce.
Przyczepiam pierwszą klamerkę do jej sutka. Krzyczy – krótko, przeszywająco – a ja czekam, aż jej oddech się uspokoi. Potem druga. Potem dwie na wargi sromowe – delikatnie, ale stanowczo.
– Pięknie wyglądasz – mówię, cofając się, by podziwiać efekt. – Czerwone ślady na białej skórze. Idealne.
Podchodzę do niej i przesuwam dłonią po jej udzie. Czuję, jak drży, jak jej mięśnie napinają się w oczekiwaniu.
– Teraz – mówię – zrobimy coś, co sprawi, że zapomnisz o wszystkim innym.
Wyciągam z szuflady wibrator – duży, silny, z pilotem. Lena patrzy na niego z mieszanką podniecenia i niepokoju.
– Wsunę go w ciebie – mówię. – I będę kontrolował jego prędkość. Będziesz czuła wszystko, ale nie będziesz mogła nic zrobić. Zrozumiałaś?
– Tak, Panie – szepcze.
Wkładam wibrator w nią powoli, a ona jęczy, gdy wypełnia ją całkowicie. Włączam go na niską prędkość, a ona wzdycha, odchylając głowę do tyłu.
– Za każdym razem, gdy powiesz "proszę" – mówię – zwiększę prędkość. Ale jeśli powiesz to bez mojego pozwolenia, zmniejszę ją. Zasady są proste.
Zaczynam bawić się nią – włączam wibrator na średnią prędkość, a potem wyłączam go nagle. Lena jęczy z frustracji, poruszając biodrami, próbując znaleźć ulgę.
– Proszę, Panie – błaga.
– Nie pozwoliłem ci mówić – odpowiadam, zmniejszając prędkość.
– Przepraszam, Panie – szepcze.
– Za karę – mówię – dostaniesz dziesięć uderzeń rózgą.
Wyciągam rózgę – cienką, elastyczną, która pozostawia ostre, piekące ślady. Lena wstrzymuje oddech, gdy przesuwam nią po jej plecach.
– Licz – mówię.
Pierwsze uderzenie. – Jeden – szepcze.
Drugie. – Dwa.
Trzecie. – Trzy.
Czwarte. – Cztery.
Piąte. – Pięć.
Szóste. – Sześć.
Siódme. – Siedem.
Ósme. – Osiem.
Dziewiąte. – Dziewięć.
Dziesiąte. – Dziesięć.
Lena płacze, ale jej ciało jest wilgotne, a wibrator wciąż w niej pracuje. Czuję, że jest blisko granicy – zarówno fizycznej, jak i psychicznej.
– Jeszcze nie – mówię, wyłączając wibrator. – Nie pozwolę ci skończyć. Dopóki nie udowodnisz, że zasługujesz.
Zdejmuję klamerki – szybko, jednym ruchem – a Lena krzyczy, gdy krew napływa z powrotem do wrażliwych miejsc. Masuję jej sutki, przynosząc ulgę, a potem włączam wibrator na pełną moc.
– Teraz – mówię. – Teraz możesz skończyć. Ale chcę, żebyś patrzyła mi w oczy.
Lena podnosi wzrok, a ja widzę w jej oczach łzy, ból i niesamowitą, czystą ekstazę. Jej ciało napina się, a ona krzyczy, gdy orgazm przetacza się przez nią jak fala.
– Dobrze – mówię, wyłączając wibrator i rozpinając kajdanki. – Bardzo dobrze.
Obejmuję ją, gdy osuwa się na podłogę, i trzymam ją w ramionach, aż przestaje drżeć. Głaszczę ją po włosach, szepcząc czułe słowa.
– Jesteś niesamowita – mówię. – Jestem z ciebie dumny.
– Dziękuję, Panie – szepcze, wtulając się we mnie.
Po wszystkim przenoszę ją na kanapę i okrywam kocem. Podaję jej wodę, a potem siadam obok, trzymając ją za rękę.
– Jak się czujesz? – pytam.
– Spełniona – odpowiada. – Ale też... inna. Jakbym odkryła coś nowego o sobie.
– Bo odkryłaś – mówię. – To jest właśnie piękno tej gry. Nie chodzi o ból. Chodzi o zaufanie. O to, by oddać komuś kontrolę i wiedzieć, że on cię nie zawiedzie.
Lena uśmiecha się, a w jej oczach widzę coś, czego nie widziałem wcześniej – głębokie, prawdziwe oddanie.
– Chcę więcej – mówi. – Chcę nauczyć się wszystkiego.
– Nauczę cię – odpowiadam. – Ale pamiętaj – to nie jest zabawa. To styl życia. I wymaga pełnego zaangażowania.
– Jestem gotowa – mówi.
I wiem, że mówi prawdę.
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?