POKUTA BEZ WSTYDU

Katedra św. Judy była monumentalnym cmentarzyskiem ciszy i zimnego kamienia. Dla dwudziestodwuletniej Klary było to jedyne miejsce, w którym mogła uciec przed hałasem własnych myśli i palącym wstydem, który towarzyszył jej każdego dnia. Klara była uosobieniem niewinności – skromne spódnice za kolana, białe bluzki zapięte pod samą szyję i oczy, które zawsze spoglądały w ziemię. Jednak pod tą maską krył się głód, którego nie potrafiła ukoić. Jej sny były pełne mroku, brutalności i pragnienia bycia całkowicie zdominowaną.

Jej jedynym powiernikiem był ojciec Julian. Był młodym księdzem, niezwykle charyzmatycznym, o ostrych rysach twarzy i spojrzeniu, które zdawało się prześwietlać duszę na wylot. Julian nie był łagodnym pasterzem; w jego głosie brzmiała surowość, która budziła w Klarze jednocześnie lęk i niewysłowioną ekscytację.

Klara weszła do ciemnego, ciasnego konfesjonału. Zapach starego drewna i kadzidła uderzył ją w nozdrza. Przez drewnianą kratkę oddzielającą ją od spowiednika, widziała jedynie zarys jego sylwetki.

— Spowiadam się z grzechów moich... — zaczęła drżącym głosem, a jej dłonie zacisnęły się na drewnianej krawędzi.

— Mów, córko — odpowiedział Julian. Jego głos był niski, niemal wibrujący, a echo w ciasnej przestrzeni sprawiało, że Klara czuła go niemal fizycznie za plecami.

Klara zaczęła mówić. Najpierw nieśmiało, potem coraz odważniej. Opowiadała o swoich fantazjach, o tym, jak pragnie, by ktoś silniejszy odebrał jej wolę, jak marzy o tym, by zostać ukaraną za swoje nieczyste myśli. Mówiła o tym, jak dotyka siebie w nocy, wyobrażając sobie, że to on – ojciec Julian – trzyma ją za nadgarstki i zmusza do posłuszeństwa.

Zapadła długa, gęsta cisza. Klara wstrzymała oddech, czując, jak jej sutki twardnieją pod cienką tkaniną bluzki, a łono zaczyna pulsować wilgocią.

— Twoje grzechy są głębokie, Klaro — powiedział w końcu Julian, a jego głos nie brzmiał już jak głos kapłana, lecz jak głos drapieżnika. — Twoja dusza jest skażona pożądaniem, którego nie uleczy zwykła modlitwa. Potrzebujesz czegoś więcej. Potrzebujesz oczyszczenia poprzez pokutę.

Nagle, ku jej całkowitemu zaskoczeniu, usłyszała dźwięk przesuwanych rygli. Drzwi konfesjonału od strony księdza otworzyły się z głośnym trzaskiem. Julian nie pozostał za kratką. Wszedł do małej, dusznej przestrzeni konfesjonału, zapychając całą szerokość przejścia swoim ciałem.

Był wyższy, niż wydawał się przez kratkę. Jego czarna sutanna dodawała mu mrocznej powagi, ale jego oczy płonęły nienawiścią wymieszaną z czystym, zwierzęcym głodem.

— Spójrz na mnie — rozkazał.

Klara powoli podniosła wzrok. W tym momencie Julian chwycił ją za żuchwę z taką siłą, że dziewczyna syknęła z bólu. Przycisnął ją plecami do zimnej, drewnianej ściany konfesjonału, unieruchamiając ją w ciasnej przestrzeni.

— Skoro tak bardzo pragniesz kary za swoje grzechy... — szepnął, a jego gorący oddech muskał jej ucho — to ja będę twoim sędzią i twoim katem. Tutaj, w domu Boga, nauczę cię, co oznacza prawdziwa pokuta.

Zanim Klara zdążyła wypowiedzieć choćby słowo, Julian jednym gwałtownym ruchem szarpnął jej spódnicę w górę, odsłaniając białe pończochy i skromne, bawełniane majtki. Nie bawił się w grę. Jego dłoń, szorstka i silna, wbiła się między jej nogi, brutalnie rozsuwając materiał majtek i wbijając dwa palce głęboko w jej ciasne, mokre łono.

— Aaaah! — Klara wygięła się w łuk, a jej głowa uderzyła o ścianę konfesjonału. Szok z powodu brutalności i miejsca, w którym się znajdowali, sprawił, że jej ciało zareagowało natychmiastowym, potężnym skurczem.

— Jesteś tak mokra... — mruknął Julian, przyspieszając ruchy palców, niemal rozdzierając ją od środka. — Tyle grzechu w jednej małej dziewczynce. Będziesz błagać o wybaczenie, Klaro. Ale najpierw będziesz błagać o to, bym cię całkowicie zniszczył.

Julian rozpiął swoją sutannę, a spod czarnego materiału wyłonił się potężny, twardy członek, który pulsował od pożądania. Bez żadnych przygotowań, bez kropli smarowania, chwycił ją za uda i uniósł ją wysoko, tak by jej nogi oplotły jego biodra. Jednym, potężnym pchnięciem wbił się w nią po samą nasadę.

Klara krzyknęła, ale on natychmiast zakrył jej usta dłonią, tłumiąc dźwięk. Czuła, jakby jej ciało pękało na pół, jakby wchodziło w nią coś nieludzkiego. Każdy ruch Juliana był jak uderzenie młotem – rytmiczne, brutalne i pozbawione litości. W ciasnej przestrzeni konfesjonału dźwięk ich ciał uderzających o siebie był ogłuszający, a zapach potu i pożądania zmieszał się z wonią kadzidła.

— To jest twoja spowiedź, mała grzeszniczko! — syczał Julian w jej ucho, ruchać ją z furią, która nie przypominała niczego, co Klara znała. — Poczuj każdy centymetr mojego gniewu! Poczuj, jak Bóg patrzy na nas i milczy!

Klara, mimo bólu i przerażenia, poczuła, jak w jej wnętrzu wybucha wulkan rozkoszy. To było dokładnie to, czego pragnęła – całkowite unicestwienie własnej woli w imię wyższej, mrocznej władzy. Zaczęła szlochać i jednocześnie mocniej zaciskać się wokół niego, błagając go wzrokiem o jeszcze więcej brutalności.

Julian doprowadził ją do szczytu, który był tak gwałtowny, że dziewczyna niemal straciła przytomność. A potem, rycząc z satysfakcją, wypełnił ją swoim gorącym nasieniem, zaznaczając ją jako swoją własność w samym sercu sanktuarium.

Kiedy w końcu ją puścił, Klara osunęła się na kolana, drżąca i całkowicie rozbita. Julian powoli zapiął swoją sutannę i spojrzał na nią z góry z chłodnym spokojem.

— Jutro o tej samej godzinie wrócisz tutaj — powiedział beznamiętnie. — Ale tym razem nie przyjdziesz w ubraniu. Przyjdziesz naga pod spódnicą. Jeśli choć raz spóźnisz się choćby o minutę... pokuta będzie znacznie bardziej bolesna.

Cała doba dla Klary była jak wieczność w piekle. Każdy ruch, każde dotknięcie tkaniny do jej skóry przypominało jej o tym, co stało się w konfesjonale. Czuła w sobie resztki nasienia Juliana, które zdawało się pulsować w rytm jej przyspieszonego bicia serca. Myśl o tym, że ma przyjść jutro naga pod spódnicą, sprawiała, że jej nogi drżały z ekscytacji i przerażenia. To było najwyższe upodlenie – wejść do domu Bożego, w miejsce modlitwy, będąc w istocie całkowicie obnażoną dziwką dla swojego spowiednika.

Gdy wybiła godzina spotkania, Klara stała przed drzwiami katedry, oddychając ciężko. Spódnica była długa i ciężka, ale pod nią... nie było absolutnie nic. Każdy podmuch wiatru, każdy ruch materiału ocierający się o jej rozciekające się łono, doprowadzał ją do szału. Czuła się wystawiona na widok, mimo że nikt nie widział jej nagości. Właśnie to poczucie bycia "brudną" w miejscu "świętym" sprawiało, że jej pożądanie osiągało poziom niemal niedoznawalny.

Weszła do konfesjonału z drżeniem w każdym mięśniu. Usiadła na swoim miejscu, a cisza była tak gęsta, że słyszała własny, urywany oddech.

Nagle usłyszała ten sam dźwięk rygla. Julian nie wchodził powoli. Wpadł do środka, a jego obecność natychmiast wypełniła całą przestrzeń, dławiąc ją swoim zapachem i dominacją. Nie powiedział ani słowa. Po prostu chwycił ją za włosy i gwałtownie odchylił jej głowę do tyłu, zmuszając ją do patrzenia mu w oczy.

— Sprawdzimy, czy byłaś posłuszna, grzeszniczko — syknął.

Zamiast wejść w nią od razu, Julian postanowił torturować ją oczekiwaniem. Jedną ręką wciąż trzymał ją za włosy, a drugą powoli, z sadystyczną precyzją, podsunął pod brzeg jej spódnicy. Klara wstrzymała oddech, gdy poczuła jego zimne palce dotykać jej wewnętrznej strony uda. Przesunął dłonią w górę, milimetr po milimetrze, aż dotarł do jej najbardziej wrażliwego miejsca.

— Boże... jaka ty jesteś mokra — mruknął z pogardą, choć w jego oczach płonęła żądza. — Czy tak bardzo tęskniłaś za moją karą? Czy twoje ciało tak bardzo pragnie być znieważone?

Julian nie użył palców do pieszczot. Zamiast tego zaczął brutalnie uciskać jej łono, wbijając kciuk w sam środek jej soku, sprawiając, że Klara zaczęła szlochać z nadmiaru bodźców. A potem, gwałtownym ruchem, rozdarł materiał jej spódnicy na samym szwie, by mieć całkowity dostęp do jej ciała.

— Twoja pokuta dzisiaj nie skończy się na jednym orgazmie — szepnął Julian, wyciągając z kieszeni sutanny coś, co sprawiło, że Klara zamarła. Były to skórzane więzy i ciężka, metalowa klamra. — Dzisiaj nauczę cię, że w tym konfesjonale nie masz żadnych praw. Jesteś tylko narzędziem do mojej rozkoszy.

Julian z brutalną siłą rozsunął jej nogi i przywiązał jej nadgarstki do drewnianej konstrukcji konfesjonału, unieruchamiając ją w pozycji całkowitego odsłonięcia. Klara była teraz jak zwierzę na ołtarzu – rozłożona, bezbronna i całkowicie zależna od jego woli.

Ksiądz nie spieszył się. Zaczął ją znieważać słownie, wyliczając wszystkie jej "grzechy", podczas gdy jego dłoń błąkała się po jej ciele, szarpiąc sutki i gryząc ją w szyję tak mocno, że zostawiał krwawe ślady. Gdy poczuł, że Klara jest na samym skraju szaleństwa, rozpiął sutannę.

Jego człon był jeszcze twardszy niż ostatnim razem, niemal bolesny w swojej twardości. Julian nie wbił się w nią łagodnie. Złapał ją za biodra i z potężnym, zwierzęcym rykiem uderzył w nią z całej siły, wbijając się tak głęboko, że Klara poczuła, jak uderza o jej szyjkę macicy.

— Aaaaah! — krzyk dziewczyny został stłumiony przez jego usta w agresywnym, dławiącym pocałunku.

Julian ruchał ją z furią, która nie przypominała już seksu, lecz egzekucję. Każde pchnięcie było jak uderzenie, każde przesunięcie ciała powodowało głośny mlask ich mokrych ciał w ciszy kościoła. Klara, przywiązana do ścian konfesjonału, nie mogła zrobić nic innego, jak tylko przyjmować te uderzenia. Jej ciało drżało w konwulsjach, a każdy ruch Juliana sprawiał, że czuła się coraz mniejsza, coraz bardziej zniszczona i... coraz bardziej spełniona.

— Błagaj mnie! — ryknął Julian, przyspieszając tempo do poziomu szaleństwa. — Błagaj swojego spowiednika o wybaczenie! Błagaj o to, bym cię wypełnił!

— Proszę... ojcze... proszę... zniszcz mnie! — wykrzyczała Klara, całkowicie tracąc kontakt z rzeczywistością.

W momencie kulminacji Julian nie wyszedł z niej. Przeciwnie, wbił się w nią tak głęboko, jak tylko mógł, i zaczął gwałtownie drżeć, wyrzucając w nią potężne fale nasienia. Klara osiągnęła orgazm tak silny, że jej wzrok zaszareć, a ciało zesztywniało w spazmach.

Kiedy Julian w końcu ją puścił i odwiązał więzy, Klara osunęła się na podłogę, całkowicie wycieńczona i zalana płynami. Ksiądz spojrzał na nią z góry, a w jego oczach nie było już cienia litości – tylko chłodna, właścicielska satysfakcja.

— To dopiero początek twojego oczyszczenia, Klaro — powiedział, poprawiając sutannę. — Jutro nie przyjdziesz do konfesjonału. Przyjdziesz bezpośrednio do zakrystii. Zabiorę cię do miejsca, gdzie będę mógł używać narzędzi, których nie zmieścimy w tym pudełku.

Oceń tę historię:

Bądź pierwszą osobą, która oceni.

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?

Dodaj komentarz

Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora.

Więcej z kategorii: Gejowskie

Zobacz wszystkie →