Pani i jej niewolnik

Marta zawsze wiedziała, czego chce. Już jako mała dziewczynka decydowała, w co się bawić, kto jest kim w jej wyimaginowanych światach, i kto ma rację. Ta pewność siebie przeszła w dorosłość, ale dopiero kilka lat temu odkryła, że jej pragnienia sięgają znacznie głębiej, niż mogłaby przypuszczać.

Była trzydziestopięcioletnią adwokatką, która w ciągu dnia wygrywała procesy, łamała mężczyzn w sądzie i nie zostawiała na nich suchej nitki. Ale to, co działo się w zaciszu jej mieszkania na ostatnim piętrze wieżowca w centrum Warszawy, było jej sekretem – i jej prawdziwą władzą.

Tego wieczoru miała gościa. Nie po raz pierwszy, ale zawsze czuła ten sam dreszcz podniecenia, gdy myślała o tym, co go czeka. Jego imię brzmiało Michał – trzydziestolatek, wysoki, umięśniony, z twarzą, która mogłaby zdobić okładki magazynów. Na co dzień dyrektor finansowy wielkiej korporacji, mężczyzna, któremu setki ludzi podlegały. Ale tutaj, w jej królestwie, był nikim. Był jej własnością.

Drzwi otworzyły się, gdy tylko zapukał. Stała w nich Marta – w czarnej, skórzanej sukience, która opinała jej każdy centymetr ciała, z wysokimi szpilkami i batem w dłoni. Jej ciemne włosy były upięte w ciasny kok, a oczy patrzyły na niego z góry, mimo że był od niej wyższy.

– Klęknij – powiedziała spokojnie, a jej głos nie znosił sprzeciwu.

Michał uklęknął na wycieraczce, spuszczając wzrok. Jego dłonie spoczęły na udach, a głowa opadła w dół.

– Dobrze. – Marta przeszła obok niego, stukając obcasami o marmurową podłogę. – Wejdź. Czołgaj się za mną.

Michał ruszył za nią na czworakach, czując na kolanach twardą posadzkę. Każdy ruch był dla niego upokorzeniem – i jednocześnie spełnieniem. Wiedział, że po tym, co go czeka, będzie czuł się lepiej niż po jakimkolwiek seksie z kobietą, która traktowała go jak równego sobie.

Marta zaprowadziła go do sypialni. W środku panował półmrok, rozświetlony jedynie kilkoma świecami. Na środku stało łóżko z czarną pościelą, a obok niego – drewniany krzyż, przy którym wisiały kajdanki. Na komodzie leżały różne akcesoria: pejcze, kajdany, klamerki, wosk, a nawet korki.

– Rozbierz się – rozkazała Marta, stając przed nim z założonymi rękami.

Michał powoli zdjął koszulę, potem spodnie, bokserki. Stał przed nią nagi, z opuszczonym wzrokiem, czując, jak jego ciało reaguje na jej spojrzenie. Był już twardy, chociaż wiedział, że nie ma prawa dotykać się bez jej pozwolenia.

– Pięknie – mruknęła Marta, obchodząc go dookoła, jakby oglądała dzieło sztuki. – Ale musisz nauczyć się dyscypliny. Dziś przekroczysz pewną granicę.

Podeszła do krzyża i skinęła na niego.

– Podejdź.

Michał stanął przed krzyżem, a Marta uniosła jego ręce, spinając je w kajdanki. Potem zrobiła to samo z nogami, rozkładając je szeroko. Był teraz całkowicie bezbronny – rozpięty na drewnie, nagi, na jej łasce.

– Powiedz, czego chcesz – wyszeptała mu do ucha, jej oddech był gorący na jego skórze.

– Chcę, żebyś mnie ukarała – odpowiedział, a jego głos drżał.

– Jak chcesz, żebym cię ukarała?

– Biczem. Twoim biczem.

Marta uśmiechnęła się. Odeszła, wzięła do ręki czarny, skórzany bicz i wróciła do niego. Przesunęła nim po jego klatce piersiowej, po brzuchu, po udzie – drażniąc, obiecując.

– Policzysz każdy raz – powiedziała. – Jeśli się pogubisz, zaczniemy od nowa.

Zamachnęła się. Bicz świsnął w powietrzu i uderzył go w bok, zostawiając czerwony ślad. Michał syknął, zaciskając zęby, ale nie jęknął.

– Jeden – wyszeptał.

– Dobrze.

Kolejne uderzenie. Potem następne. I następne. Każde zostawiało na jego skórze ślad, który piekł i jednocześnie rozpalał go do granic możliwości. Jego ciało było pokryte czerwonymi pręgami, a on liczył dalej – dziesięć, piętnaście, dwadzieścia.

– Dwadzieścia – wysapał, gdy Marta opuściła bicz.

– Niezły z ciebie twardziel – powiedziała z uznaniem. – Ale to dopiero początek.

Odłożyła bicz i podeszła do komody. Wyjęła z niej klamerki – małe, srebrne, z łańcuszkiem. Podeszła do niego i przypięła jedną do jego sutka. Michał wciągnął powietrze, czując ostre ukłucie. Druga klamerka – do drugiego sutka. Potem Marta połączyła je łańcuszkiem, który delikatnie pociągnęła, sprawiając, że Michał jęknął.

– Pięknie wyglądasz – mruknęła, cofając się, by podziwiać swoje dzieło. – Jak moja własność. Bo nią jesteś, prawda?

– Tak, Pani – wyszeptał.

– Głośniej.

– TAK, PANI!

– Dobrze.

Marta podeszła do niego z przodu. Uklękła, patrząc mu prosto w oczy, a potem pochyliła się i wzięła jego penisa do ust. Michał jęknął głośno, odchylając głowę do tyłu. Jej język był gorący, zwinny, a ona bawiła się nim, drażniąc go, doprowadzając do szaleństwa, ale nie pozwalając mu dojść.

– Nie kończ – mruknęła, odrywając się na moment. – Nie masz pozwolenia.

– Obiecuję, Pani – wysapał.

Marta wstała, podeszła do komody i wzięła do ręki świecę. Zapaliła ją, a potem pochyliła się nad nim.

– Czas na wosk – powiedziała cicho, przechylając świecę.

Gorąca kropla spadła na jego klatkę piersiową, tuż obok klamerki. Michał syknął, ale nie poruszył się. Kolejna kropla – na brzuch. Potem na udo. Każda z nich była małym, przeszywającym bólem, który mieszał się z przyjemnością w sposób, który trudno było opisać słowami.

– Jesteś taki posłuszny – szepnęła Marta, przechylając świecę nad jego penisa. – Taki grzeczny. Może zasługujesz na nagrodę?

– Tak, Pani. Proszę.

Marta uśmiechnęła się, odstawiła świecę i podeszła do niego. Rozpięła kajdanki na jego nogach, a potem na rękach. Michał osunął się na kolana, czując, jak jego ciało drży z wyczerpania i podniecenia.

– Połóż się na łóżku – rozkazała.

Michał wstał i położył się na czarnej pościeli, patrząc na nią. Marta zdjęła sukienkę, odsłaniając swoje ciało – jędrne piersi, wąską talię, biodra, które kołysały się, gdy szła w jego stronę. Podeszła do łóżka i usiadła na nim okrakiem, nad jego twarzą.

– Pracuj na swoją nagrodę – powiedziała, a on bez wahania uniósł głowę i przywarł ustami do jej wnętrza.

Jego język odnalazł jej łechtaczkę, a ona jęknęła, odchylając głowę do tyłu. Jej dłonie wpiły się w jego włosy, prowadząc go, kierując. Jęczała coraz głośniej, a jej biodra poruszały się w rytmie jego języka.

– Nie przestawaj – wysapała. – Nie waż się przestać.

Michał nie przestawał. Jego język pracował, ssąc, liżąc, drażniąc, aż poczuł, jak jej ciało napina się, a potem eksploduje w orgazmie, który wstrząsnął nią całą. Jęknęła głośno, przyciskając jego twarz do siebie, a on czuł, jak jej wilgoć spływa po jego brodzie.

Kiedy w końcu opadła na łóżko obok niego, oddychając ciężko, spojrzała na niego z satysfakcją.

– Jesteś moją najlepszą zabawką – powiedziała cicho, gładząc go po policzku. – A teraz chodź tu. Zasłużyłeś na nagrodę.

Przyciągnęła go do siebie i pocałowała – głęboko, zachłannie, dając mu poczuć smak jej orgazmu. Potem pochyliła się nad nim, biorąc go do ust, a on jęknął, czując, jak jego ciało reaguje natychmiast.

– Chcę, żebyś doszedł w moich ustach – wyszeptała. – Zrób to dla mnie.

Michał nie musiał długo czekać. Po kilku minutach jej zwinnego języka, jego ciało naprężyło się, a on jęknął głośno, dochodząc w jej ustach. Marta połknęła, nie odrywając od niego wzroku, a potem uśmiechnęła się, wycierając kącik ust.

– Widzisz? – powiedziała, kładąc się obok niego i gładząc jego pokryte pręgami ciało. – Posłuszeństwo ma swoje nagrody.

Michał zamknął oczy, czując na skórze pieczenie śladów, a w środku – głębokie, satysfakcjonujące spełnienie.

– Dziękuję, Pani – wyszeptał.

Marta uśmiechnęła się, przytulając go do siebie.

– Śpij. Jutro zaczynamy od nowa.

Michał obudził się z uczuciem ciepła na skórze. Poranne słońce wpadało przez ogromne okno, oświetlając sypialnię złotym blaskiem. Leżał na brzuchu, a jego plecy wciąż piekły od wczorajszych śladów – ale to było przyjemne pieczenie, które przypominało mu o tym, do kogo należy.

Obok niego spała Marta. Jej ciemne włosy rozsypane były na poduszce, a twarz wyglądała na spokojną, niemal niewinną – zupełnie inna niż wczoraj, gdy trzymała w dłoni bicz i patrzyła na niego z góry. Michał uśmiechnął się, czując, jak jego serce bije szybciej. Wiedział, że ta kobieta jest dla niego wszystkim – i że oddałby jej całe życie, gdyby tylko chciała.

Marta otworzyła oczy, jakby wyczuła jego spojrzenie. Spojrzała na niego, a na jej ustach pojawił się leniwy uśmiech.

– Dzień dobry, niewolniku – powiedziała cicho, przeciągając się jak kotka. – Wyspałeś się?

– Tak, Pani – odpowiedział, spuszczając wzrok.

– Dobrze. Bo dzisiaj czeka cię ciężki dzień.

Marta wstała z łóżka, naga, nie spiesząc się. Podeszła do szafy i wyjęła z niej długi, czarny szlafrok, który zarzuciła na ramiona. Potem odwróciła się do niego.

– Wstań. Uklęknij przy łóżku i czekaj na moje instrukcje.

Michał posłuchał bez wahania. Uklęknął na podłodze, ze wzrokiem wbitym w ziemię, słysząc, jak Marta wychodzi z sypialni. Z kuchni dobiegały odgłosy parzenia kawy, a potem jej głos:

– Opowiedz mi, co czułeś wczoraj, gdy cię biłam.

Michał przełknął ślinę. Wiedział, że to część gry – że Marta chce usłyszeć, jak on opisuje swoje uczucia, jak się przed nią otwiera.

– Czułem ból, Pani – zaczął cicho. – Ale ten ból był… piękny. Czułem, jak każdy raz, każdy ślad, sprawia, że jestem bardziej Twój. Że należę do Ciebie całkowicie.

Zapadła cisza. Potem usłyszał jej kroki – zbliżała się do niego z kubkiem kawy w dłoni. Stanęła przed nim, patrząc na niego z góry.

– Podnieś wzrok.

Michał uniósł głowę, patrząc jej w oczy. Widział w nich coś, co go przerażało i podniecało jednocześnie – głęboką, władczą satysfakcję.

– Jesteś piękny, gdy się otwierasz – powiedziała, przechylając kubek. Kropla gorącej kawy spadła na jego ramię, a on syknął, ale nie poruszył się. – Tak. Dokładnie tak. Masz być posłuszny, nawet gdy boli.

Odstawiła kubek i podeszła do szafy w przedpokoju. Wyjęła z niej skórzany kołnierz – szeroki, czarny, z metalowym kółkiem. Wróciła do niego i zapięła mu go na szyi, zaciskając tak, by czuł jego obecność przy każdym ruchu.

– Dzisiaj pójdziemy na spacer – powiedziała, a w jej głosie słychać było rozbawienie. – Ale najpierw musisz się przygotować.

Michał wiedział, co to znaczy. Marta wyprowadzała go czasem na dach budynku, gdzie miał jej towarzyszyć – nagi, na smyczy, jak pies. To było jego ulubione upokorzenie – i jego największe podniecenie.

– Wstań – rozkazała.

Michał wstał. Marta podeszła do niego, sięgając po smycz, którą przypięła do kółka na kołnierzu. Pociągnęła delikatnie, prowadząc go w stronę drzwi.

– Na dach – powiedziała. – A potem zobaczymy, czy zasłużysz na nagrodę.

Wyszli na klatkę schodową – Marta w eleganckim czarnym płaszczu, z wysoko upiętymi włosami, wyglądająca jak królowa. Michał szedł za nią nago, na smyczy, czując na sobie chłodne powietrze korytarza. W windzie Marta stanęła za nim, a jej dłoń wsunęła się między jego nogi, ściskając go.

– Widzę, że ci się podoba – wyszeptała mu do ucha. – Jesteś taki przewidywalny.

Na dachu wiał chłodny wiatr. Miasto rozpościerało się pod nimi – setki świateł, dźwięki ruchu ulicznego. Marta podeszła do balustrady, a Michał uklęknął obok niej, czując na skórze zimno i podniecenie jednocześnie.

– Patrz na miasto – powiedziała. – Patrz i pomyśl, ilu z tych ludzi żyje w nudzie, w rutynie, w bezpieczeństwie. A ty? Ty masz to, czego oni nigdy nie zrozumieją. Ty masz mnie.

Michał patrzył na miasto, czując, jak słowa Marty przenikają go do szpiku kości. Wiedział, że ma rację. To, co ich łączyło, było czymś więcej niż seksem – to była gra o władzę, zaufanie, całkowite oddanie.

– Wróćmy do środka – powiedziała Marta po chwili. – Mam dla ciebie coś specjalnego.

Wrócili do mieszkania. Marta zaprowadziła go do sypialni, gdzie na łóżku leżały już przygotowane akcesoria – kajdanki, pejcz, klamerki, a także coś, czego Michał nie widział wcześniej: szeroki, skórzany pas z metalowymi kolcami.

– Widzisz to? – zapytała Marta, biorąc pas do ręki. – To mój nowy nabytek. Chcę go na tobie wypróbować.

Michał przełknął ślinę, czując, jak jego serce bije szybciej. Skinął głową.

– Tak, Pani.

Marta podeszła do niego i owinęła pas wokół jego penisa, zaciskając go. Kolce wbiły się w skórę, powodując ostry ból, który mieszał się z podnieceniem. Michał jęknął, zaciskając zęby.

– Pięknie – mruknęła Marta, cofając się, by podziwiać swoje dzieło. – Teraz każdy twój ruch będzie przypominał ci, do kogo należysz.

Podeszła do niego i pocałowała go – głęboko, zachłannie. Jej dłoń zsunęła się na pas, ściskając go, a Michał jęknął w jej usta, czując, jak ból i przyjemność mieszają się w jedno.

– Chcę, żebyś doszedł dla mnie – wyszeptała, odrywając się od niego. – Ale nie dotkniesz się. Zrobisz to tylko moim głosem.

Michał zamknął oczy, słuchając jej szeptu. Marta mówiła do niego – cicho, władczo, opowiadając mu, jaki jest posłuszny, jaki jest piękny, jak bardzo go pragnie. Jej słowa były jak dotyk, jak pieszczota, jak bicz i nagroda jednocześnie.

– Zrób to – wyszeptała na koniec. – Dla mnie.

I Michał to zrobił. Jego ciało naprężyło się, a on jęknął głośno, dochodząc bez dotyku, czując, jak orgazm wstrząsa nim całym. Kolce pasa wbiły się w jego skórę, potęgując doznanie, aż opadł na kolana, dysząc ciężko.

Marta uklękła obok niego, gładząc go po głowie.

– Widzisz? – powiedziała cicho. – Jesteś doskonały. Moja doskonała zabawka.

Michał spojrzał na nią, a w jego oczach była miłość, oddanie i głęboka wdzięczność.

– Dziękuję, Pani.

Marta uśmiechnęła się, pocałowała go w czoło i wstała.

– A teraz odpocznij. Jutro czeka cię kolejna próba.

Oceń tę historię:

Bądź pierwszą osobą, która oceni.

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?

Dodaj komentarz

Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora.

Więcej z kategorii: BDSM

Zobacz wszystkie →