Patrzeć i milczeć - część 3
Gdy skończyli, Marek kazał mi umyć Ewę. Tym razem było dwóch mężczyzn, a ja musiałem zmyć z niej oba zapachy
Minęło pięć miesięcy. Pięć miesięcy, podczas których stałem się kimś, kogo sam nie poznawałem. Kimś, kto z utęsknieniem czekał na sobotnie wieczory. Kimś, kto planował swój tydzień wokół wizyt Marka. Kimś, kto nauczył się czerpać przyjemność z własnego upokorzenia.
Ewa była szczęśliwsza niż kiedykolwiek. Jej skóra promieniała, oczy błyszczały, a uśmiech nie schodził jej z twarzy. W ciągu dnia była dla mnie czuła – przytulała mnie, całowała, dziękowała za zrozumienie. Ale nocami należała do Marka. I wiedziałem, że to już nie jest dla dobra naszego małżeństwa. To jest dla mnie. Dla tej chorej, niezdrowej potrzeby, która rozkwitła we mnie jak rak.
Pewnego wieczoru, gdy Marek przyszedł wcześniej niż zwykle, Ewa jeszcze nie wróciła z pracy. Siedzieliśmy w salonie, pijąc whisky, a ja czułem, jak napięcie między nami rośnie. Marek patrzył na mnie w szczególny sposób – jakby ważył coś w myślach.
– Robercie – zaczął. – Chcę ci coś zaproponować.
– Słucham.
– Zauważyłem, że coraz bardziej angażujesz się w nasze spotkania. Że nie tylko patrzysz, ale i uczestniczysz. I myślę, że nadszedł czas, byś zrobił kolejny krok.
– Jaki krok?
Marek uśmiechnął się – zimno, zwycięsko. Postawił szklankę na stole i pochylił się w moją stronę.
– Chcę, żebyś posprzątał po nas. Chcę, żebyś po każdym spotkaniu mył Ewę. Chcę, żebyś zmywał ze mnie jej zapach, jej wilgoć, jej orgazmy. Chcę, żebyś był tym, który dba o nią po tym, jak ja ją zaspokoję.
Poczułem, jak serce wali mi w piersi. To było kolejne upokorzenie – jeszcze głębsze, jeszcze bardziej bolesne. Ale jednocześnie poczułem znajome ukłucie podniecenia.
– Dlaczego? – zapytałem, choć znałem odpowiedź.
– Bo to twoja rola, Robercie. Jesteś jej mężem. Jesteś tym, który ją kocha, który się nią opiekuje. Ja daję jej przyjemność, ale ty dajesz jej bezpieczeństwo. I chcę, żebyś to zrozumiał. Chcę, żebyś zaakceptował swoją rolę.
Przełknąłem ślinę. Wiedziałem, że jeśli się zgodzę, przekroczę kolejną granicę, z której nie ma powrotu. Ale wiedziałem też, że nie potrafię odmówić.
– Dobrze – wyszeptałem. – Zrobię to.
Kiedy Ewa wróciła, Marek powiedział jej o naszej umowie. Spojrzała na mnie z wdzięcznością w oczach, a potem pocałowała mnie w policzek.
– Dziękuję, Robercie – szepnęła. – Jesteś najlepszym mężem, jakiego mogłam sobie wymarzyć.
Tej nocy było inaczej. Marek był bardziej dominujący, bardziej bezwzględny. Kazał mi klęczeć przy łóżku, podczas gdy on brał Ewę. Kazał mi patrzeć, jak jej ciało wygina się pod jego pchnięciami, jak jej jęki wypełniają sypialnię. A potem, gdy skończył, kazał mi wziąć Ewę w ramiona i zanieść ją do łazienki.
– Umyj ją – powiedział. – Dokładnie. Chcę, żebyś zmył ze mnie każdy ślad.
Wziąłem Ewę na ręce – była lekka, ciepła, spocona. Zaniosłem ją do łazienki, włączyłem prysznic i stanąłem z nią pod strumieniem wody. Moje dłonie przesuwały się po jej skórze, myjąc ją delikatnie, czule. Czułem jej zapach – zmieszany z zapachem Marka. Czułem, jak jej ciało drży pod moimi palcami.
– Kocham cię, Robercie – wyszeptała, opierając głowę o moją klatkę piersiową. – Kocham cię za to, co dla mnie robisz.
Nie odpowiedziałem. Ale przytuliłem ją mocniej, czując, jak łzy mieszają się z wodą spływającą po mojej twarzy.
Część czwarta: Uwięziony
Kolejne tygodnie przyniosły jeszcze głębsze upokorzenia. Marek zaczął zostawać na noc. Spał w naszym łóżku, z Ewą w ramionach, a ja spałem na kanapie w salonie. Rano budziłem się, słysząc ich śmiech dochodzący z sypialni. Słyszałem, jak Ewa jęczy pod jego dotykiem. Słyszałem, jak mówi do niego czule – słowa, których nie mówiła do mnie od lat.
Ale nie mogłem nic zrobić. Wiedziałem, że jeśli zaprotestuję, jeśli spróbuję odzyskać kontrolę, stracę ją na zawsze. Ewa była szczęśliwa. Była spełniona. I to było dla mnie najważniejsze.
Pewnego wieczoru Marek zaprosił swojego przyjaciela – Tomasza. Był młodszy, może trzydzieści lat, wysportowany, z aroganckim uśmiechem. Ewa spojrzała na niego z zainteresowaniem, a ja poczułem, jak żołądek mi się ściska.
– Dziś będzie dwóch – powiedział Marek, patrząc mi prosto w oczy. – Chcę, żebyś patrzył, jak obaj ją zaspokajamy.
– Nie – wyszeptałem, ale mój głos był tak cichy, że nikt go nie usłyszał.
Ewa podeszła do Tomasza, kładąc dłoń na jego piersi. Uśmiechnęła się – tym samym uśmiechem, którym witała Marka za pierwszym razem. Poczułem, jak coś we mnie umiera.
– Chodź, Robercie – powiedziała, biorąc mnie za rękę. – Chcę, żebyś był przy tym.
Poszedłem za nimi do sypialni. Patrzyłem, jak Marek i Tomasz rozbierają Ewę, jak jej ciało lśni w świetle świec, jak jej jęki wypełniają pokój. Patrzyłem, jak jeden wchodzi w nią, podczas gdy drugi wkłada jej palce do ust. Patrzyłem, jak jego członek przesuwa się po jej wargach, a ona bierze go do ust, nie odrywając ode mnie wzroku.
– Widzisz, Robercie? – wysapała, wypluwając go na chwilę. – Widzisz, jak bardzo cię kocham? Jak bardzo ci ufam?
Nie odpowiedziałem. Nie mogłem. Czułem, jak łzy spływają mi po policzkach, a jednocześnie... czułem, jak moje ciało reaguje. Byłem twardy, mimo że serce krwawiło.
Gdy skończyli, Marek kazał mi umyć Ewę. Tym razem było dwóch mężczyzn, a ja musiałem zmyć z niej oba zapachy. Musiałem patrzeć, jak jej ciało drży pod moimi dłońmi, jak jej usta są opuchnięte, a uda mokre.
– Dziękuję, Robercie – wyszeptała, gdy kładłem ją do łóżka. – Jesteś najlepszym mężem na świecie.
Wyszedłem z sypialni i usiadłem w salonie, w ciemności. Słyszałem ich śmiech dochodzący zza drzwi. Słyszałem, jak Ewa rozmawia z Markiem i Tomaszem, jakby byli najlepszymi przyjaciółmi.
I wiedziałem, że to już nie jest dla dobra małżeństwa. To jest dla mnie. Dla tej chorej, niezdrowej potrzeby, która pochłonęła mnie całkowicie. Ale nie mogłem przestać. I nie chciałem.
Byłem uwięziony w tej roli – roli męża, który patrzy, milczy i sprząta po innych. I wiedziałem, że nie ma z tego powrotu.
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?