Badanie z Zakazanym Owocem
Marta była w siódmym miesiącu ciąży. Jej brzuch był już wyraźnie okrągły i ciężki, co sprawiało, że czuła się jednocześnie piękna i niesamowicie wrażliwa. Mąż, Piotr, był idealnym partnerem – troskliwym, kochającym i niemal nabożnie traktującym jej stan. Jednak to właśnie ta nadopiekuńczość zaczęła Martę dusić. Piotr traktował ją jak porcelanową figurkę, unikając seksu z obawy, by nie zaszkodzić dziecku. Marta jednak czuła coś zupełnie przeciwnego: hormony ciąży zmieniły ją w prawdziwą sukubową bestię. Jej cipka była stale mokra, spuchnięta i domagała się brutalnego wypełnienia.
Doktor Adam był najlepszym ginekologiem w mieście. Miał czterdzieści lat, pewne siebie ruchy i dłonie, które budziły w Marcie dreszcze za każdym razem, gdy dotykały jej ciała. Był przystojny, z lekkim zarostem i spojrzeniem, które nie było tylko profesjonalne – on patrzył na nią tak, jakby widział przez materiał bielizny każdy centymetr jej pożądania.
Podczas kolejnej wizyty, gdy Marta położyła się na ginekologicznym fotelu, atmosfera w gabinecie zmieniła się. Zapach chloru i środków dezynfekcyjnych zmieszał się z ciężkim aromatem podniecenia.
— Wszystko wygląda prawidłowo, Marto — szepnął Adam, rozsuwając jej szeroko nogi i wprowadzając zimny wziernik.
Marta jęknęła, ale nie z powodu zimna. Czuła, jak jej ciało reaguje na obecność mężczyzny. Gdy Adam wyciągnął wziernik i zaczął badać ją palcami, Marta nie wytrzymała. Zaczęła mocno zaciskać mięśnie wokół jego dłoni, niemal wciągając go do środka.
— Doktorze... ja... ja nie mogę już dłużej czekać — wyznała drżącym głosem, patrząc mu prosto w oczy.
Adam nie odpowiedział słowami. Jego profesjonalna maska pękła w jednej sekundzie. Szybko zamknął drzwi gabinetu na klucz i odsunął zasłonę. Spojrzał na jej wypięty, ciężarny brzuch, a potem na jej mokre wargi sromowe, które lśniły od pożądania.
— To jest absolutne szaleństwo — mruknął, ale jego głos był pełen żądzy.
Z szaleńczym pośpiechem zrzucił z siebie biały fartuch i rozpiął spodnie. Jego kutas wyskoczył z bielizny twardy jak stal, pulsując z niecierpliwością. Marta, wciąż rozłożysta na fotelu, z rozbiegowanymi oczami patrzyła na ten potężny instrument.
Adam podszedł do niej i jednym, brutalnym ruchem wbił się w nią do samego końca. Marta wydała z siebie głośny, zwierzęcy ryk rozkoszy. Poczucie wypełnienia było niesamowite – ogromny członek doktora napierał na jej ścianki macicy, masując ją od wewnątrz w sposób, o którym Piotr nawet nie śmiał marzyć.
— O Boże... tak! Tak głęboko! — krzyczała Marta, chwytając się krawędzi fotela.
Adam nie ruchał jej delikatnie. Robił to z agresją, jakby chciał zaznaczyć swoje terytorium wewnątrz ciężarnej kobiety. Każde pchnięcie było potężne i rytmiczne, a dźwięk mlaskania ich ciał odbijał się od sterylnych kafelków gabinetu. Marta czuła, jak jej ciało drży, a dziecko w brzuchu zdaje się reagować na ten brutalny taniec. To była najbrudniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiła, i właśnie to doprowadzało ją do szaleństwa.
— Twój mąż nigdy by cię tak nie przerobił, co? — syknął Adam, chwytając ją za uda i podnosząc je jeszcze wyżej, by wbić się w nią pod innym kątem.
— On mnie nie zna... tylko ty mnie tak chcesz! — jęczała Marta, wyginając plecy.
Gdy poczuli, że oboje są na krawędzi, Adam nie zamierzał używać żadnej ochrony. Chciał zostawić w niej swój ślad, chciał, by nasienie zmieszało się z płynami jej ciała w tym zakazanym miejscu. Z ostatnim, najgłębszym pchnięciem, wbił się w nią tak mocno, że Marta poczuła uderzenie w samą szyjkę macicy.
— Wypełnij mnie! Wszystko! — błagała.
Adam ryknął z wysiłku i wypuścił w niej potężny, gorący strumień nasienia. Strzały były gwałtowne, wypełniając jej wnętrze do granic możliwości. Marta doznała potężnego orgazmu, który sprawił, że całe jej ciało zaczęło drżeć w konwulsjach.
Przez chwilę leżeli w ciszy, połączeni w tym grzesznym akcie, podczas gdy nasienie powoli wyciekało z niej na białe prześcieradło ginekologicznego fotela.
Adam powoli wyciągnął swojego członka, uśmiechnął się drapieżnie i spokojnie założył fartuch.
— To badanie przebiegło pomyślnie, Marto — powiedział z ironicznym spokojem, pomagając jej usiąść. — Zapraszam na kolejną kontrolę za miesiąc. I pamiętaj... to nasz mały sekret.
Marta wstała, czując w sobie ciężar jego nasienia i dreszcz ekscytacji na myśl o tym, że za godzinę wróci do domu do swojego "idealnego" męża, niosąc w sobie dowód najbrudniejszej zdrady w swoim życiu.
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?