Impreza
Iza stała przy lustrze w maleńkiej łazience, poprawiając czarną, obcisłą sukienkę, która kończyła się dokładnie tam, gdzie zaczynały się jej długie, opalone nogi. Koleżanka, Kasia, już czekała w przedpokoju, przebierając nogami w szpilkach.
– No ile można? – jęknęła Kasia, poprawiając dekolt, który odsłaniał więcej, niż powinien. – Spóźnimy się na najlepszą część.
– Już, już – mruknęła Iza, przeciągając palcem po ustach, żeby rozprowadzić szminkę.
Wyszły z mieszkania i wsiadły do taksówki. Adres, który podała Kasia, prowadził na obrzeża miasta, do willi otoczonej wysokim, ceglanym murem. Gdy wysiadły, zza bramy dobiegała już głośna muzyka, śmiechy i brzęk szkła.
– Czyja to impreza? – zapytała Iza, czując lekkie podekscytowanie.
– Znajomego znajomego. Bogaty facet, ma dużo kasy i jeszcze więcej znajomych. Będzie dobrze – odpowiedziała Kasia z tajemniczym uśmiechem.
Weszły do środka. Wnętrze willi było ogromne – wysokie sufity, skórzane sofy, bar zastawiony alkoholem. W salonie stało około dziesięciu mężczyzn. Wszyscy w garnituarach lub koszulach z rozpiętymi kołnierzykami. Kiedy dziewczyny weszły, wszystkie spojrzenia zwróciły się w ich stronę.
– O, jesteście! – zawołał wysoki brunet, podchodząc do nich z dwoma drinkami. – Jestem Adrian, gospodarz. Miło, że dotarłyście.
Iza wzięła drinka, upiła łyk. Był mocny, słodki, z nutą czegoś, czego nie potrafiła zidentyfikować. Kasia już rozmawiała z dwoma mężczyznami, śmiejąc się głośno i dotykając ich ramion.
Impreza szybko nabrała tempa. Muzyka stała się cięższa, basy głębsze. Iza czuła, jak alkohol krąży w jej żyłach, rozluźniając mięśnie i zacierając granice. Ktoś podał jej kolejnego drinka, potem następnego. Świat zaczął lekko wirować, ale w dobrym, przyjemnym sensie.
– Chodź, pokażę ci resztę domu – szepnął Adrian, kładąc dłoń na jej nagich plecach.
Iza skinęła głową, pozwalając się poprowadzić. Przeszli przez korytarz, mijając drzwi, zza których dochodziły stłumione jęki. Serce jej przyspieszyło, ale nie cofnęła się. Adrian otworzył ostatnie drzwi – duża sypialnia z ogromnym łóżkiem, pośrodku której stała Kasia, całując się z dwoma mężczyznami. Jej sukienka leżała na podłodze, a ręce obcych mężczyzn błądziły po jej ciele.
– Widzisz? – Adrian nachylił się do ucha Izy. – Tutaj nikt nie ocenia. Tutaj wszyscy się bawią.
Iza patrzyła na Kasię, która z uśmiechem odwzajemniała pocałunki, jej dłonie rozpinały rozporek jednego z mężczyzn. Coś w środku Izy pękło – hamulce, które trzymała przez całe życie, nagle zniknęły.
– Chcę tego – wyszeptała, nie poznając własnego głosu.
Adrian uśmiechnął się, a jego dłoń zsunęła się z jej pleców niżej, na pośladek, ściskając go przez cienki materiał sukienki.
– Wiedziałem, że tak powiesz.
Wyprowadził ją na środek pokoju, gdzie pozostali mężczyźni – było ich teraz ośmiu – otoczyli ją kręgiem. Iza poczuła na sobie dziesiątki dłoni. Ktoś rozpinał jej sukienkę z tyłu, ktoś inny zsuwał ramiączka z ramion. Materiał opadł na podłogę, odsłaniając jej ciało w czarnej koronce.
– Piękna – usłyszała czyjś głos, ale nie wiedziała, czyj.
Adrian podszedł do niej, chwytając jej twarz w dłonie i całując ją głęboko, zachłannie. Jego język wdarł się do jej ust, a ona odpowiedziała z równą pasją. Kiedy się odsunął, Iza uklękła, czując na sobie wzrok wszystkich mężczyzn. Wiedziała, czego od niej chcą. I chciała im to da
Iza klęczała na miękkim, puszystym dywanie, czując na sobie ciężar dziesiątek spojrzeń. Powietrze w pokoju było gęste od zapachu perfum, potu i podniecenia. Kasia, już całkiem naga, klęczała kilka metrów dalej, z dwoma mężczyznami po obu stronach, jej głowa poruszała się rytmicznie między nimi. Ich ciche jęki mieszały się z basami muzyki dochodzącej z salonu.
Iza wzięła głęboki oddech. Jej serce waliło jak szalone, ale nie ze strachu – z czystego, pierwotnego podniecenia. Adrian stanął przed nią, rozwiązując pasek. Jego dłonie były pewne, ruchy spokojne. Kiedy rozporek opadł, wyciągnął się przed nią twardy, nabrzmiały, z perlistą kroplą na końcu.
– Otwórz usta – powiedział cicho, ale jego głos brzmiał jak rozkaz.
Iza posłuchała bez wahania. Otworzyła usta szeroko i przyjęła go, czując, jak wypełnia jej wnętrze. Jego dłoń wsunęła się w jej włosy, prowadząc rytm – najpierw wolny, delikatny, potem coraz głębszy, bardziej zdecydowany. Iza jęczała z ustami pełnymi, a dźwięk ten odbijał się echem w ciszy pokoju, który nagle ucichł – wszyscy patrzyli.
– Dobrze ci to robi, co? – mruknął Adrian, a jego biodra zaczęły poruszać się szybciej.
Z tyłu poczuła czyjeś dłonie na swoich pośladkach. Ktoś zsunął jej koronkowe stringi, a potem rozchylił jej nogi. Iza nie protestowała – przeciwnie, uniosła biodra, zapraszając. Poczuła na sobie palce, które najpierw musnęły jej wejście, a potem wsunęły się do środka, głęboko, pewnie.
– Jest mokra – usłyszała czyjś głos, niski, chrapliwy. – Idealnie.
Mężczyzna za nią – nie widziała jego twarzy, ale nie miało to znaczenia – uklęknął i rozchylił jej pośladki. Poczuła jego język na swoim wnętrzu, gorący, zachłanny, liżący ją od dołu do góry. Iza jęknęła głośno, odrywając usta od Adriana na moment.
– Nie przestawaj – wyszeptała, a Adrian uśmiechnął się, wkładając jej z powrotem do ust.
Po chwili mężczyzna za nią wyprostował się. Poczuła czubek jego penisa, przesuwający się po jej wilgotnej wardze, drażniący, ale nie wchodzący. Czekał na pozwolenie.
– Wejdź – szepnęła Iza, wypluwając słowa między ruchami głowy. – Wejdź we mnie.
I wtedy to poczuła – twardy, gorący, wsuwający się w nią powoli, centymetr po centymetrze, wypełniający ją całkowicie. Iza jęknęła głucho, czując, jak jej ciało się rozciąga, jakby to był pierwszy raz. Mężczyzna zaczął poruszać się w niej rytmicznie, głęboko, a jego dłonie zacisnęły się na jej biodrach, przyciągając ją do siebie.
Iza była w samym środku – z przodu Adrian, z tyłu nieznajomy. Jej ciało stało się mostem między nimi, a ona czuła każdy ruch, każde uderzenie, każdy dotyk. Jej jęki wibrowały wokół penisa Adriana, który przyspieszył, czując, że jest blisko.
– Bierz wszystko – wysapał, a jego biodra poruszały się coraz szybciej.
Po chwili poczuła, jak napina się, a potem gorący, słony smak wypełnił jej usta. Połknęła, nie przerywając, a Adrian westchnął głęboko, odsuwając się i opadając na łóżko obok.
Ale to nie był koniec. Zanim Iza zdążyła złapać oddech, ktoś inny stanął przed nią. Potem następny. I następny. Każdy z nich brał ją w inny sposób – jedni w ustach, inni w dłoniach, a ci z tyłu nie przestawali wchodzić w nią, zmieniając się jak w transie. Kasia, widząc to, uśmiechnęła się do Izy i skinęła głową, jakby chciała powiedzieć: Widzisz? Mówiłam, że będzie dobrze.
Iza straciła rachubę czasu. Było ich ośmiu, potem może dziewięciu – nie liczyła. Jej ciało było gorące, wilgotne, obolałe i jednocześnie rozkosznie wypełnione. Czuła się jak zabawka, ale w tym upokorzeniu było coś wyzwalającego. Każdy dotyk, każdy jęk, każdy łyk – to wszystko należało do niej. Ona tu rządziła, mimo że klęczała.
Ostatni mężczyzna, wysoki blondyn, którego wcześniej widziała w salonie, wszedł w nią od tyłu, gdy leżała na brzuchu, z twarzą wciśniętą w poduszkę. Jego ruchy były szybkie, brutalne, a Iza krzyczała w poduszkę, czując, jak jej ciało eksploduje w orgazmie, który trwał wieki. Kiedy on także doszedł, Iza leżała nieruchomo, dysząc ciężko, czując, jak jego nasienie spływa po jej udzie.
Kasia podeszła do niej, klękając obok i gładząc ją po mokrych od potu włosach.
– I jak? – zapytała cicho.
Iza uśmiechnęła się, odwracając głowę.
– Jeszcze kiedyś wrócimy.
Kasia roześmiała się, a Iza zamknęła oczy, czując na sobie wciąż czyjeś dłonie – delikatne, uspokajające, jakby mężczyźni chcieli jej podziękować za to, co im dała.
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?