Cena stabilizacji 2
Wtorek, godzina piętnasta. Dorota stała przed drzwiami gabinetu Marka, czując, jak serce wali jej w piersi. Zgodnie z instrukcją, ubrała się prowokująco: ekstremalnie krótka, czerwona sukienka bez ramiączek, która kończyła się tuż nad pośladkami, oraz cienkie, czarne pończochy z koronkowym pasem. Pod spodem nie miała absolutnie nic. Każdy krok sprawiał, że czuła chłodne powietrze korytarza na swoich nagich sromach, co sprawiało, że była już teraz mokra i rozpalona.
Kiedy weszła do środka, zauważyła, że Marek nie jest sam. Obok niego, w skórzanym fotelu, siedział człowiek starszy, o siwych włosach i przenikliwym, zimnym spojrzeniu. To był prezes firmy, pan Stefan – legenda branży, człowiek, przed którym trzęsły się nawet największe rekiny biznesu.
Marek uśmiechnął się drapieżnie, widząc jej rumieńce i to, jak sukienka opina jej pełne biodra.
— Panie Prezesie, przedstawię panu moją nową... „asystentkę” ds. specjalnych — powiedział Marek, podszywając głos pod ironię. — Dorota przyszła złożyć pewną obietnicę.
Stefan powoli przeskanował ją wzrokiem, zatrzymując się na jej głębokim dekolcie i wystawionych sutkach, które pod cienkim materiałem były twarde jak kamienie.
— Wygląda na to, że ma bardzo silną motywację, by nam służyć — odparł prezes niskim, autorytarnym głosem. — Czy to prawda, Doroto?
— Tak, panie prezesie... — szepnęła, czując, jak nogi uginają się pod nią z podniecenia i strachu.
— Na kolana. Obaj — rozkazał Stefan.
Dorota nie wahała się ani sekundy. Opadła na dywan, rozszerzając nogi tak, by obaj mężczyźni mogli podziwiać jej mokrą, różową waginę. Marek i Stefan stanęli przed nią, jeden obok drugiego, i jednocześnie rozpięli spodnie. Przed jej twarzą znalazły się dwa potężne, twarde członki – jeden gruby i tętniący, należący do Marka, drugi nieco dłuższy i żylasty, należący do prezesa.
Zapach męskiego pożądania był obezwładniający. Dorota zaczęła od Marka, chwytając go ustami i wysysając z pasją, podczas gdy jej dłonie powędrowały do Stefana. Zaczęła gładzić jego prążkowany trzon, przesuwając dłonią od nasady aż po sam czubek, który lśnił od kropli przedwytrysku.
— Szybciej, mała. Chcę poczuć twój język — warknął Marek, chwytając ją za włosy i wpychając swojego członka głęboko w jej gardło.
Dorota zakrztusiła się, ale nie przerwała. Przełykała go z każdym pchnięciem, podczas gdy Stefan, nie mogąc już dłużej czekać, chwycił ją za ramię i brutalnie odsunął od Marka.
— Teraz ja — mruknął prezes.
Dorota szybko zmieniła cel, oddając się teraz Stefanowi. Jej usta pracowały rytmicznie, a ona sama mruczała z rozkoszy, czując dominację tego starszego mężczyzny. Marek jednak nie zamierzał być biernym widzem. Stanął za nią i z głośnym szumem podwinął jej czerwoną sukienkę.
— Patrz na niego, Doroto, kiedy ja będę cię wypełniać — rozkazał Marek.
Z głośnym mlaśnięciem wbił się w nią od tyłu, bez żadnego ostrzeżenia. Dorota wydała z siebie stłumiony krzyk, wciąż mając prążka Stefana w ustach. Poczucie bycia całkowicie przejętą przez dwóch potężnych mężczyzn doprowadziło ją na skraj szaleństwa. Czuła, jak Marek uderza w nią z furią, a Stefan w tym samym czasie gwałtownie pcha swój człon w jej gardło, niemal dławiąc ją z rozkoszy.
Była jak kanapka z mięsa i pożądania. Każdy ruch Marka z tyłu wypychał ją do przodu, prosto na prącia prezesa. Jej ciało drżało w konwulsjach.
— Jurek nigdy nie robił ci tego tak mocno, co? — zakpił Marek, przyspieszając tempo, aż jego biodra z łoskotem uderzały o jej pośladki.
Dorota nie mogła odpowiedzieć, mogła tylko jęczeć wokół członka Stefana. Prezes zaczął oddychać ciężko, jego dłoń zacisnęła się na jej szyi, nie by ją udusić, ale by zwiększyć intensywność doznań.
— Teraz razem! — krzyknął Marek.
W jednej chwili obaj mężczyźni osiągnęli szczyt. Stefan gwałtownie wyrzucił z siebie gorące strumienie nasienia prosto do jej gardła, a Dorota, dławiąc się z rozkoszy, przełknęła wszystko, nie marnując ani kropli. W tej samej sekundzie Marek z rykiem wbił się w nią po sam koniec i zalał jej wnętrze gęstym, białym płynem.
Dorota osunęła się na dywan, całkowicie wycieńczona i przepełniona nasieniem dwóch szefów. Leżała z rozmazanym makijażem i rozdartą sukienką, czując, jak soki obu mężczyzn mieszają się wewnątrz niej i spływają po udach.
Stefan powoli zapiął spodnie i spojrzał na nią z rzadkim uśmiechem aprobaty.
— Dobra asystentka. Marek, dopilnuj, żeby Jurek dostał premię kwartalną. Zasłużył na nią... dzięki swojej żonie.
Dorota zamknęła oczy, wiedząc, że teraz nie jest już tylko żoną Jurka. Jest własnością tej firmy. I że następny wtorek będzie jeszcze bardziej intensywny.
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?