Przydrożny bar „Pod Gwiazdą”
Nazywam się Ola. Mam dwadzieścia siedem lat i pracuję na trasie E40, w przydrożnym barze „Pod Gwiazdą”. Oficjalnie jestem kelnerką. Nieoficjalnie — daję kierowcom tirów to, czego nie dostaną od żon, dziewczyn czy narzeczonych, które czekają na nich w domach oddalonych o setki kilometrów.
To nie jest praca, o jakiej marzyłam. Ale życie bywa brutalne, a ja nauczyłam się grać według jego zasad.
Zaczyna się zawsze o zmierzchu. Kiedy zapada zmrok, parking przed barem wypełnia się tirem za tirem. Kierowcy zjeżdżają z trasy, żeby coś zjeść, napić się kawy, przespać kilka godzin. I żeby spotkać mnie.
Znam ich wszystkich z imienia. Albo z pseudonimów. Jest Marek, który jeździ na trasie do Hamburga i zawsze prosi o to samo. Jest Tomek, młody, dopiero zaczyna, jeszcze nieśmiały. Jest stary Janusz, który opowiada o wnukach, a potem płacze, gdy jest pijany.
I jest ich codzienna rutyna. Najpierw kawa. Potem rozmowa. Potem pytanie, które pada zawsze, prędzej czy później:
— Masz dziś czas?
Mam. Zawsze mam.
Dziś wieczorem do baru wszedł wysoki, ciemnowłosy mężczyzna. Nowy. Nie widziałam go wcześniej. Usiadł przy stoliku w rogu, zamówił czarną kawę i długo patrzył na mnie, zanim się odezwał.
— Jak masz na imię? — zapytał.
— Ola — odpowiedziałam, stawiając przed nim filiżankę.
— Ładnie. Ja jestem Kuba.
— Daleka droga?
— Z Kijowa. Do Rotterdamu. Jeszcze dwa dni jazdy.
Skinęłam głową. Znałam tę trasę. Wiedziałam, jak wygląda życie na drodze — samotność, monotonia, tęsknota za czymś, czego nie da się nazwać.
— Długo tu pracujesz? — zapytał.
— Wystarczająco długo.
— I nie boisz się? Taka ładna dziewczyna w takim miejscu...
Zaśmiałam się cicho.
— To nie miejsce jest niebezpieczne. To ludzie.
Patrzył na mnie przez chwilę, jakby chciał coś powiedzieć, ale się zawahał. W końcu wstał.
— Mam pokój na zapleczu — powiedział cicho. — Chcesz do mnie wpaść?
Spojrzałam na niego. Miał zmęczone oczy, ale nie był pijany. Nie wyglądał na agresywnego. Po prostu samotnego.
— Ile masz czasu? — zapytałam.
— Całą noc.
— To chodźmy.
Pokój na zapleczu był mały, ciemny, z pojedynczym łóżkiem, które skrzypiało przy każdym ruchu. Kuba zamknął drzwi na klucz i odwrócił się do mnie.
— Przepraszam — powiedział. — Nie robię tego często.
— Ja też nie robię tego często — skłamałam. — Ale czasami człowiek potrzebuje bliskości.
Podszedł do mnie. Jego dłonie były szorstkie, spracowane, z popękaną skórą. Dotknął mojego policzka, a ja poczułam, jak jego palce drżą.
— Jesteś piękna — szepnął.
— Nie mów tak. Nie znasz mnie.
— Nie muszę cię znać, żeby to widzieć.
Pocałował mnie. Delikatnie, nieśmiało, jakby bał się, że zrobi coś źle. Odpowiedziałam mu, obejmując go za szyję.
— Rozbierz mnie — powiedziałam cicho.
Zrobił to. Powoli, niepewnie, jakby dotykał czegoś świętego. Zdjął ze mnie bluzkę, stanik, spódnicę. Jego dłonie przesuwały się po moim ciele, a ja czułam, jak narasta w nim pożądanie.
— Chodź — szepnęłam, prowadząc go do łóżka.
Położyłam się na plecach, a on pochylił się nade mną. Jego usta wędrowały po mojej szyi, po piersiach, po brzuchu. Jęczałam cicho, czując, jak jego język drażni moją skórę.
— Chcę cię posmakować — mruknął, zsuwając się niżej.
Rozchylił moje nogi. Jego język dotknął mojej łechtaczki, a ja jęknęłam, wbijając palce w pościel. Lizał mnie powoli, dokładnie, a ja czułam, jak narasta we mnie przyjemność.
— Och... tak...
— Jesteś taka słodka — wysapał.
Nie przestawał. Jego język poruszał się w rytmie, który znał doskonale, jakby robił to wiele razy. Ale wiedziałam, że to nie było doświadczenie — to była intuicja. Czuł, czego potrzebuję.
— Skończę... — ostrzegłam.
— Poczekaj — powiedział, wstając. — Chcę być w tobie, gdy to zrobisz.
Rozebrał się. Jego ciało było umięśnione, opalone, z bliznami na ramionach — śladami ciężkiej pracy. Jego członek był twardy, nabrzmiały, gotowy.
— Wejdź we mnie — szepnęłam.
Wszedł we mnie jednym płynnym ruchem. Jęknęłam, czując, jak wypełnia mnie całkowicie. Był gorący, twardy, idealnie dopasowany.
— Och... — wysapał.
— Ruszaj się — powiedziałam. — Nie bój się.
Zaczął poruszać się we mnie, powoli, potem szybciej. Jego dłonie obejmowały moje biodra, przyciągając mnie bliżej. Czułam, jak jego oddech przyspiesza, jak jego ruchy stają się bardziej dzikie.
— Tak... — jęczałam. — Właśnie tak...
— Jesteś niesamowita — wysapał. — Najlepsza, jaką miałem.
— Nie mów tak — odpowiedziałam, czując, jak narasta we mnie orgazm. — Po prostu... bądź we mnie.
Przyspieszył. Jego ruchy były szybkie, mocne, intensywne. Czułam, jak moje ciało napina się w oczekiwaniu.
— Skończę... — ostrzegł.
— We mnie — jęknęłam. — Skończ we mnie.
Wytrysknął z jękiem, a ja osiągnęłam orgazm w tym samym momencie. Nasze ciała drżały, splecione w uścisku, dyszące.
Leżeliśmy obok siebie przez chwilę, zanim on wstał i zaczął się ubierać.
— Muszę jechać — powiedział cicho. — Czeka mnie długa droga.
— Wiem.
Pocałował mnie w czoło. I wyszedł.
Zostałam sama w ciemnym pokoju, na skrzypiącym łóżku, z zapachem obcego mężczyzny na skórze. Wiedziałam, że jutro będzie następny. I następny. I następny.
Ale czasami, gdy zamykam oczy, myślę o tych wszystkich kierowcach, którzy przewożą towary przez całą Europę. O ich samotności, o ich tęsknocie, o ich pragnieniu bliskości.
I wiem, że daję im coś więcej niż tylko seks. Daję im chwilę zapomnienia. Chwilę, w której nie są sami.
A to czasami jest warte więcej niż pieniądze.
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?