Dziewczyna drużyny
– Więc… jak było? – zapytała Ola, podsuwając mi kolejnego drinka.
Siedziałyśmy w jej kuchni, było już po północy, a ja właśnie wróciłam z weekendu, który miał być zwykłym wyjazdem ze znajomymi. Ola znała mnie od lat – wiedziała, że kiedy wracam z takim uśmiechem na twarzy, to znaczy, że wydarzyło się coś, o czym będę jej opowiadać przez następne tygodnie.
– Jak było? – powtórzyłam, biorąc łyk wina. – Olu, nie uwierzysz mi. Ja sama nie wierzę, że to się wydarzyło.
– No mów wreszcie! – szturchnęła mnie.
Westchnęłam, układając się wygodniej na kanapie. Przez chwilę zbierałam myśli, bo to nie była historia, którą opowiada się ot tak, od początku do końca. To była historia, którą trzeba przeżyć jeszcze raz w pamięci, żeby oddać jej smak.
– Dobra. Więc wiesz, że mój kuzyn Tomek gra w tej drużynie – zaczęłam. – Amatorskiej, ale takiej, co to naprawdę poważnie podchodzą do treningów, wyjazdów, takich tam. No i on mnie zaprosił na ten ich weekendowy wyjazd – taki integracyjny, do domku nad jeziorem. Mówił, że będzie dużo ludzi, że będzie fajnie, że mogę zabrać koleżankę. Ale żadna z was nie mogła, więc pojechałam sama.
– I co? – Ola pochyliła się do przodu, opierając łokcie na stole.
– I na początku było normalnie. Przyjechałam, przedstawili mnie wszystkim, było jakieś piętnaście osób – większość to chłopaki z drużyny, kilka dziewczyn, które były z nimi. Zrobiło się ognisko, piwo, gitary, takie tam. Wiesz, jak to na takich wyjazdach bywa.
– Aha. I?
– I był tam jeden… Marek. Ma dwadzieścia siedem lat, gra na środku pomocy. Wysoki, ciemne włosy, takie niebieskie oczy, że aż nie można było oderwać wzroku. I on od razu zaczął ze mną gadać. Nie w sensie – podrywać. Tylko tak normalnie, miło. Pytal, co robię, czym się zajmuję, czy lubię sport. I cały czas się uśmiechał. Wiesz, takim uśmiechem, że człowiek od razu wie, o co chodzi.
– No dobra, ale mówiłaś, że to historia o drużynie, nie o jednym chłopaku.
– Cierpliwości – uśmiechnęłam się, sącząc wino. – Bo to nie był tylko Marek. To był cały ten wieczór, cała ta atmosfera. Po kilku godzinach, jak wszyscy się już rozluźnili, zaczęły się jakieś głupie gry, prawda czy wyzwanie, takie tam. I w pewnym momencie ktoś zaproponował, żebyśmy poszli popływać. No wiesz, nocka, jezioro, księżyc. I wszyscy – dosłownie wszyscy – zaczęli się rozbierać.
– Wszyscy? – Ola uniosła brew.
– No wszyscy. Chłopaki bez żadnego skrępowania, dziewczyny też. Ja stałam z boku, bo nie wiedziałam, czy to nie jest jakiś żart. Ale Tomek – mój kuzyn, wyobraź sobie – krzyknął do mnie: „Martyna, nie bądź sztywna, chodź!”. I wszyscy na mnie patrzyli. A ja… no nie wiem, co mi odbiło. Ale zdjęłam sukienkę i zostałam w samym bikini.
Ola zaśmiała się, kręcąc głową.
– Ty zawsze byłaś odważna.
– To nie była odwaga, to było głupota – zaśmiałam się. – Ale dobra, weszłam do wody. Była zimna, ale po chwili człowiek się przyzwyczaja. I pływamy sobie, śmiejemy się, a ja czuję, że ktoś mnie obserwuje. Odwracam się i widzę, że Marek płynie w moją stronę. Podpływa do mnie i mówi: „Masz takie piękne ciało. Widziałem, jak wchodziłaś do wody, i nie mogłem przestać patrzeć”.
– O kurczę.
– No. I wtedy mnie pocałował. W wodzie, nocą, przy wszystkich. Nikt nie zwracał uwagi, bo wszyscy byli zajęci sobą. A my… my po prostu staliśmy w tej wodzie, całując się, a jego ręce były na moich biodrach, pod wodą. Czułam, jak przesuwa dłonie po moim brzuchu, po udach. I wiesz co? Nikt nie widział. Albo raczej – nikt nie zwracał uwagi.
– I co dalej?
– Dalej… – uśmiechnęłam się, czując, jak samo wspomnienie sprawia, że robi mi się gorąco. – Wyszliśmy z wody jako jedni z ostatnich. Wszyscy poszli spać, a my zostaliśmy na pomoście. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy, a potem on znowu mnie pocałował. I tym razem nie było żadnych zahamowań. Położył mnie na kocu, który tam został, i zaczął całować moją szyję, obojczyki, ramiona. Jego dłonie zsunęły się pod mój kostium, dotykając moich piersi. Jęknęłam cicho, a on szepnął: „Ciii… wszyscy śpią”.
– I? – Ola była już cała w historii.
– I wtedy usłyszeliśmy kroki. Ktoś szedł w naszą stronę. Oderwaliśmy się od siebie, a to był… Kuba. Ten, co gra na obronie. Wysoki, taki postawny, z dredami. Stanął nad nami i powiedział: „Nie przeszkadzam?”. A Marek – zamiast powiedzieć, że przeszkadza – powiedział: „Nie, chodź, siadaj”.
– Co? – Ola wytrzeszczyła oczy.
– No właśnie. Kuba usiadł obok nas. I przez chwilę gadaliśmy o niczym – o treningach, o meczach, o takich głupotach. A potem Kuba spojrzał na mnie i powiedział: „Marek mi mówił, że jesteś dzika. Że lubisz ryzyko”. Spojrzałam na Marka, a on tylko się uśmiechnął i wzruszył ramionami. „No co? Jestem szczery”.
– O mój Boże – Ola zakryła usta dłonią.
– I wtedy Kuba pochylił się i pocałował mnie. Nie pytał, nie czekał. Po prostu to zrobił. A Marek patrzył. I wiesz co? To było najbardziej podniecające uczucie w moim życiu. Być całowaną przez jednego, a czuć wzrok drugiego. Czułam, jak moje ciało reaguje – jak robię się wilgotna, jak moje sutki twardnieją pod cienkim materiałem kostiumu.
– I co było dalej? – Ola niemal szeptała.
– Kuba odsunął się i spojrzał na Marka. „To jak? Dzielimy się?” – zapytał. A Marek odpowiedział: „Jasne”. I wtedy obaj na mnie spojrzeli. A ja… ja czułam, że to jest ten moment, w którym mogę powiedzieć „nie” i wrócić do domku. Ale nie chciałam. Chciałam tego. Chciałam ich obu.
Ola milczała, wpatrzona we mnie jak w obrazek.
– Kuba wziął mnie za rękę i poprowadził do domku. Poszliśmy do pokoju, który dzielił z Markiem. Tam były dwa łóżka, ale oni zepchnęli je razem. I wtedy zaczęło się wszystko.
Westchnęłam głęboko, przypominając sobie tamte chwile.
– Marek zdjął ze mnie kostium. Powoli, pocałunkiem po każdym centymetrze odsłanianej skóry. Kuba stał za mną, całując moją szyję, gryząc delikatnie moje ramię. Czułam ich obu – jednego z przodu, drugiego z tyłu. Ich dłonie na moich piersiach, na moim brzuchu, na moich udach. Wsunęli we mnie palce – obaj naraz, jeden z przodu, drugi od tyłu. Jęczałam, nie mogąc się powstrzymać, a oni tylko się uśmiechali.
– I wtedy Marek uklęknął przede mną i wziął mnie w usta. Czułam jego język na mojej łechtaczce, a jednocześnie palce Kuby we mnie, poruszające się w rytmie, który doprowadzał mnie do szaleństwa. Byłam blisko – tak blisko, że czułam, jak moje nogi zaczynają drżeć. Ale Kuba wyjął palce i powiedział: „Nie tak szybko. Mamy całą noc”.
– I co? – Ola była cała czerwona.
– I wtedy mnie odwrócili. Kuba położył się na łóżku, a ja usiadłam na nim okrakiem, czując, jak jego twardy członek dotyka mojego wejścia. Spojrzał na mnie i szepnął: „Weź mnie”. I wzięłam go – powoli, centymetr po centymetrze, czując, jak wypełnia mnie całego. A Marek stanął za mną i poczułam jego dłonie na moich biodrach. „Otwórz się dla mnie” – wyszeptał. I wtedy wszedł we mnie od tyłu.
– O kurwa – Ola wypuściła powietrze.
– Tak. Byli we mnie obaj. Czułam ich – jednego głęboko w środku, drugiego tuż obok. Poruszali się w idealnym rytmie – jeden wchodził, drugi wychodził. Było ciasno, było gorąco, było tak intensywnie, że myślałam, że zemdleję. Jęczałam głośno, a oni tylko przyspieszali. „Jesteś niesamowita” – wysapał Marek. „Najlepsza, jaką mieliśmy” – dodał Kuba.
– I jak długo to trwało?
– Długo. Zmieniali pozycje, zmieniali tempa. Raz byłam na kolanach, raz na plecach, raz na boku. Czułam ich usta na całym ciele – na piersiach, na brzuchu, na udach. Doprowadzili mnie do orgazmu trzy razy, zanim oni doszli. A kiedy w końcu to zrobili – Marek we mnie, a Kuba na mojej piersi – czułam, jak moje ciało eksploduje po raz czwarty, najintensywniej.
Ola milczała przez chwilę, patrząc na mnie z otwartymi ustami.
– I to był koniec? – zapytała w końcu.
– Nie – uśmiechnęłam się. – To był dopiero pierwszy raz tej nocy. Bo potem, kiedy myślałam, że już nic mnie nie zaskoczy, do pokoju wszedł ktoś jeszcze. I to jest ta część, której nie opowiedziałam jeszcze nikomu.
– Kto? – Ola niemal krzyknęła.
– Powiem ci – odpowiedziałam, sącząc wino. – Ale najpierw nalej mi jeszcze drinka. Bo to będzie długa historia.
Ola nalała mi wina do pełna, a ja wzięłam głęboki łyk, zanim zaczęłam mówić dalej. Czułam, jak samo wspomnienie tamtej nocy rozpala mnie od środka – jakbym wciąż tam była, w tamtym pokoju, z tamtymi mężczyznami.
– Więc… – zaczęłam, przeciągając słowa. – Leżałam tam, między Markiem a Kubą, cała mokra, zmęczona, ale wciąż rozpalona. Moje ciało wciąż drżało od ostatniego orgazmu, a oni leżeli obok mnie, głaszcząc mnie po brzuchu, po udach, po piersiach. I wtedy usłyszałam kroki na korytarzu.
– Kto to był? – Ola pochyliła się jeszcze bardziej.
– Drzwi się otworzyły i wszedł… trener.
– CO?! – Ola krzyknęła, aż podskoczyła na kanapie. – Trener? Ten cały stary?
– Nie taki stary – zaśmiałam się. – Ma trzydzieści pięć lat, nazywa się Robert. Były zawodnik, teraz trener tej drużyny. Wysoki, umięśniony, z taką krótką brodą i tatuażami na ramionach. Wiesz, typ, który budzi respekt, ale i pożądanie.
– I on wszedł do pokoju, gdzie ty leżałaś naga z dwoma facetami?
– No właśnie. I wiesz co? Nie wyglądał na zaskoczonego. Stanął w drzwiach, oparł się o framugę i powiedział: „No, no. Widzę, że moja drużyna dobrze się bawi”. A Marek i Kuba – zamiast się spłoszyć – zaczęli się śmiać. „Trenerze, chodź, dołącz” – powiedział Kuba. A Robert spojrzał na mnie i zapytał: „A ona? Zgadza się?”.
– I co ty na to?
– Wiesz, co jest najśmieszniejsze? – uśmiechnęłam się. – W tamtym momencie nie czułam żadnego strachu ani zażenowania. Czułam tylko… głód. Czułam, że chcę więcej. Że to, co zaczęłam, nie może się skończyć. Więc spojrzałam na niego i powiedziałam: „Zgadzam się. Pod jednym warunkiem”.
– Jakim?
– Że to ty będziesz na końcu.
Ola wytrzeszczyła oczy, a ja zaśmiałam się, widząc jej minę.
– No co? – wzruszyłam ramionami. – Lubię, jak facet wie, że musi na mnie zasłużyć.
– I co on zrobił?
– Uśmiechnął się. Takim powolnym, drapieżnym uśmiechem, od którego przeszły mnie dreszcze. Zamknął drzwi na klucz i podszedł do łóżka. „To się zgadza” – powiedział, rozpinając pasek. „Lubię wyzwania”.
– O mój Boże…
– I wtedy zaczęło się wszystko od nowa. Ale tym razem było inaczej. Bo Marek i Kuba byli młodzi, chciwi, trochę nieokrzesani. A Robert… Robert wiedział, co robi. Każdy jego ruch był przemyślany, każdy dotyk – precyzyjny. Najpierw mnie pocałował – głęboko, powoli, tak że czułam, jak jego język bada moje usta, jakby chciał mnie poznać od środka. Jego dłonie zsunęły się na moje piersi, a on zacisnął palce na moich sutkach – mocno, ale nie boleśnie. Jęknęłam mu prosto w usta.
– A Marek i Kuba?
– Patrzyli. Siedzieli obok i patrzyli, jak Robert mnie rozbiera wzrokiem, jak dotyka mnie w miejsca, które oni już całowali. I wiesz co? To było podniecające. Czułam się jak gwiazda, jak trofeum, o które walczą. A Robert wiedział, jak to wykorzystać.
– Co zrobił?
– Odwrócił mnie na brzuch i zaczął całować mój kręgosłup – od dołu, od pośladków, aż do szyi. Każdy pocałunek był wolniejszy, bardziej intensywny. A potem jego dłonie wsunęły się pod moje biodra i uniósł mnie na kolana. „Pokaż im, jak ładnie potrafisz się otworzyć” – wyszeptał mi do ucha. I wtedy wszedł we mnie – bez ostrzeżenia, bez pytania. Był większy niż Marek i Kuba. Czułam, jak wypełnia mnie do granic, jak rozciąga moje ścianki, jak jego biodra uderzają o moje pośladki.
– I co zrobili tamci?
– Patrzyli. I dotykali siebie. Marek zaczął się onanizować, patrząc na mnie, a Kuba podszedł bliżej i wsunął mi palce do ust. „Ssij” – powiedział. I ssałam. Czułam smak jego skóry, jego wilgoć, a jednocześnie czułam, jak Robert porusza się we mnie coraz szybciej, coraz głębiej. Byłam wypełniona z każdej strony – palce Kuby w moich ustach, członek Roberta we mnie, dłonie Marka na moich pośladkach.
– To brzmi jak… – Ola szukała słów. – Jak coś z filmu.
– Bo tak to właśnie wyglądało – zaśmiałam się. – Ale to nie był film. To było realne. Czułam każdy dotyk, każdy ruch, każdy jęk. Robert był brutalny, ale w dobry sposób – wiedział, kiedy przyspieszyć, a kiedy zwolnić. Doprowadził mnie do orgazmu tak intensywnego, że krzyknęłam, a on zakrył mi usta dłonią. „Ciii… nie chcesz chyba obudzić całego domu” – szepnął mi do ucha, nie przestając się poruszać.
– I co było potem?
– Potem zamienili się. Marek wszedł we mnie od tyłu, a ja usiadłam na twarzy Roberta. Czułam jego język na mojej łechtaczce, podczas gdy Marek poruszał się we mnie, a Kuba stanął przede mną, wsuwając mi swojego członka do ust. Byłam wypełniona wszędzie – miałam ich wszystkich trzech w sobie, na sobie, wokół siebie. Czułam, jak moje ciało pracuje, jak każdy mięsień napina się i rozluźnia w rytmie, który oni narzucali.
– I jak skończyli?
– Każdy inaczej. Kuba doszedł pierwszy – w moich ustach, z jękiem, który przeszedł mi przez całe ciało. Potem Marek – we mnie, z głębokim, gardłowym pomrukiem, przyciskając mnie mocno do siebie. A Robert… Robert poczekał. Leżał pode mną, patrząc na mnie tymi swoimi oczami, i powiedział: „Teraz ty. Pokaż mi, jak bardzo tego chcesz”.
– I co zrobiłaś?
– Zsiadłam z Marka i odwróciłam się do Roberta. Usiadłam na nim okrakiem, biorąc go w dłonie. Był twardy, gorący, mokry od mojej wilgoci. Wsunęłam go w siebie powoli, patrząc mu prosto w oczy. I zaczęłam się poruszać – wolno, okrężnymi ruchami, drażniąc go. Jego dłonie zacisnęły się na moich biodrach, a on jęknął: „Tak… właśnie tak…”.
– I?
– I doprowadziłam go do orgazmu, patrząc mu w oczy. Czułam, jak jego ciało napina się pode mną, jak jego palce wbijają się w moje biodra, jak jego jęk wibruje w moim wnętrzu. A kiedy doszedł – głęboko we mnie – opadłam na niego, dysząc ciężko. Leżeliśmy tak przez chwilę, a Marek i Kuba patrzyli na nas z uśmiechem.
– I to był koniec? – Ola była cała w historii.
– To był koniec tej nocy – uśmiechnęłam się. – Ale nie koniec całego weekendu. Bo następnego dnia… obudziłam się w tym samym łóżku, między nimi wszystkimi. I zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, Robert szepnął: „Dzisiaj będzie lepiej. Bo teraz wiemy, co lubisz”.
Ola patrzyła na mnie z szeroko otwartymi oczami, a ja uśmiechnęłam się, biorąc kolejny łyk wina.
– I wiecie co? – dodałam. – Miał rację. Bo to, co wydarzyło się następnej nocy, przeszło wszystko, co mogłam sobie wyobrazić. Ale to już historia na zupełnie inną rozmowę.
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?