Grecja
To miały być zwykłe wakacje na greckiej wyspie. Słońce, morze, ouzo i leniwe popołudnia na plaży. Wynajęli mały, biały domek z tarasem wychodzącym na zatokę, z dala od turystycznych tłumów. Ona miała trzydzieści jeden lat, on trzydzieści pięć. Byli razem od pięciu lat, ale ostatnie miesiące były trudne. Praca, obowiązki, rutyna. To miały być wakacje, które ich odbudują.
Pierwszego dnia po prostu odpoczywali. Leżeli na plaży, pływali w krystalicznie czystej wodzie, jedli świeże owoce i ryby w tawernie. Wieczorem wrócili do domku, zmęczeni słońcem, i zasnęli, przytuleni do siebie, bez słowa.
Drugiego dnia on zaproponował wycieczkę łodzią do ukrytej zatoki, o której opowiadał im miejscowy rybak. Wynajęli małą, drewnianą łódkę i popłynęli wzdłuż wybrzeża, mijając strome klify i dzikie plaże. Po godzinie dotarli do miejsca, które wyglądało jak z pocztówki. Mała, piaszczysta plaża otoczona skałami, z jednym tylko drzewem oliwnym rosnącym tuż przy wodzie. Nie było tam nikogo. Absolutnie nikogo.
Ona weszła do wody, która była ciepła i spokojna. On popłynął za nią, a gdy się odwróciła, był tuż obok. Jego dłonie spoczęły na jej talii, a on pocałował ją, delikatnie, ale z rosnącą namiętnością. Woda otaczała ich ciała, a słońce pieściło ich skórę.
— Kocham cię — wyszeptał, a ona poczuła, jak te słowa rozchodzą się po jej ciele.
— Ja ciebie też — odpowiedziała.
Jego dłonie przesunęły się niżej, na jej pośladki, a on przyciągnął ją do siebie. Poczuła jego twardniejący członek przez cienki materiał kostiumu. Odsunęła się na chwilę, spojrzała mu w oczy, a potem zdjęła górę od bikini. Jej piersi uwolniły się, a on westchnął, patrząc na nią.
— Jesteś piękna — powiedział.
— Płyńmy na plażę — wyszeptała.
Wyszli z wody, a ona położyła się na ciepłym piasku, w cieniu drzewa oliwnego. On uklęknął obok niej, a jego dłonie powędrowały po jej mokrej skórze. Zsunął jej dół bikini, a ona uniosła biodra, pomagając mu. Gdy była już naga, pochylił się i pocałował jej brzuch, a potem przesuwał ustami niżej, aż dotarł do jej wilgotnego środka.
Jego język był gorący, a ona jęknęła, wplatając palce w jego włosy. Lizał ją powoli, dokładnie, a ona czuła, jak narasta w niej fala przyjemności. Jej ciało napinało się, a ona unosiła biodra w rytmie jego języka.
— Nie przestawaj — wyszeptała, a on nie przestawał.
Doprowadził ją do orgazmu, który wstrząsnął jej ciałem, a ona krzyczała, nie zważając na to, że ktoś mógłby ich usłyszeć. Ale nie było nikogo. Tylko oni, słońce, morze i piasek.
On zdjął swoje bokserki, a ona spojrzała na jego twardy członek. Przyciągnęła go do siebie, a on położył się na niej, rozchylając jej uda. Wszedł w nią powoli, a ona jęknęła, czując, jak wypełnia ją w całości.
— Tak — wyszeptała. — Właśnie tak.
Zaczął się poruszać, powoli, głęboko. Jego ruchy były rytmiczne, jak fale morza, które rozbijały się o brzeg. Ona obejmowała go nogami, przyciągając go do siebie, a jej dłonie spoczywały na jego plecach, czując, jak pracują jego mięśnie.
— Kocham cię — powtórzył, a jego głos był zduszony.
— Ja ciebie też — odpowiedziała, a jej ciało wygięło się w łuk.
Przyspieszył, a ona czuła, jak narasta w niej kolejna fala. Tym razem silniejsza, bardziej intensywna. Jego ruchy były mocne, głębokie, a ona krzyczała, osiągając orgazm w tym samym momencie co on.
Opadli oboje na piasek, dysząc, spoceni. On przytulił ją do siebie, a ona wtuliła twarz w jego szyję. Słońce powoli chowało się za horyzontem, malując niebo na pomarańczowo i różowo.
— To były najlepsze wakacje w moim życiu — wyszeptała.
— To dopiero drugi dzień — odpowiedział, uśmiechając się.
— Wiem — powiedziała. — I mam przeczucie, że będzie jeszcze lepiej.
I miała rację. Przez kolejne dni odkrywali siebie na nowo. W domku, na plaży, w wodzie, pod gwiazdami. Każdego wieczoru, gdy słońce zachodziło, a oni leżeli przytuleni na tarasie, ona czuła, że to miejsce, te wakacje, na zawsze zmienią ich związek.
Ale to, co wydarzyło się ostatniego dnia, przeszło ich najśmielsze oczekiwania.
Był ich ostatni wieczór na wyspie. Siedzieli na tarasie, pijąc lokalne wino, gdy on wstał nagle i wyciągnął do niej rękę.
— Chodź — powiedział. — Mam coś dla ciebie.
Zaprowadził ją na plażę, która nocą była zupełnie pusta. Na piasku leżał koc, a na nim kilka świec, które rzucały migoczące światło. W powietrzu unosił się zapach jaśminu.
— Co to? — zapytała, zaskoczona.
— Nasza ostatnia noc — odpowiedział. — Chcę, żeby była wyjątkowa.
Położyli się na kocu, a on zaczął całować ją powoli, delikatnie, od ust, przez szyję, aż do brzucha. Jego dłonie pieściły jej ciało, a ona czuła, jak każde dotknięcie rozpala w niej ogień. Rozebrał ją, a potem siebie, a ich ciała splotły się w tańcu, który trwał godzinami.
Nie spieszyli się. Każdy dotyk, każdy pocałunek, każde spojrzenie było nasycone emocją, która narastała przez cały tydzień. Ona czuła, jak jego język przesuwa się po jej ciele, jak jego palce odnajdują miejsca, które znał już doskonale. A kiedy w końcu wszedł w nią, spojrzał jej w oczy i wyszeptał:
— Zostań ze mną. Na zawsze.
— Zostanę — odpowiedziała.
I w tym momencie, pod greckim niebem, otoczeni blaskiem świec i szumem morza, wiedziała, że to nie są tylko wakacje. To był początek czegoś nowego, czegoś, co miało trwać wiecznie.
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?