Pocieszenie Przyjaciółki
Mateusz siedział w kawiarni, wpatrując się w dno filiżanki z zimną kawą. Był wściekły, sfrustrowany i zmęczony. Kłótnia z Zosią była tak gwałtowna, że oboje rzucili sobie w twarz rzeczy, których nie da się wymazać. Ich relacja, choć zazwyczaj stabilna, nagle stała się polem bitwy.
Klaudia, najlepsza przyjaciółka Zosi, pojawiła się po trzydziestu minutach. Miała na sobie obcisłą, czarną sukienkę, która podkreślała każdy centymetr jej krągłości, i szpilki, które sprawiały, że jej nogi wydawały się nieskończenie długie. Patrzyła na Mateusza z mieszanką współczucia i czegoś, czego on nie potrafił jeszcze nazwać – głodnego, drapieżnego błysku w oku.
— Wyglądasz fatalnie, Mateusz — powiedziała miękkim, niskim głosem, siadając naprzeciwko niego. Jej kolana niemal dotykały jego pod stołem.
Przez pierwsze piętnaście minut Mateusz wyrzucał z siebie frustrację. Klaudia słuchała uważnie, potakując głową, ale jej dłoń zaczęła powoli wędrować po stole, aż w końcu delikatnie dotknęła jego przedramienia. Jej palce były ciepłe, a dotyk elektryzujący.
— Zosia jest cudowna, ale czasem potrafi być zbyt... sztywna — szepnęła Klaudia, pochylając się w jego stronę tak, że zapach jej ciężkich, słodkich perfum niemal go ogłuszył. — Myślę, że potrzebujesz teraz czegoś, co pozwoli ci zapomnieć o tym całym stresie. Czegoś, co naprawdę poprawi ci humor.
Mateusz spojrzał na nią z zaskoczeniem.
— Co masz na myśli?
Klaudia uśmiechnęła się tajemniczo i wstała, biorąc jego dłoń w swoją.
— Chodź do mnie. Mieszkam tuż obok. Porozmawiamy w spokoju... i zajmę się tobą tak, jak nikt do tej pory tego nie zrobił.
Gdy tylko zamknęli drzwi do jej mieszkania, atmosfera zmieniła się drastycznie. Klaudia nie traciła czasu na zbędne uprzejmości. Pchnęła go na miękką, welurową sofę i zanim Mateusz zdążył cokolwiek powiedzieć, ona już klęczała przed nim.
Jej oczy płonęły. Bez słowa zaczęła rozpinać jego pasek i rozsuwać zamek w spodniach. Mateusz poczuł, jak chłodne powietrze uderza w jego skórę, a sekundę później poczuł gorący, wilgotny oddech Klaudii na swoim prąciu.
— O Boże... — westchnął Mateusz, gdy Klaudia chwyciła jego twardniejącego członka w dłoń, ściskając go mocno i pewnie.
Klaudia nie zaczęła od razu od samego końca. Najpierw zaczęła lizać go od samych jajdar z niezwykłą precyzją, przesuwając językiem w górę, powoli, drażniąc każdy nerw. Jej język był gorący i sprawny, a sposób, w jaki patrzyła na niego z dołu, sprawiał, że Mateusz czuł się jak król i niewolnik jednocześnie.
W końcu, z głośnym, łakomym mlaśnięciem, wzięła żołądź do ust.
To nie był zwykły seks oralny. To była prawdziwa sztuka. Klaudia wyssała go z taką siłą, jakby chciała wyciągnąć z niego całą duszę. Jej usta zaciskały się wokół niego szczelnie, tworząc próżnię, która sprawiała, że krew pulsowała w jego członku z niespotykaną dotąd intensywnością.
Mateusz zaczął ciężko oddychać, chwytając krawędź sofy. Nigdy nie doświadczył takiej techniki. Klaudia używała języka do stymulowania wędzidła, jednocześnie głęboko wciągając go w gardło, aż do momentu, gdy poczuł opór jej podniebienia. Robiła to rytmicznie, z pasją, wydając przy tym ciche, gardłowe dźwięki, które świadczyły o tym, jak bardzo podnieca ją fakt, że robi to chłopak swojej najlepszej przyjaciółki.
— Kurwa, Klaudia... to jest... niesamowite... — wyjęczał Mateusz, wyginając biodra w stronę jej ust.
Klaudia przyspieszyła tempo. Jej dłoń pracowała u nasady, podczas gdy usta tworzyły idealną, ssącą pompę. Czuł, jak każdy ruch jej języka doprowadza go na skraj szaleństwa. Było to tak intensywne, że obraz Zosi całkowicie zniknął z jego głowy, zastąpiony przez obraz rudowłosej przyjaciółki, która z bezwstydną żądzą pochłaniała jego męskość.
Napięcie stało się nie do zniesienia. Mateusz poczuł, że zaraz eksploduje.
— Będę... będę skończyć! — krzyknął, zaciskając dłonie na jej ramionach.
Klaudia nie przerwała. Wręcz przeciwnie – jeszcze mocniej zacisnęła usta i przyspieszyła ssanie, chcąc wycisnąć z niego każdą kroplę nasienia. Kiedy Mateusz w końcu wyrzucił z siebie potężny strumień, Klaudia nie cofnęła się ani na milimetr. Przyjmowała wszystko, przełykając jego spermę z widoczną satysfakcją, nie puszczając go z ust, dopóki ostatnia fala nie ustała.
Odeszła od niego powoli, oblizując wargi z prowokacyjnym uśmiechem.
— I jak? — zapytała szeptem, patrząc na jego oszołomioną twarz. — Nadal chcesz rozmawiać o Zosi, czy chcesz sprawdzić, co jeszcze potrafię zrobić, żeby poprawić ci humor?
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?