CISZA NA JEZIORZE

Słońce paliło bezlitośnie, a tafla jeziora lśniła niczym lustro. Julian, uśmiechnięty i zrelaksowany, sterował niewielką motorówką. Obok niego, w letnich, lekkich sukienkach, siedziały Kinga – jego żona, kobieta o klasycznej urodzie i spokojnym usposobieniu – oraz Iga, jej najbliższa przyjaciółka, prowokująca, z głębokim dekoltem i spojrzeniem, które od dawniej rzucało wyzwanie Julianowi.

Wszystko wydawało się idealne, dopóki na horyzoncie nie pojawił się luksusowy jacht. Biały, potężny kadłub przeciął wodę z gracją, a gdy zbliżył się do nich, Julian poczuł ukłucie zazdrości. Na pokładzie stał Damian – mężczyzna w średnim wieku, emanujący pewnością siebie i bogactwem, które sprawiało, że łódź Juliana wyglądała jak zabawka.

— Hej! – krzyknął Damian z głośnym śmiechem. — Wyglądacie na znudzonych! Mamy szampana, catering i najlepszy widok na całe jezioro. Chcecie dołączyć do naszej imprezy?

Kinga i Iga spojrzały na siebie z ekscytacją. Julian poczuł, jak krew pulsuje mu w skroniach. Wiedział, że to pułapka, ale nie mógł odmówić przed kobietami, nie chcąc wyjść na nudziarza.

— Jasne, ale muszę odstawić łódkę do portu, żeby nie dryfowała w razie czego — odpowiedział Julian, starając się brzmieć naturalnie. — Przeskoczcie na pokład, ja dopłynę do brzegu i zaraz do was wrócę.

Kobiety z radością przeskoczyły na jacht. Julian widział, jak Damian kładzie dłoń na biodrze Igi w sposób, który był zbyt poufały jak na pierwsze spotkanie. Kiedy jacht odjechał, zostawiając go w ciszy jeziora, Julian poczuł dziwny niepokój.

Godzina później, gdy już zabezpieczył łódź w porcie, wykręcił numer do żony.

— Hej, kochanie! Już jestem w porcie, gdzie jesteście? Zaraz biorę taksówkę do przystani, z której możecie mnie zabrać, albo dopłyńcie bliżej — powiedział z uśmiechem.

W słuchawce zapadła cisza, a potem usłyszał niski, drwiący głos Damiana.
— Słuchaj, Julian... — Damian brzmiał tak, jakby właśnie pił najdroższy koniak w swoim życiu. — Twoja żona jest wspaniała. I jej przyjaciółka też. Ale szczerze mówiąc, atmosfera tutaj jest teraz taka... intymna. Myślę, że twoja obecność tylko by nam przeszkodziła. Nie wracaj dziś do nas. Bawimy się świetnie.

Zanim Julian zdążył krzyknąć, połączenie zostało przerwane.

Przez kolejne trzy godziny Julian przeżywał piekło. Słońce zaczęło zachodzić, a on siedział w pustym porcie, wpatrując się w telefon. Wysyłał SMS-y do Kingi: "Gdzie jesteście?", "Dlaczego nie odbierasz?", "To nie jest śmieszne, natychmiast oddzwoń!".

Brak odpowiedzi. Cisza. Totalna ignorancja.

W końcu, zdesperowany, raz jeszcze wybrał numer żony. Po trzech sygnałach ktoś odebrał. To nie była Kinga. To był mężczyzna – nie Damian, lecz ktoś inny, prawdopodobnie jeden z gości jachtu. Głos był znudzony, wręcz pogardliwy.

— Słuchaj, koleś... Kinga jest teraz bardzo zajęta. Naprawdę bardzo. Nie ma jak odebrać i, szczerze mówiąc, nie chce. Nie dzwoń więcej, bo zakłócasz zabawę.

Klik.

Julian poczuł, jak w jego wnętrzu coś pęka. Obraz swojej żony, zawsze tak skromnej i wiernej, oraz Igi, którą zawsze traktował jako zakazany owoc, teraz oddających się obcym mężczyznom na luksusowym jachcie, sprawił, że poczuł jednocześnie obrzydzenie i niszczycielski rodzaj podniecenia. Ta wizja bezsilności – bycie "tym niepotrzebnym", podczas gdy jego kobieta jest używana przez kogoś bogatszego i silniejszego – zaczęła go spalać od środka.

Siedząc w ciemniejącym porcie, zaczął wyobrażać sobie każdy szczegół: jak Damian rozsuwa nogi Kingi przed wszystkimi gośćmi, jak Iga błaga o więcej, jak jego żona jęczy z rozkoszy, zapominając o nim w sekundę po tym, jak opuściła pokład jego łódki.

Noc była dla Juliana pasmem koszmarów. Nie mógł zasnąć, nie mógł usiedzieć w miejscu. Każda minuta wydawała się godziną, a każda godzina – wiecznością. Leżał w pustym łóżku w wynajętym domku, wpatrując się w sufit, a w jego głowie wyświetlały się obrazy w wysokiej rozdzielczości: biały pokład jachtu, zapach drogich perfum i potu, dźwięk ciał uderzających o siebie w rytm fal jeziora.

Wyobrażał sobie Kingę, swoją "czystą" żonę, z rozszerzonymi źrenicami, której usta są teraz zajęte przez kogoś innego, podczas gdy Iga, z tym swoim prowokującym uśmiechem, prowadzi grę, która dawno wymknęła się spod kontroli. Frustracja mieszała się z twardniejącym członkiem; ból zazdrości stał się dla niego najsilniejszym afrodyzjakiem.

Gdy pierwsze promienie słońca zaczęły przebijać się przez żaluzje, Julian, z podkrążonymi oczami i drżącymi dłońmi, po raz setny chwycił telefon. Wybrał numer Igi.

Po trzech sygnałach usłyszał kliknięcie. Ale to nie była zwykła rozmowa.

— Halo? — odezwała się Iga.

Jej głos był zupełnie inny niż zwykle. Brzmiał stłumionym, ciężkim, niemal gardłowym. Słychać było dziwne, mokre dźwięki – rytmiczne mlaskanie i siorbanie, jakby Iga miała w ustach coś dużego i twardego, co nie pozwalało jej swobodnie mówić. Pomiędzy słowami wydawała z siebie ciche, zduszone pomruki rozkoszy, a potem nagle wybuchnęła krótkim, perwersyjnym śmiechem, który brzmiał jak czyste zwycięstwo.

W tle Julian usłyszał coś, co sprawiło, że krew w jego żyłach zamarzła i jednocześnie zapłonęła: głos Kingi. Jego żona nie płakała, nie wołała o pomoc. Ona śmiała się – głośno, bezwstydnie, z taką lekkością i rozpasaniem, jakiej nigdy nie widział u niej w sypialni. Słychać było też męskie głosy, niskie pomruki satysfakcji i dźwięk czegoś, co brzmiało jak uderzenia ciała o ciało.

— Iga! Gdzie wy jesteście?! Co się dzieje?! Dlaczego nie odbieracie?! — wrzasnął Julian w słuchawkę, niemal rozbijając ją w dłoni.

Iga znów mlasnęła, wydając dźwięk głębokiego ssania, po czym odpowiedziała z trudem, przerywając czynność na sekundę:
— Mmm... Julian... nie mogę... mmm... rozmawiać... teraz... — po tych słowach znów usłyszał głośne, mokre siorbanie, a w tle Kinga wydała z siebie długi, głośny jęk, który brzmiał jak totalne poddanie się rozkoszy.

Julian poczuł, jak jego świat rozpada się na kawałki. To nie była pomyłka, to nie była przygoda. To była zaplanowana egzekucja jego męskiej dumy. Jego żona i jej przyjaciółka były w tej chwili w samym centrum orgii, a on został zredukowany do roli natrętnego obserwatora, który może jedynie słuchać, jak jego kobieta jest używana przez innych.

Nagle do telefonu przyłożył ktoś inny. Głos był zimny, pewny siebie i przesycony pogardą. To był Damian.

— Koniec zabawy, Julian — powiedział krótko. — Twoje kobiety są teraz w znacznie lepszych rękach. Nie dzwoń więcej.

Klik.

Rozłączenie było jak cięcie nożem. Julian został z ciszą w słuchawce i obrazem Igi, która właśnie kończyła obsługiwać człon Damiana, oraz Kingi, która prawdopodobnie w tej samej sekundzie była rozłożona na pokładzie jachtu przed innymi mężczyznami.

Siedząc na brzegu łóżka, Julian poczuł, jak zalewa go fala nienawiści i niesamowitego, mrocznego podniecenia. Wiedział jedno: kiedy one wrócą, nie będą już tymi samymi kobietami. A on... on nie będzie już tym samym mężem.

Julian siedział w ciemnościach, a jedynym źródłem światła był ekran jego telefonu, który stał się oknem do piekła. Kiedy poczuł wibrację powiadomienia, jego serce waliło w piersi jak oszalałe.

To było zdjęcie od Igi.

Na ekranie zobaczył Kingę. Jego żonę. Kobietę, którą uważał za swoją bezpieczną przystań, za kogoś, kogo należy chronić. Stała na wielkim, mahoniowym stole w salonie jachtu, całkowicie naga, z szeroko rozstawionymi nogami. Jej twarz była czerwona, oczy błyszczały z mieszaniną wstydu i dzikiej, niekontrolowanej ekscytacji. Wokół niej siedzieli mężczyźni – Damian i jego towarzysze – z uśmiechami pełnymi pogardy i żądzy.

Najgorsze było to, co robili. Rzucali w nią banknotami, jakby była tanią dziwką w najgorszej dzielnicy miasta. Pieniądze opadały na jej piersi, na brzuch i między uda, a ona nie próbowała ich zdjąć. Stała tam, wystawiona na widok, przyjmując każdą monetę i każdy banknot jako zapłatę za swoją godność. Jeden z mężczyzn, siedząc tuż obok niej, trzymał dłoń na jej pośladku, brutalnie ściskając białe ciało, wgniatając palce w jej skórę tak mocno, że zostawiał ślady.

Julian poczuł, jak mdłości walczą w nim z gwałtownym erekcją. Chciał wyrzucić telefon przez okno, a jednocześnie nie mógł oderwać wzroku od zdjęcia. Czuł się jak robak, podczas gdy jego żona była traktowana jak przedmiot, zabawka dla bogatych mężczyzn.

Kolejne godziny były ciszą, która wyła w jego uszach. Próby kontaktu? Ignorancja. Każdy numer, który wybierał, kończył się albo pocztą głosową, albo krótkim, drwiącym śmiechem kogoś z jachtu.

Aż w końcu, tuż przed nocą, przyszedł plik wideo.

Julian drżącymi palcami nacisnął "play". Kamera była trzymana przez Igę – słychać było jej ciężki oddech i stłumiony, złośliwy chichot. Iga szła korytarzem jachtu, a obraz lekko drżał. Nagle zatrzymała się przed drzwiami jednej z kajut.

Dźwięki, które dobiegały z wnętrza, były brutalne. Nie było tam miejsca na czułość. Słychać było głośne, rytmiczne uderzenia – charakterystyczny dźwięk ciał, które zderzają się z ogromną siłą. Trzaskanie jajami o pośladki, ciężkie, zwierzęce ryki mężczyzn i wysokie, niemal histeryczne jęki Kingi. To nie był seks, to była regularna rzeź jej oporu. Kinga nie tylko przyjmowała to wszystko – ona błagała o więcej, krzycząc w sposób, którego Julian nigdy u niej nie słyszał.

W pewnym momencie drzwi kajuty otworzyły się z hukiem. Wyszedł jeden z mężczyzn, cały spocony, z triumfalnym wyrazem twarzy. Na oczach Juliana, z całkowitym spokojem, zapiął rozporek swoich spodni i wyszedł z kajuty, a tuż za nim, niemal wpychając go na korytarz, wszedł drugi facet – twardy, szeroki w ramionach, z drapieżnym spojrzeniem.

Kamera Igi na ułamek sekundy obniżyła się, by pokazać coś na podłodze.

Tam, wciśnięta w dywan, leżała lekka, letnia sukienka Kingi. Była pognieciona i brudna, całkowicie odrzucona, jakby była tylko zbędną przeszkodą w drodze do jej ciała.

— Nie... nie nie nie! To niemożliwe! — wrzasnął Julian, rzucając telefonem o ścianę.

Upadł na kolana, zakrywając twarz dłońmi. Był zdruzgotany. Obraz jego żony, która została przerobiona na publiczną toaletę dla grupy mężczyzn, rozrywał go od środka. Czuł ból, nienawiść i absolutną rozpacz, ale w samym centrum tego chaosu pulsowała mroczna prawda: nigdy w życiu nie czuł się tak bardzo podniecony. Fakt, że został całkowicie zastąpiony, że jego miejsce zajął zastęp mężczyzn, którzy traktują jego żonę jak dziurę do rozładowania napięcia, sprawiał, że jego ciało płonęło.

Julian nie zmrużył oka. Jego oczy były czerwone od niewyspania i łez, a dłonie drżały tak mocno, że ledwo mógł utrzymać telefon. Każda minuta oczekiwania na kolejne powiadomienie była jak powolne rozdzieranie skóry. Kiedy nad ranem, w tej sinej, zimnej godzinie, telefon zawibrował po raz ostatni, Julian poczuł, że to będzie ostateczny cios.

Odpalił wideo. I w tej samej chwili jego oddech zamarł w gardle.

To, co zobaczył, przekraczało wszelkie jego najmroczniejsze fantazje. To nie była już zabawa ani flirt – to była brutalna, bezlitosna orgia. Salon jachtu został zamieniony w rzeźnię rozkoszy. Kinga i Iga zostały ustawione w centrum, jedna obok drugiej, w pozycji całkowitego odsłonięcia.

Julian patrzył z przerażeniem, jak mężczyźni – wszyscy obecni na pokładzie – otaczają je jak stado głodnych wilków. Kobiety były zapinane jednocześnie. Każda z nich miała zajęte wszystkie otwory. Julian widział, jak jeden facet wbija się w cipkę Kingi z furią, podczas gdy drugi, stojąc za nią, z brutalną siłą wpycha swój człon w jej odbyt. Ta sama scena rozgrywała się z Igą – obie kobiety były rozciągnięte między dwiema potężnymi męskimi maszynami, które nie znały litości.

Ale to nie był koniec ich upodlenia. Podczas gdy ich doły były bezlitośnie eksploatowane, Kinga i Iga, z twarzami zalanymi potem i śliną, robiły loda pozostałym mężczyznom. Julian widział ich twarze – były półprzytomne, oczy utkwione w próżni, usta pracujące mechanicznie, rytmicznie przyjmując kolejne członki. Wyglądały jak lalki z mięsa, całkowicie złamane, wyprane z woli i świadomości. Nie było już w nich wstydu, nie było buntu – pozostał tylko odruch i całkowite poddanie.

Słychać było tylko jeden rodzaj głosu: ryki mężczyzn. Głośne, gardłowe pomruki satysfakcji, przeplatane pogardliwymi komentarzami.
— Patrzcie na tę dziwkę... ledwo stoi na nogach! — ryknął jeden z nich, chwytając Kingę za włosy i gwałtownie odchylając jej głowę do tyłu, by jeszcze głębiej wbić się w nią od tyłu.

Słychać było głośne, mokre trzaski – uderzenia twardych jaj o czerwone, spuchnięte pośladki kobiet. To był rytm totalnej dominacji. Mężczyźni nie kochali ich, nie pożądali ich w sposób romantyczny – oni je niszczyli, traktując ich ciała jak darmowe toalety, które można używać do znudzenia.

Julian, patrząc na to wszystko przez ekran telefonu, poczuł, jak z jego oczu płyną łzy. Nie były to tylko łzy żalu, ale łzy całkowitego rozpaczy i bezsilności. Widział swoją żonę, kobietę, którą kochał, jak staje się pustą skorupą, instrumentem dla obcych facetów, którzy gardzili nią w każdej sekundzie swojego orgazmu.

Zapadł się w sobie. Jego ciało, mimo szlochu i rozpaczy, wciąż reagowało na ten obraz w sposób perwersyjny. Był to szczyt cuckoldyzmu – świadomość, że jego kobiety zostały całkowicie przejęte, "przepisane" na właściciela jachtu i jego gości. Stał się nikim. Duchem. Cieniem męża.

Oceń tę historię:

Bądź pierwszą osobą, która oceni.

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?

Dodaj komentarz

Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora.

Więcej z kategorii: Gejowskie

Zobacz wszystkie →