Szepty w klubie
Nazywam się Beata. Mam dwadzieścia dziewięć lat, pracuję w korporacji, a w weekendy lubię się zabawić. Nie chodzi mi o zwykłe wyjścia do knajpy – chodzi mi o taniec, o muzykę, o to uczucie, gdy ciało porusza się w rytmie, a umysł odpływa gdzieś daleko. I chodzi mi o to, co czasem dzieje się potem.
Ten wieczór zaczął się zwyczajnie. Spotkałam się z koleżankami w klubie na Pradze – modnym miejscu z industrialnym wystrojem, głośną muzyką i tłumem ludzi, którzy chcieli się dobrze bawić. Piłyśmy drinki, tańczyłyśmy, śmiałyśmy się. Ale gdzieś w połowie wieczoru poczułam, że coś się zmienia.
Może to był alkohol. Może to była muzyka. Może to było to, że od dłuższego czasu nie czułam niczyich rąk na swoim ciele. Ale kiedy tańczyłam, czułam na sobie czyjś wzrok.
Rozejrzałam się. Stał przy barze – wysoki, ciemnowłosy, z lekkim zarostem i oczami, które patrzyły na mnie w sposób, który sprawił, że przeszły mnie dreszcze. Mógł mieć około trzydziestu pięciu lat. Ubrany był w czarną koszulę z rozpiętym górnym guzikiem i ciemne spodnie. Nie uśmiechał się – po prostu patrzył.
Czułam, jak moje serce bije szybciej. Odwróciłam wzrok, próbując skupić się na tańcu, ale jego spojrzenie wciąż mnie paliło. Po kilku minutach poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu.
– Tańczysz pięknie – powiedział, pochylając się do mojego ucha, żeby przekrzyczeć muzykę.
Jego głos był niski, ciepły, a oddech – gorący na mojej szyi. Odwróciłam się i spojrzałam mu w oczy.
– Dziękuję – odpowiedziałam, uśmiechając się lekko.
– Jestem Adam – przedstawił się.
– Beata.
– Miło mi, Beato.
Nie wiem, jak to się stało, ale w ciągu kilku minut tańczyliśmy razem. Jego dłonie na moich biodrach, moje ręce na jego ramionach. Czułam jego ciało przy moim – twarde, gorące, pewne siebie. Muzyka była głośna, ale między nami panowała cisza, która mówiła więcej niż słowa.
– Chodź ze mną – wyszeptał mi do ucha po kilku utworach.
– Dokąd?
– Zobaczysz.
Wziął mnie za rękę i poprowadził przez tłum. Minęliśmy parkiet, bar, a potem skręciliśmy w korytarz prowadzący do toalet. Serce waliło mi jak młotem. Wiedziałam, dokąd idziemy. Wiedziałam, co się może wydarzyć. I chciałam tego.
Wszedł pierwszy, upewniając się, że toaleta jest pusta. Potem pociągnął mnie do środka i zamknął drzwi na zamek.
– Jesteś pewna? – zapytał, patrząc mi prosto w oczy.
Zamiast odpowiedzieć, pocałowałam go.
To był pocałunek, który zapierał dech w piersiach – głęboki, zachłanny, pełen głodu. Jego dłonie wpiły się w moje włosy, przyciągając mnie bliżej, a moje ręce powędrowały na jego klatkę piersiową, czując przez materiał koszuli bicie jego serca.
– Jesteś niesamowita – wyszeptał, odrywając się na moment.
– Nie mów – odpowiedziałam, przyciągając go z powrotiem.
Jego dłonie zsunęły się na moje pośladki, ściskając je przez materiał sukienki. Jęknęłam cicho, czując, jak jego ciało przywiera do mojego. Był twardy, a ja – wilgotna, gotowa.
Oparł mnie o ścianę, unosząc moją nogę. Jego dłoń wsunęła się pod moją sukienkę, przesuwając po udzie, aż dotarła do moich majtek. Przesunął je na bok, a jego palce – pewne, wprawne – odnalazły moją wilgoć.
– Boże… – wysapałam, odchylając głowę do tyłu.
– Cicho – szepnął, wsuwając we mnie palec. – Nie chcesz chyba, żeby ktoś usłyszał.
Przygryzłam wargę, próbując stłumić jęki, ale jego palce poruszały się w rytmie, który doprowadzał mnie do szaleństwa. Czułam, jak moje ciało napina się, jak zbliżam się do krawędzi.
– Proszę… – wysapałam. – Chcę cię poczuć.
Spojrzał mi w oczy, a potem wyjął palce. Rozpiął spodnie, a ja poczułam, jak jego twardy członek dotyka mojego uda. Wsunął we mnie powoli – tak powoli, że myślałam, że oszaleję. Czułam każdy centymetr, każde wypełnienie, aż był we mnie całkowicie.
– Jesteś taka ciasna – wyszeptał, opierając czoło o moje.
– Ruszaj się – odpowiedziałam, wbijając palce w jego ramiona.
Zaczął się poruszać – powoli, potem szybciej. Jego biodra uderzały o moje, a ja czułam, jak każdy ruch sprawia, że tracę kontrolę. Muzyka z klubu dobiegała przez drzwi, ale dla mnie istniał tylko on – jego dotyk, jego oddech, jego ciało we mnie.
– Już… zaraz… – wysapałam, czując, jak orgazm narasta gdzieś głęboko we mnie.
– Poczekaj – szepnął, zwalniając. – Nie tak szybko.
– Nie mogę… – jęknęłam.
– Możesz. Chcę, żebyś poczuła to w pełni.
Zwolnił, ale jego ruchy stały się głębsze, bardziej precyzyjne. Czułam, jak każdy pchnięcie trafia w idealne miejsce, jak moje ciało zaczyna drżeć.
– Teraz – wyszeptał mi do ucha. – Teraz możesz.
I wtedy eksplodowałam. Orgazm wstrząsnął mną całą, a ja jęknęłam głośno, przyciskając się do niego. Czułam, jak jego ciało napina się, a potem – jak dochodzi we mnie, z głębokim, gardłowym jękiem.
Opadliśmy na siebie, dysząc ciężko. Przez chwilę staliśmy tak w ciszy, słysząc tylko nasze oddechy i muzykę dobiegającą z klubu.
– To było… – zaczęłam.
– Niesamowite – dokończył, uśmiechając się.
Uśmiechnęłam się, czując, jak moje serce wciąż bije szybko. Poprawiłam sukienkę, on zapiął spodnie. Otworzyłam drzwi, a on wyszedł pierwszy, sprawdzając, czy korytarz jest pusty.
– Do zobaczenia? – zapytał, patrząc na mnie.
– Może – odpowiedziałam, uśmiechając się tajemniczo.
I wróciłam do klubu, do koleżanek, do tańca – ale z myślą, która została ze mną do końca nocy: że czasem najlepsze przygody zaczynają się od jednego spojrzenia.
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?