Biurowy Pies Prezesa
Jacek był legendą w branży – i to legendą budzącą przerażenie. Czterdziestopięcioletni prezes z żelazną dyscypliną, zimnym spojrzeniem i głosem, który potrafił zmiażdżyć pewność siebie każdego pracownika w sekundę. Gnębił swoich podwładnych, wymagał niemożliwego i nie znosił błędów. W oczach wszystkich był tyranem, człowiekiem z lodu, który nie posiadał żadnych słabości.
Ale Jacek miał sekret. Jego jedyną słabością była Maya – dwudziestodwuletnia sekretarka, która do firmy weszła zaledwie pół roku temu. Maya była piękna, ale jej prawdziwą bronią nie był wygląd, lecz instynkt. Szybko zauważyła, że za maską okrucieństwa prezesa kryje się desperacka, paląca potrzeba bycia zdominowanym. Zrozumiała, że im bardziej on terroryzuje świat na zewnątrz, tym bardziej pragnie zostać zmiażdżony w czterech ścianach swojego gabinetu.
Pewnego popołudnia, gdy Jacek zamknął drzwi swojego ogromnego biura i odsunął żaluzje, maska tyrana opadła. Maya nie stała przed nim z notesem w ręku. Stała z drapieżnym uśmiechem, ubrana w obcisłą, czarną spódniczkę i szpilki, które stukały o parkiet z groźną precyzją.
— Klękaj, Jacku — rzuciła krótko, a jej głos nie przypominał już głosu uległej sekretarki. Był zimny, rozkazujący i bezwzględny.
Jacek, ten sam człowiek, który pięć minut wcześniej krzyczał na dyrektora finansowego, bez słowa opadł na kolana. Jego oddech stał się szybki i płytki, a w oczach pojawił się błysk całkowitego oddania.
— Piesku... — szepnęła Maya, siadając na brzegu jego mahoniowego biurka i powoli zdejmując jedną z szpilek. — Twoim jedynym zadaniem na dzisiejszy wieczór jest sprawić, bym czuła się zadowolona. A zaczniesz od moich stóp.
Jacek pochylił się z nabożną czcią. Jego język zaczął lizać jej stopy, najpierw delikatnie, a potem coraz bardziej żarłocznie, wprost w zagłębienia palców i między nich. Maya patrzyła na niego z pogardą, która doprowadzała go do szaleństwa.
— Lizaj mocniej, ty nędzna kreaturo — rozkazała, lekko naciskając stopą na jego policzek, brudząc jego drogą twarz skórą swojej stopy. — Jesteś tylko psem, który chce być ukarany.
Kiedy Jacek był już całkowicie rozpalony, Maya pozwoliła mu dotknąć swojego ciała, ale na jej warunkach. Kazała mu rozebrać ją powoli, zmuszając do błagania o każdy centymetr odsłoniętej skóry. Gdy w końcu była naga i zasiadła na jego twarzy, Jacek poczuł, jak świat znika. Ssał jej cipkę z desperacją, jakby od tego zależało jego życie, podczas gdy ona szarpała go za włosy, kierując jego głowę tak, jak chciała.
W końcu Maya pozwoliła mu stanąć. Rozpiął spodnie, a jego kutas wyskoczył twardy i pulsujący. Ale Maya nie pozwoliła mu wejść w nią od razu. Chwyciła jego człon dłonią i zaczęła go stymulować w sposób, który doprowadzał go na skraj obłędu.
— Nie spuścisz się bez mojej zgody — syknęła, przyspieszając ruchy, a potem nagle przerywając w momencie, gdy Jacek zaczął drżeć z rozkoszy. — Czekaj. Błagaj mnie o to.
— Proszę... Maya... błagam, pozwól mi... — jęczał prezes firmy, całkowicie zdewastowany emocjonalnie i fizycznie.
Maya zaśmiała się z pogardą i z brutalną siłą pchnęła go na podłogę, po czym sama opadła na niego, wbijając się w siebie tak gwałtownie, że Jacek aż zakrztusił się z wrażenia. Ruchała go z bezlitosną energią, traktując jego ciało jak instrument do własnej przyjemności. Nie dbała o jego tempo, nie dbała o jego potrzeby – ona brała wszystko, co mogła z niego wycisnąć.
W momencie, gdy Jacek był o sekundę od spuszczania, Maya gwałtownie wysunęła się z niego i usiadła na jego piersi, blokując go.
— Jeszcze nie teraz, piesku — powiedziała z zimnym uśmiechem, patrząc na jego rozszerzone źrenice i drżące ciało. — Będziesz czekał w tym napięciu, aż ja postanowię, że jesteś godny.
Przez kolejne dwadzieścia minut Maya torturowała go ekstatycznym niedosytem, raz pozwalając mu poczuć jej wilgoć, a raz odsuwając się w ostatniej chwili. Jacek był w stanie całkowitego rozpadu – tyran stał się żebrakiem rozkoszy.
Gdy w końcu Maya poczuła swój własny orgazm, pozwoliła mu na finał.
— Teraz możesz to zrobić. Wypuść to wszystko, ty żałosny mężczyzno — rozkazała, dociskając go do ziemi.
Jacek wybuchnął potężnym, gwałtownym strumieniem nasienia, które trysnęło wysoko, podczas gdy on sam zapadł się w sobie z poczuciem całkowitej kapitulacji.
Maya wstała, ubrała się w ciszy i poprawiła spódniczkę. Spojrzała na leżącego na podłodze, nago i zdewastowanego prezesa.
— Jutro o dziewiątej rano chcesz raporty z kwartału, prawda? — zapytała z ironicznym uśmiechem. — Postaraj się nie spóźnić, piesku.
Wyszła z gabinetu, zostawiając Jacka w absolutnej ciszy, gdzie jedynym dźwiękiem był jego ciężki oddech i świadomość, że jutro znów będzie musiał grać rolę tyrana, by móc ponownie stać się jej niewolnikiem.
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?