Randka, która zmieniła wszystko

Karolina miała trzydzieści lat, rudawoblond włosy, piegi na nosie i ciało, które potrafiło zawrócić w głowie niejednemu mężczyźnie. Ale ostatnie dwa lata były dla niej pasmem rozczarowań. Były chłopak wyprowadził się, zabierając ze sobą połowę mebli i całe poczucie własnej wartości. Teraz, po długiej przerwie, postanowiła spróbować czegoś nowego. Założyła konto na portalu randkowym.

Nie spodziewała się wiele. Kilka wiadomości od nudziarzy, kilka propozycji „na kawę” od facetów, którzy wyglądali, jakby nie wychodzili z piwnicy od dekady. Aż do wieczoru, gdy dostała wiadomość od kogoś o nicku „MrocznyRycerz”.

„Widzę, że masz w oczach ogień. Chętnie bym go rozpalił. Wino? Kolacja? A może coś więcej?”

Karolina prychnęła. Kolejny pewny siebie typek. Ale coś w tym zdaniu ją zaciekawiło. Otworzyła jego profil. Miał na imię Marek. Trzydzieści cztery lata, wysoki, ciemne włosy, wyrazista szczęka. Zdjęcia pokazywały go na tle gór, nad jeziorem, z książką w ręku. Wyglądał... interesująco.

„Coś więcej? Brzmi intrygująco. Ale najpierw muszę wiedzieć, czy umiesz gotować” – odpisała.

Odpowiedział w ciągu minuty: „Gotuję lepiej niż gotuję w łóżku. A w łóżku gotuję długo i namiętnie. Przyjdź i przekonaj się.”

Karolina poczuła, jak coś ściska ją w dole brzucha. To było bezczelne. I podniecające.

Trzy dni później

Stała przed drzwiami jego apartamentu na trzynastym piętrze, z butelką czerwonego wina w dłoni. Miała na sobie czarną, obcisłą sukienkę, która kończyła się kilka centymetrów nad kolanem, i szpilki, które dodawały jej pewności siebie. Serce waliło jej jak młotem.

Drzwi otworzyły się. Marek był nawet przystojniejszy niż na zdjęciach. Wysoki, barczysty, w ciemnej koszuli z podwiniętymi rękawami, odsłaniającej przedramiona pokryte lekkim zarostem. Uśmiechnął się, a jego oczy błysnęły.

— Karolina. Wreszcie. — Wziął ją za rękę i pocałował w policzek. — Wejdź.

Wnętrze było przestronne, nowoczesne, z widokiem na miasto. Na stole stały świece, a w powietrzu unosił się zapach rozmarynu i czosnku. Marek zaprowadził ją do kuchni, gdzie na blacie czekały już przygotowane składniki.

— Obiecałem ci kolację. Dotrzymuję słowa.

Gotował. Karolina siedziała na stołku, popijając wino i obserwując, jak jego dłonie kroją warzywa, mieszają sos, przewracają mięso na patelni. Był skupiony, pewny siebie. Co jakiś czas zerkał na nią i uśmiechał się.

— Lubię patrzeć, jak kobieta mi się przygląda — powiedział w końcu.

— Skąd wiesz, że ci się przyglądam? — zapytała, udając oburzenie.

— Bo twoje oczy mówią więcej niż usta. I mówią, że chcesz mnie posmakować. — Przechylił głowę. — I nie mówię o jedzeniu.

Karolina poczuła, że się rumieni. Ale nie odwróciła wzroku.

— Może i masz rację.

Kolacja była wyśmienita. Polędwiczki w sosie grzybowym, risotto z szafranem, sałatka z rukolą i parmezanem. Rozmawiali o wszystkim — o podróżach, o muzyce, o tym, co ich kręci w życiu. Marek był inteligentny, zabawny, a jego spojrzenie nie opuszczało jej ani na moment.

— Masz piegi — zauważył, gdy kończyli deser. — Uwielbiam piegi. Są jak mapa skarbów.

— I co, znalazłeś już skarb? — zapytała.

— Jeszcze nie. Ale zamierzam go odkopać.

Po kolacji przeszli do salonu. Muzyka grała cicho — coś jazzowego, zmysłowego. Marek usiadł obok niej na kanapie, tak blisko, że czuła ciepło jego ciała.

— Chcesz jeszcze wina? — zapytał.

— Nie — odpowiedziała. — Chcę czegoś innego.

Spojrzał jej w oczy. Przez chwilę żadne z nich się nie odezwało. A potem Marek pochylił się i pocałował ją.

To nie był delikatny pocałunek. To był pocałunek, który mówił wszystko — pragnienie, głód, obietnicę. Jego usta były ciepłe, jego język śmiało wsunął się między jej wargi. Karolina jęknęła, wplatając palce w jego włosy. Czuła, jak jego dłonie przesuwają się po jej plecach, po biodrach, przyciągając ją bliżej.

— Jesteś piękna — wyszeptał, odrywając się na chwilę.

— Wiem — odpowiedziała, uśmiechając się.

Roześmiał się i pocałował ją znowu. Tym razem jego dłonie powędrowały niżej, po jej udzie, pod sukienkę. Karolina wstrzymała oddech, gdy jego palce dotknęły jej pończoch.

— Masz na sobie pończochy — mruknął z uznaniem. — I pasek?

— A jak myślisz?

— Myślę, że jesteś idealna.

Zsunął jej sukienkę z ramion. Opadła na podłogę. Karolina została w czarnym koronkowym biustonoszu, pończochach i stringach. Marek patrzył na nią z zachwytem.

— Chcę cię zobaczyć całą — powiedział.

Rozpiął jej biustonosz. Jej piersi były pełne, jędrne, o różowych sutkach, które natychmiast stwardniały. Pochylił się i wziął jeden w usta, ssąc delikatnie, podczas gdy jego dłoń obejmowała drugi.

— Mmm... — jęknęła Karolina, odchylając głowę do tyłu.

Marek przesuwał ustami po jej szyi, po obojczykach, po piersiach. Jego język drażnił sutki, a jego dłonie wędrowały po jej brzuchu, po biodrach, po udach. Karolina czuła, jak narasta w niej napięcie.

— Zdejmij stringi — wyszeptała.

Uśmiechnął się. Zsunął je powoli, przeciągając materiał po jej udach, po łydkach. Kiedy była całkowicie naga, cofnął się i spojrzał na nią.

— Piękna — powiedział. — Najpiękniejsza, jaką widziałem.

— Przestań mówić — szepnęła. — I zrób coś.

Roześmiał się i pochylił nad nią. Jego usta powędrowały w dół, po brzuchu, po biodrach. Karolina wstrzymała oddech, gdy jego język dotknął jej łechtaczki.

— Och... — jęknęła.

Marek lizał ją powoli, dokładnie, z wprawą, która zdradzała doświadczenie. Jego język okrążał jej łechtaczkę, drażnił ją, a potem wsuwał się głębiej. Karolina wpiła palce w jego włosy, przyciskając go do siebie.

— Nie przestawaj... — wysapała.

Nie przestawał. Pracował językiem, aż poczuła, że zbliża się do szczytu. Jej ciało drżało, a ona jęczała coraz głośniej.

— Skończę... — ostrzegła.

— Skończ — mruknął, nie odrywając ust.

Orgazm uderzył w nią jak fala. Jej ciało wygięło się w łuk, a ona krzyknęła, czując, jak skurcze przebiegają przez całe jej ciało. Marek nie przestawał, dopóki nie opadła, dysząc.

— To było... — wyszeptała.

— To dopiero początek — powiedział, wstając.

Rozebrał się. Karolina patrzyła na niego z zachwytem. Miał idealnie wyrzeźbione ciało — szerokie barki, umięśniony brzuch, wąskie biodra. A jego członek był twardy, nabrzmiały, gotowy.

— Chodź tu — powiedziała, wyciągając do niego rękę.

Położył się na niej, a jego usta odnalazły jej wargi. Czuła jego ciężar, jego ciepło, jego pożądanie. Jego członek dotykał jej wejścia, drażniąc ją.

— Wejdź we mnie — szepnęła.

— Powiedz proszę.

— Proszę.

Uśmiechnął się i wsunął w nią. Karolina jęknęła, czując, jak wypełnia ją całkowicie. Był idealnie dopasowany. Zaczął poruszać się powoli, rytmicznie, a ona objęła go nogami, przyciągając bliżej.

— Tak... — wysapała. — Właśnie tak.

Marek poruszał się w niej z wprawą, zmieniając tempo, kąty, głębokość. Jego usta nie opuszczały jej szyi, jej piersi, jej warg. Karolina czuła, jak narasta w niej kolejna fala przyjemności.

— Skończysz we mnie — wyszeptała. — Chcę to poczuć.

— Nie tak szybko — mruknął. — Chcę cię dłużej.

Wycofał się i odwrócił ją na brzuch. Karolina uniosła biodra, a on wsunął się w nią od tyłu, głębiej niż wcześniej. Jęknęła, wbijając palce w kanapę.

— Tak... głębiej... — jęczała.

Marek poruszał się w niej, trzymając jej biodra. Jego dłonie przesuwały się po jej plecach, po pośladkach, a jego kciuk muskał jej odbyt. Karolina drżała, czując, że to będzie intensywne.

— Jesteś cudowna — wysapał.

— Jesteś... niesamowity... — odpowiedziała.

Zmienił pozycję. Usiadł na kanapie, a Karolina okrakiem na nim. Jego członek wsunął się w nią głęboko, a ona zaczęła się poruszać, unosząc i opuszczając biodra w rytmie, który sprawiał jej przyjemność.

— Patrz na mnie — rozkazał.

Patrzyła. Ich spojrzenia spotkały się, a Karolina czuła, jak jego dłonie obejmują jej piersi, masując je delikatnie. Jego kciuki drażniły sutki, a ona jęczała, czując, że zbliża się do kolejnego szczytu.

— Skończę... — wyszeptała.

— Ja też — odpowiedział.

— Razem.

Pocałował ją, a ich ciała poruszały się w idealnej harmonii. Karolina poczuła, jak narasta w niej fala, a w tym samym momencie Marek jęknął, wytryskując w nią. Jej orgazm uderzył w nią z siłą, która pozbawiła ją tchu. Krzyknęła, wtulając się w niego, czując, jak jego ciało drży w jej ramionach.

Opadli na kanapę, spleceni, dyszący. Leżeli tak przez długą chwilę, nie mówiąc nic. W końcu Marek pocałował ją w czoło.

— To było... — zaczął.

— Niesamowite — dokończyła.

— I to dopiero pierwsza randka.

Karolina uśmiechnęła się, wtulając w niego.

— Więc umówimy się na drugą?

— Jutro — powiedział. — I każdego dnia, dopóki nie znudzisz się mną.

— A jeśli się nie znudzę?

— Wtedy będziemy razem. Długo. I namiętnie.

I tak się stało. Karolina i Marek zostali parą. Ale to, co działo się między nimi w sypialni, było czymś, o czym żadne z nich nie opowiadało znajomym. Bo niektóre rzeczy są zbyt intymne, zbyt gorące, zbyt... idealne, żeby dzielić je z innymi.

Oceń tę historię:

Bądź pierwszą osobą, która oceni.

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie skomentował tej historii. Będziesz pierwszą osobą?

Dodaj komentarz

Komentarze publikujemy po akceptacji moderatora.

Więcej z kategorii: Inne

Zobacz wszystkie →