Ona i Pan
Miała dwadzieścia dziewięć lat, długie, ciemne włosy i ciało, które znało smak bólu i przyjemności. Ale to, co działo się w tym pokoju, było czymś więcej niż tylko zabawą. To była jej ucieczka, jej prawda, jej najgłębsza tajemnica.
On miał czterdzieści lat, siwe włosy na skroniach i oczy, które potrafiły rozkazywać bez słów. Był jej Panem, a ona Jego własnością. Spotykali się w podziemnym klubie, gdzie ściany były wyłożone skórą, a w powietrzu unosił się zapach wosku, gumy i pożądania.
— Klęknij — powiedział, a jego głos był niski, stanowczy.
Uklękła przed nim, spuszczając wzrok. Miała na sobie tylko czarny, skórzany gorset, który ściskał jej talię, i obrożę na szyi, która była symbolem jej przynależności. Jej dłonie spoczywały na udach, a ona czekała na jego rozkazy.
— Jesteś moja — powiedział, chwytając ją za podbródek i unosząc jej twarz. — Prawda?
— Tak, Panie — wyszeptała.
— I zrobisz wszystko, co ci każę?
— Tak, Panie.
Uśmiechnął się, a potem wyciągnął z kieszeni skórzany pejcz. Przesunął nim po jej policzku, a ona wstrzymała oddech. Czuła jego dotyk na skórze, delikatny, ale obiecujący ból.
— Pochyl się — rozkazał.
Pochyliła się, opierając dłonie na podłodze. Jej pośladki były uniesione, a on stanął za nią. Przesunął dłonią po jej plecach, a potem w dół, na jej pośladki. Ścisnął je mocno, a ona jęknęła.
— Byłaś niegrzeczna — powiedział. — Wiesz o tym?
— Tak, Panie — wyszeptała.
— Zasługujesz na karę.
Pierwsze uderzenie pejczem spadło na jej pośladki. Ból rozszedł się po jej ciele, ale wraz z nim przyszła fala podniecenia. Jęknęła, zaciskając dłonie w pięści.
— Licz — rozkazał.
— Raz, Panie.
Drugie uderzenie. Trzecie. Czwarte. Każde z nich było mocniejsze, a ona liczyła, czując, jak jej ciało płonie. Ale nie chciała, żeby przestał. Chciała więcej.
— Dziesięć — wyszeptała, gdy ostatnie uderzenie spadło na jej skórę.
— Dobra dziewczynka — powiedział, głaszcząc ją po zaczerwienionych pośladkach. — A teraz wstań.
Wstała, a on podszedł do niej. Jego dłonie powędrowały na jej piersi, a on zacisnął palce na jej sutkach, ściskając je mocno. Jęknęła, wyginając plecy w łuk.
— Jesteś moja — powiedział, a jego głos był chrapliwy. — I zrobisz, co ci każę.
— Tak, Panie.
— Połóż się na stole.
Stół był drewniany, zimny, a ona położyła się na nim, czując, jak skóra przywiera do jej ciała. On podszedł do niej z linami w dłoniach. Związał jej nadgarstki, a potem kostki, rozkładając ją na stole w pozycji, która czyniła ją całkowicie bezbronną.
— Piękna — wyszeptał, przesuwając dłonią po jej ciele. — Moja piękna, bezbronna własność.
Jego dłonie powędrowały na jej uda, a on rozsunął je szeroko. Pochylił się i wziął jej wilgotny środek do ust, a ona krzyknęła, czując, jak jego język wdziera się w nią. Lizał ją powoli, dokładnie, a ona wiła się na stole, związana, bezradna.
— Proszę, Panie — jęknęła. — Proszę.
— O co prosisz?
— O więcej.
— Dostaniesz więcej.
Wyciągnął z szuflady wibrator i włączył go. Jego wibracje wypełniły pokój, a on przyłożył go do jej łechtaczki. Krzyknęła, wyginając plecy w łuk, ale on odsunął go, zanim osiągnęła orgazm.
— Nie — jęknęła. — Proszę.
— Nie zasłużyłaś jeszcze — powiedział. — Nie pozwolę ci skończyć, dopóki nie powiesz, że jesteś moja.
— Jestem twoja, Panie — wyszeptała. — Cała jestem twoja.
Uśmiechnął się i przyłożył wibrator z powrotem do jej ciała. Tym razem nie odsuwał go. Poruszał nim w rytmie, który doprowadzał ją do szaleństwa, a ona czuła, jak narasta w niej orgazm.
— Teraz — rozkazał.
Krzyknęła, osiągając orgazm, a jej ciało wygięło się w łuk. Ale on nie przestawał. Czekał, aż fala opadnie, a potem zaczął od nowa.
— Jeszcze raz — wyszeptał.
— Nie mogę — jęknęła.
— Możesz.
I miał rację. Jej ciało reagowało na każdy jego dotyk, a ona osiągała orgazm za orgazmem, czując, jak traci kontrolę. A potem on rozwiązał jej więzy i odwrócił ją na brzuch. Wszedł w nią bez ostrzeżenia, a ona krzyczała, czując, jak wypełnia ją w całości.
— Jesteś moja — wyszeptał, poruszając się w niej mocno, głęboko.
— Tak, Panie — jęknęła. — Jestem twoja.
Kiedy skończył, opadł na nią, dysząc. Jego dłonie spoczywały na jej plecach, a on głaskał ją delikatnie, kontrastując z brutalnością, która miała miejsce przed chwilą.
— Dobra dziewczynka — wyszeptał. — Moja dobra dziewczynka.
Uśmiechnęła się, czując, jak ciepło rozchodzi się po jej ciele. Wiedziała, że to nie był koniec. Wiedziała, że wróci. Bo w tym pokoju, w tych więzach, w tym bólu i przyjemności, czuła się bardziej żywa niż gdziekolwiek indziej.
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?