Dyscyplina w Koszarach

Szymon czuł, że zaraz eksploduje. Kilka miesięcy w jednostce, rygor, pot i nieustanny brak kobieciego dotyku sprawiły, że jego potrzeby stały się niemal zwierzęce. Każda myśl o Emilce, o jej gładkiej skórze i zapachu, doprowadzała go do stanu skrajnego napięcia. Kiedy w końcu udało mu się zaprosić ją pod bramę jednostki, nie myślał o regulaminie ani o ryzyku. Myślał tylko o tym, by poczuć ją w sobie.

Emilia przyjechała promienna, w krótkiej spódniczce, która ledwo zakrywała jej uda, i dopasowanym topie podkreślającym pełne piersi. Gdy tylko znaleźli bezpieczną przystań w gęstych krzakach, nieco oddalonych od głównego wejścia, rzucili się sobie w ramiona. Ich pocałunki były głodne, desperackie, niemal bolesne. Szymon wbił dłonie w jej pośladki, przyciskając ją do siebie tak mocno, jakby chciał zlać się z nią w jedno ciało. Jego twardy, pulsujący członek wbijał się w materiał spódniczki, a Emilia jęczała cicho, rozchylając nogi, bym mógł poczuć jej wilgoć.

Nagle ciszę przerwał krzyk, który brzmiał jak wystrzał z karabinu.

— CO TU SIĘ DO JASNA ODJAJE?! — ryk był tak potężny, że oboje podskoczyli z przerażenia.

Z krzaków wyłonili się dwaj mężczyźni w pełnym kamuflażu. Pierwszy z nich, wysoki, o twardej szczęce i zimnych oczach, był kapitanem Rawiczem – dowódcą Szymona. Obok niego stał sierżant, który patrzył na Emilkę z drapieżnym, oceniającym wzrokiem, przesuwając go od jej piersi aż po odsłonięte uda.

Szymon próbował coś powiedzieć, ale Rawicz nie dał mu szansy. Podszedł do nich szybkim krokiem, a jego obecność całkowicie zdominowała przestrzeń.

— Żołnierzu! Myślisz, że koszary to dom publiczny?! — ryknął kapitan, a jego twarz znalazła się centymetr od twarzy Szymona. — Za taką bezczelność grozi ci sąd wojskowy i dyshonor! A ty... — Rawicz spojrzał na przerażoną Emilkę, a w jego oczach pojawił się błysk czegoś mrocznego i niebezpiecznego. — Ty jesteś współwinna tego skandalu.

Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, sierżant wyciągnął z pasa ciężkie, stalowe kajdanki. Z brutalną precyzją chwycił ręce Szymona i zacisnął metal na jego nadgarstkach. Słychać było głośne „klik”, które dla Szymona brzmiało jak wyrok.

— Ręce za plecy! — wrzasnął Rawicz.

Szymon został szarpnięty, a jego ramiona wygięły się w niewygodnej pozycji. Zanim Emilia zdążyła krzyknąć, sierżant chwycił ją za nadgarstki. Zrobił to złośliwie, zaciskając kajdanki tak mocno, że skóra dziewczyny stała się czerwona. Emilia zapłakała, patrząc na swojego ukochanego, który teraz, z zakutymi rękami, był całkowicie bezradny.

— Idźcie przed szereg! — rozkazał kapitan Rawicz.

Szymon i Emilia, skuci w kajdankach i pozbawieni jakiejkolwiek możliwości obrony, zostali poprowadzeni w stronę jednego z ceglanych budynków na tyłach jednostki. Był to stary magazyn, który służył za doraźny areszt i miejsce „dyscyplinowania” żołnierzy.

Wchodząc do środka, Szymon zauważył, że w korytarzu stoją dwaj inni żołnierze. Patrzyli na Emilkę z uśmiechami, które nie miały nic wspólnego z pomocą. Były to spojrzenia głodnych wilków, które wiedziały, że kapitan Rawicz nie lubi standardowych metod kary.

Drzwi do ciężkiego, betonowego pomieszczenia zamknęły się za nimi z głuchym łoskotem, odcinając ich od świata zewnętrznego. Rawicz powoli zdjął czapkę i rzucił ją na stół, a potem odwrócił się do nich, patrząc na nich jak na zwierzynę zamkniętą w klatce.

— Teraz — szepnął kapitan, a jego głos stał się niskim, groźnym mruczeniem — zaczniemy waszą lekcję posłuszeństwa.

Szymon siedział na twardym, metalowym krześle, z rękami zakutymi z tyłu, czując, jak stal wpija się w jego nadgarstki przy każdym ruchu. Emilia siedziała obok niego, drżąca z przerażenia, jej oczy były pełne łez. Przez chwilę panowała nienaturalna cisza, przerywana jedynie odległym echem kroków na korytarzu. Żołnierze zniknęli, zostawiając ich w zawieszeniu, w tej dusznej, betonowej pustce.

Nagle z końca korytarza wyłonił się kapitan Rawicz. Jego kroki były ciężkie i pewne. Nie powiedział ani słowa. Podszedł do nich z kamienną twarzą, a potem, jednym gwałtownym ruchem, chwycił Emilkę i zarzucił ją sobie na ramię jak worek ziemniaków.

— Nie! Puść ją! Proszę, zostaw ją! — wrzasnął Szymon, próbując zerwać się z krzesła, ale kajdanki i ciężar własnego ciała trzymały go w miejscu.

Emilia zaczęła się szarpać, jej nogi w krótkiej spódniczce latały w powietrzu, a rozpaczliwe krzyki wypełniły korytarz.
— Szymon! Pomóż mi! Puść mnie, ty potworze! — błagała, uderzając dłońmi w plecy kapitana.

Rawicz nawet nie drgnął. Jego chwyt był żelazny. Zaniósł ją do pierwszego pokoju po lewej stronie. Zanim wsunął ją do środka, Szymon zauważył coś, co sprawiło, że krew w jego żyłach zamarła, a jednocześnie poczuł dziwny, mroczny dreszcz w dole brzucha. Kapitan, wciąż trzymając dziewczynę, jedną ręką zaczął powoli i zdecydowanie rozpinać pasek swoich wojskowych spodni. Metalowy dźwięk klamry rozpinanej w ciszy korytarza brzmiał jak wystrzał.

Z głośnym hukiem drzwi zamknęły się za Rawiczem i Emilką.

Szymon został sam. Zapadła cisza, która była gorsza niż krzyk. Siedział nieruchomo, wpatrując się w szarą, łuszczącą się ścianę, która oddzielała go od jego ukochanej. Ściany były cienkie, stare, wykonane z marnej jakości betonu. I właśnie wtedy usłyszał pierwszy dźwięk.

TRZASK.

To był dźwięk uderzenia ciała o ścianę lub stół. A potem usłyszał gwałtowny, zduszony krzyk Emilki, który szybko przeszedł w błaganie.

— Proszę... nie... panie kapitanie... nie rób tego... — jej głos był stłumiony, brzmiał, jakby ktoś ją mocno przycisnął do powierzchni.

Szymon zamknął oczy. W jego głowie natychmiast pojawił się obraz: Rawicz, potężny i brutalny, dociskający kruchą Emilkę do zimnego stołu, rozrywając jej spódniczkę jednym szarpnięciem. Wyobraził sobie ten kontrast: zielony kamuflaż kapitana i białą, delikatną skórę ud Emilii.

Potem usłyszał dźwięk rozdzieranego materiału. Rrrrrip.

— Przestań! Proszę! Szymon! — zakrzyczała Emilia, a potem usłyszał głośne, mokre mlaśnięcie.

Szymon zacisnął zęby tak mocno, że poczuł ból w szczęce. Jego wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. Słyszał teraz rytmiczne, ciężkie uderzenia. Klap... klap... klap... To nie mogło być nic innego niż ciało Rawicza uderzające o pośladki Emilii. Słyszał ciężki, zwierzęcy oddech kapitana i stłumione jęki dziewczyny, które z czasem zaczęły zmieniać ton.

Z przerażenia i bezsilności, Szymon poczuł, jak jego własny członek, mimo kajdanek i sytuacji, staje się twardy jak skała. To była najgorsza tortura – wiedzieć, że jego kobieta jest teraz poddawana brutalnej dyscyplinie przez innego mężczyznę, i czuć, jak jego własne ciało reaguje na ten obraz pożądaniem.

— Jesteś teraz tylko moją zabawką, żołnierzu... — dobiegł go niski, gardłowy głos Rawicza zza ściany. — Twój chłopak słucha każdego mojego ruchu... Słyszy, jak cię biorę... Słyszy, jak mocno wchodzę w twoją ciasną cipkę!

W tym momencie usłyszał głośny, przeciągły jęk Emilii, który brzmiał niemal jak orgazm wymuszony przez ból i intensywność.

— Tak jest... weź to... weź wszystko! — ryczał kapitan, a dźwięki uderzeń stały się szybsze i bardziej agresywne.

Szymon zaczął oddychać szybko i płytko, ocierając się o krzesło. Każdy jęk Emilii był dla niego jak pchnięcie w splot słoneczny. Wyobrażał sobie, jak Rawicz wypełnia ją po brzegi, jak brutalnie rucha ją na tym stole, podczas gdy on, zakuty w metal, może tylko słuchać, jak jego ukochana zostaje przejęta przez dowódcę.

Szymon siedział na krześle, z dłońmi wciąż zaciśniętymi w stalowych kajdankach, a jego oddech stał się ciężki i urywany. Ale to, co zaczęło dziać się na korytarzu, przerosło jego najgorsze koszmary i najbardziej mroczne fantazje.

Z jednego końca korytarza, a potem z drugiego, zaczęli pojawiać się żołnierze. Jeden po drugim, w ciszy, która była gęsta od pożądania. Nie było rozkazów, nie było krzyków – tylko instynkt. Każdy z nich miał na sobie ten sam kamuflaż, ale pod materiałem spodni każdy z nich nosił teraz ogromny, twardy „namiot”. Byli jak stado głodnych wilków, które poczuły krew.

Szymon patrzył z przerażeniem i fascynacją, jak ustawia się kolejka. Żołnierze, z którymi na co dzień ćwiczył, z którymi dzielił trud służby, teraz stali w szeregu, czekając na swoją kolej, by wejść do pokoju, w którym Rawicz ruchał Emilkę.

Pierwszy z nich, wysoki korporal, podszedł do drzwi. Zanim wszedł do środka, zatrzymał się na moment przy Szymonie. Spojrzał na niego z góry, z tym samym, drapieżnym uśmiechem, który widział wcześniej u Rawicza. Był to uśmiech pełen pogardy, ale i ekscytacji. W jego oczach Szymon przeczytał jasny komunikat: „Twoja kobieta należy teraz do nas wszystkich”.

Z głośnym mlaśnięciem drzwi zamknęły się za korporalem.

Szymon zamknął oczy i przycisnął czoło do zimnej ściany. Słyszał wszystko. Słyszał, jak Rawicz wciąż dominuje w pokoju, jak wydaje rozkazy Emilce i kolejnemu żołnierzowi.

— Przysuń ją do krawędzi stołu! — ryczał Rawicz. — Chcę, żebyś widział, jak wchodzi w nią mój członek, zanim ty wsadzisz swój!

Szymon usłyszał gwałtowny, przerażony jęk Emilii, który po chwili zmienił się w rytmiczne, mokre dźwięki. Klap... klap... klap... Dwa różne rytmy, dwa różne ciała, jedno centrum pożądania. Wyobraził sobie Emilkę, z rozchylonymi nogami, całkowicie bezbronną, podczas gdy dwóch mężczyzn rucha ją jednocześnie – jeden od przodu, jeden od tyłu, wypełniając ją po brzegi swoimi twardymi członkami.

— O Boże... Szymon... pomóż mi... — jęknęła Emilia, ale jej głos brzmiał już inaczej. Był w nim nie tylko strach, ale i jakaś dzika, wymuszona przez intensywność doznań rozkosz.

Kiedy korporal wyszedł z pokoju, jego twarz była czerwona od wysiłku, a spodnie rozpięte. Przeszedł obok Szymona, niemal ocierając się o jego ramię.

— Jest niesamowicie ciasna, kolego — szepnął żołnierz z ironicznym uśmiechem, po czym odszedł, zostawiając go w całkowitej pustce.

Szymon czuł, jak jego własny członek pulsuje w rytm uderzeń dobiegających zza ściany. Był w stanie totalnego rozdarcia. Nienawidził tych ludzi, nienawidził Rawicza, ale widok tej kolejki i świadomość tego, co dzie się z jego dziewczyną, doprowadzały go do stanu ekstremalnego podniecenia. Każdy kolejny żołnierz, który wchodził do środka, każdy kolejny uśmiech, każdy kolejny dźwięk rozpinanego paska i mokre uderzenia ciał o betonową podłogę, potęgowały jego torturę.

Słyszał teraz chaos. Głosy wielu mężczyzn, szybki oddech, ciężkie pchnięcia i coraz głośniejsze, niemal zwierzęce krzyki Emilii, która nie była już w stanie prosić o pomoc. Stała się centrum zbiorowego orgazmu jednostki.

— Teraz ty! — usłyszał głos jednego z żołnierzy z kolejki. — Moja kolej!

Szymon zaczął szaleńczo szarpać się w kajdankach, ocierając twardym członkiem o metalowe krzesło. Wyobrażał sobie, jak Emilia jest teraz całkowicie pokryta nasieniem swoich kolegów z wojska, jak każdy z nich zostawia w niej swój ślad, podczas gdy on, jej jedyny obrońca, jest tylko widzem w tym brutalnym teatrze pożądania.

Kolejka nie miała końca. Szymon siedział w całkowitym odrętwieniu, z twarzą przypaloną do zimnego betonu, podczas gdy jego uszy chłonęły każdy detal zza cienkiej ściany. To, co zaczęło się od brutalnego rucha rządzonego przez Rawicza, zmieniło się w coś znacznie bardziej perwersyjnego.

Szymon słyszał, jak w pokoju zmienia się dynamika. To nie były już tylko rytmiczne uderzenia ciał. Teraz dobiegały dźwięki, które sprawiały, że krew w jego żyłach wrzała. Usłyszał głośne mlaśnięcia i dźwięk czegoś, co brzmiało jak gęsty płyn – prawdopodobnie ktoś z żołnierzy realizował swoją fantazję o upokorzeniu, zmuszając Emilkę do lizania butów lub czegoś znacznie gorszego.

— Otwórz buzię szeroko, mała... — dobiegł go głos jednego z żołnierzy, który brzmiał niemal nienawistnie. — Chcę sprawdzić, ile z nas pomieścisz w gardle naraz.

Szymon usłyszał gwałtowne, dławiące odgłosy. Emilia zaczęła kaszleć, dławić się, a potem usłyszał głośny, mokry dźwięk – dźwięk wielokrotnego, głębokiego wbijania członków w jej gardło. Słyszał, jak żołnierze śmieją się z niej, jak komentują jej bezsilność, podczas gdy ona wydawała z siebie tylko stłumione, bulgoczące dźwięki. Wyobraził sobie jej twarz – zapłakaną, z szeroko otwartymi oczami i mężczyznami, którzy traktują jej usta jak darmowy tolet.

Potem nastała chwila dziwnej ciszy, którą przerwał dźwięk rozpinanego paska i coś, co brzmiało jak uderzenie skóry o skórę. Plask! Plask!

— A teraz zobaczmy, jak reagujesz na to... — szepnął kolejny żołnierz.

Szymon usłyszał głośny krzyk Emilii, ale to nie był krzyk bólu, lecz szoku. Słyszał, jak ktoś brutalnie rozchyla jej pośladki i jak coś twardego, prawdopodobnie nie tylko członka, ale jakiś przedmiot lub palce, wchodzi w nią od tyłu, w miejsce, którego nigdy wcześniej nie dotykał. Słyszał, jak dziewczyna błaga o litość, ale jej błagania były zagłuszane przez perwersyjne komendy żołnierzy. Każdy z nich traktował ją jak zabawkę do spełnienia swojego najbrudniejszego fetysza – od analnych tortur, przez zmuszanie do najbardziej plugawych pozycji, aż po całkowite uprzedmiotowienie.

— Patrzcie, jak drży! — ryczał ktoś w środku. — Jest tak mokra, że aż się ślizgamy!

Szymon czuł, że jego mózg płonie. Wyobrażał sobie Emilkę w pozycji „na cztery”, z głową przyciśniętą do betonu, podczas gdy trzech lub czterech mężczyzn jednocześnie używa jej ciała do zaspokojenia swoich potrzeb. Słyszał, jak jeden z żołnierzy zmusza ją do mówienia, jak bardzo jest teraz „brudna” i jak bardzo należy do nich wszystkich.

Kiedy kolejni mężczyźni wychodzili z pokoju, nie patrzyli już na Szymona z uśmiechem – patrzyli na niego z całkowitą obojętnością, jak na mebel. Byli zbyt zmęczeni i zbyt nasyceni swoją brutalną rozkoszą, by przejmować się jego cierpieniem. Każdy z nich zostawił w Emilce swój ślad, każdy z nich wykorzystał ją w sposób, który na zawsze zmieniłby jej postrzeganie intymności.

Szymon był teraz w stanie totalnego transu. Jego członek był tak twardy, że niemal sprawiał mu ból, a kajdanki wrzynały się w skórę do krwi. Słuchał, jak w pokoju odbywa się prawdziwa orgia zdominowana przez fetysze – od bicia po pośladkach, przez przymusowe głębokie loda, aż po brutalne ruchańcie w każdej możliwej dziurze.

Nagle usłyszał głos Rawicza, który przebił się przez gwar:

— Dosyć tego. Wypad wszyscy!

Szymon zamarł. Usłyszał, jak żołnierze w pośpiechu opuszczają pomieszczenie. Została tylko cisza, przerywana ciężkim, urywanym oddechem Emilii i spokojnym, triumfującym głosem kapitana.

— Teraz... — szepnął Rawicz, a dźwięk jego kroków zbliżał się do drzwi. — Teraz czas na finał tej lekcji.

Klucz zgrzytnął w zamku kajdanek. Szymon poczuł nagłą lekkość w nadgarstkach, ale jego ciało wciąż było sztywne, sparaliżowane przez traumę i podniecenie, które wciąż tliło się w nim jak żar. Rawicz nie powiedział ani słowa. Po prostu skinął głową w stronę otwartych drzwi pokoju po lewej stronie.

Szymon wszedł powoli. Każdy krok wydawał się ważyć tonę. Gdy tylko przekroczył próg, zapach uderzył go z całą siłą – gęsta, dusząca mieszanka potu, tanich wojskowych perfum, krwi i intensywnego, mdłego zapachu nasienia wielu mężczyzn.

Widok, który zastał w środku, był zatrważający.

Emilia leżała na brudnej, betonowej podłodze, oparta plecami o nogę metalowego stołu. Była w półnaga – jej spódniczka była całkowicie rozerwana i leżała w kącie jak szmata, a top był tak mocno rozciągnięty i przesunięty, że jej piersi były niemal całkowicie odsłonięte. Jej twarz, niegdyś promienna i piękna, była teraz maską rozpaczy. Makijaż był całkowicie rozmazany przez łzy i pot, czarna kreska wokół oczu spływała po policzkach, nadając jej wygląd kogoś, kto przeszedł przez piekło.

Szymon poczuł, jak żołądek wywraca mu się na drugą stronę, gdy spojrzał na jej ciało. Emilia była dosłownie pokryta spermą. Białe, lepkie smugi ciągnęły się po jej brzuchu, udach i piersiach, zastygając w mroczne wzory. Jej usta były nienaturalnie zaczerwienione i spuchnięte od wielokrotnego, brutalnego loda, a kąciki warg były lekko popękane.

Najbardziej drastyczny był jednak widok jej bioder. Gdy Emilia lekko drgnęła, Szymon zobaczył jej tyłek i uda – były pokryte krwawymi pasami i czerwonymi odciszkami. Ślady po ciężkich dłoniach Rawicza i uderzeniach skórzanego paska tworzyły na jej białej skórze mapę brutalnego upokorzenia. Jej cipka i odbyt były opuchnięte i czerwone, wciąż ociekając mieszanką lubrykantu i nasienia kolejnych żołnierzy, którzy w niej byli.

— Emilia... — wyszeptał Szymon, a jego głos brzmiał jak zgrzyt metalu o beton.

Dziewczyna podniosła na niego wzrok. W jej oczach nie było już tylko strachu, była tam pustka i całkowite rozbicie. Nie próbowała go przytulić, nie próbowała nic powiedzieć. Po prostu patrzyła na niego, jakby nie wiedziała, kim jest i gdzie się znajduje.

Szymon ukląkł przy niej. Czuł, jak jego serce pęka, widząc ją w tym stanie, ale jednocześnie, patrząc na te wszystkie ślady dominacji na jej ciele, poczuł ostatni, gwałtowny impuls pożądania, który natychmiast stłumił poczuciem winy.

Delikatnie ujął ją pod ramiona i pomógł jej wstać. Emilia była słaba, jej nogi drżały i niemal się pod nią uginały. Gdy tylko wstała, z jej wnętrza wypłynęła kolejna strużka białego płynu, brudząc betonową posadzkę.

— Chodź... chodźmy stąd — wymamrotał, przytulając ją do siebie.

Czuł na swojej skórze lepkość nasienia innych mężczyzn, która teraz przenosiła się na jego mundur. Prowadził ją powoli do wyjścia, a ona szła za nim mechanicznie, jak złamana lalka. Mijając Rawicza, który stał w progu z ironicznym uśmiechem, Szymon nie spojrzał mu w oczy. Nie mógł.

Wychodząc z budynku, słońce oślepiło ich obu. Ale dla Emilii światło nie przyniosło ulgi. Wiedziała, że choć opuszcza koszary, to zapach potu żołnierzy i wspomnienie każdego z nich wchodzącego w jej ciało zostaną z nią na zawsze.

Oceń tę historię:

Bądź pierwszą osobą, która oceni.

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?

Dodaj komentarz

Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora.

Więcej z kategorii: Grupowe

Zobacz wszystkie →